Stanisław Sojka zaczął występować już jako 7-latek - śpiewał wtedy z chórem kościelnym. Jako 14-latek został kościelnym organistą, ale poważną karierę rozpoczął w 1977 roku, kiedy rozpoczął współpracę z Jarosławem Śmietaną. Szybko zaczął występować też m.in. z Anną Jantar, Andrzejem Zauchą czy Marylą Rodowicz.
W 1980 roku nagrał pierwszy solowy przebój - "Śliczna różdżkareczka". Rok później wydał album "Blublula", który dziennikarze okrzyknęli najlepszym albumem jazzowym roku. Podczas występu na Jazz Jamboree usłyszał go krytyk jazzowy Willis Conover, który z kolei uznał Sojkę za "najlepiej strzeżony sekret polskiej muzyki".
Pod nazwiskiem Soyka zaczął występować w 1990 roku - w tym roku też pojawił się przebój "Cud niepamięci". Rok później nagrał swój najbardziej znany utwór, czyli "Tolerancję (na miły Bóg)". W dyskografii miał kilkanaście albumów studyjnych, kompilacje, albumy okolicznościowe i liczne współprace.
Artysta chorował na cukrzycę typu 2. "Miałem cukrzyków w rodzinie, więc wiem, że to choroba utrudniająca życie. Pomyślałem: 'oho, jeśli coś jest w moich rękach, to ja to zrobię'. I na razie mi się udaje. Zmieniłem mocno obyczaje żywieniowe, zrzuciłem te 30 kilo, potem z dziesięć wróciło, ale czuję się dobrze i mnie to napędza. Można się naprawiać!" - mówił po usłyszeniu diagnozy. Zmagał się również z otyłością, a w ostatnich latach życia - z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc.
Stanisław Soyka zmarł nagle. "Świat się zatrzymał"
Przypomnijmy, że Stanisław Soyka zmarł w Sopocie 21 sierpnia 2025 roku - wieczorem miał pojawić się na deskach Opery Leśnej w ramach koncertu "Orkiestra Mistrzom" podczas Top of the Top Festival, tego samego dnia był jeszcze obecny na próbach. Wokalista i muzyk miał 66 lat.
Ostatni dzień artysty opisała Beata Biały w książce "Życie to krótki sen", która będzie miała premierę 28 października. Kilka przedpremierowych fragmentów można znaleźć na stronie Plejady.
"Stanisław Soyka stoi na scenie podczas ostatniej próby. Nie ma jeszcze publiczności, nie ma szumu, tylko rozrzucone dźwięki przygotowań i cisza, która co chwilę wraca, jak przypływ. Ma wykonać kilka najpopularniejszych utworów: 'Tolerancja', 'Absolutnie nic', 'Cud niepamięci', 'Życie to krótki sen'... Ale to 'Życie to krótki sen' zostaje potem w pamięci najmocniej. Jak proroczy sen. Po próbie Stanisław Soyka jedzie do hotelu. Za kilka godzin ma wrócić na tę scenę, już do publiczności, do świateł, do oklasków, które nadają sens wydarzeniu. Nie wróci. Zostaje ta próba. Ten moment bez publiczności, bez finału" - czytamy.
"Stanisław Soyka miał wystąpić po Ewie Bem. Oboje bardzo się lubili. Łączyła ich muzyczna i ludzka bliskość. Gdzieś na początku koncertu ktoś rzucił mi informację, że Staszek gorzej się czuje. Ale to była informacja bez żadnych szczegółów. Bez żadnego konkretu. Nie było mowy o śmierci. Nie było nawet mowy o tym, że nie wystąpi. Po prostu: gorzej się czuje. W tym momencie na zaplecze Opery Leśnej podjechała Ewa Bem. Pamiętam ten obraz bardzo dokładnie. Ewa wysiada z samochodu, idzie do garderoby, a ja myślę, że nie chciałbym, żeby wiedziała o tym gorszym stanie Staszka, bo przecież darzą się sympatią. Nie chcieliśmy jej niepotrzebnie stresować. Zwłaszcza że sami nic jeszcze nie wiedzieliśmy. (...) Krążyły półprawdy i nieprawdy, a na nich nikt nie chciał bazować. Sprawdzone informacje przepływały pomiędzy decyzyjnymi osobami, które dbały o to, żeby nie powielać plotek, w tamtym momencie niezwykle krzywdzących, może nawet szkodliwych. Kontaktowano się ze sobą przez telefony, krótkofalówki, w biegu, i obowiązywała zasada, by żadnej postronnej osobie, nawet za kulisami, nie mówić nic, czego nie wiedzielibyśmy na pewno. Cały czas zakładaliśmy, że być może trzeba będzie tylko przełożyć występ, zmienić kolejność, powiedzieć publiczności, że Staszek źle się poczuł. Rozmowy dotyczyły raczej tego, jak przestawić grafik, żeby wszystko się zgadzało. Kto wystąpi wcześniej. Jak to technicznie rozwiązać" - cytuje autorka ówczesnego dyrektora PR festiwalu, Grzegorza Betleja.
"Pamiętam to bardzo dokładnie. Biegaliśmy po zapleczu, załatwiając różne rzeczy. W pewnym momencie przechodziłem korytarzem za sceną. Opera Leśna jest w istocie obiektem dość ciasnym, przejście z garderoby na scenę podczas takiej imprezy wymaga schylania głowy, uważania na kable, przeciskania się pomiędzy setkami skrzyń, instrumentów, omijania ludzi i sprzętu. I właśnie tam, w tym wąskim przesmyku, zadzwonił telefon. Ktoś powiedział tylko jedno zdanie: 'Staszek umarł'. I się rozłączył. Na kilka sekund świat się zatrzymał" - wspominał dalej Betlej.
"'Trzeba było tak naprawdę szyć na bieżąco. W pewnym momencie władze stacji podjęły decyzję, by publiczność zgromadzoną w Operze Leśnej poinformować o śmierci artysty i dodatkowo wykonać jeszcze jeden z utworów, który pan Stanisław miał zaśpiewać' - mówił Grzegorz Betlej na antenie TVN24 zaraz po zakończeniu transmisji. Ten wieczór miał mieć inną puentę. Finałowy koncert - 'Orkiestra Mistrzom' - był pomyślany jako hołd, ale hołd składany żyjącym legendom. Stanisław Soyka miał być jego osią, jednym z tych, wokół których buduje się opowieść o muzyce, pamięci i ciągłości. Wszystko było gotowe - repertuar, kolejność, sens. W jednej chwili sens się zmienił. To, co miało być celebracją, stało się pożegnaniem" - czytamy dalej w książce.
"Absolutna cisza. Na takich festiwalach za kulisami jest nieustanny ruch. Ktoś biegnie, ktoś coś mówi, ktoś coś organizuje. A wtedy wszyscy się zatrzymali. Wszyscy. Przy wyjściu na scenę wiszą dwa telewizory, na których zawsze organizatorzy mają podgląd na to, co dzieje się na scenie. Normalnie nic z nich nie słychać, bo wokół jest taki hałas. A wtedy panowała taka cisza, że słyszeliśmy każde słowo. Staliśmy i patrzyliśmy. Nikt nic nie mówił. W milczeniu oglądaliśmy artystów śpiewających 'Tolerancję'. Dopiero kiedy piosenka się skończyła, ludzie zaczęli wpadać sobie w ramiona. Pojawiły się łzy. Płacz. Wcześniej wszystkich trzymała adrenalina. Ale kiedy wybrzmiała ostatnia nuta, przyszło już tylko poczucie straty. I cisza, której nikt z obecnych tamtego wieczoru nigdy nie zapomni" - wspominał jeszcze Betlej.












