Reklama

Reklama

OFF Festival 2022: w upale i radości z powrotu. Relacja z pierwszego dnia

OFF Festival powrócił po trzech latach pandemicznej przerwy. W upale, nastroju radości, ale i pewnego niepokoju związanego z powrotem do festiwalowej socjalizacji. Z tym pierwszym offowicze i offowiczki radzili sobie w piątek jak tylko mogli - polewając się wodą, korzystając ze specjalnej nawadniającej kurtyny czy zajmując dosłownie każdy zacieniony fragment na terenie festiwalu. Z kolei wspomniany niepokój szybko mijał, gdy w tłumie udawało się wypatrzeć znajome, często niewidziane przez te kilka lat twarze.

OFF Festival powrócił po trzech latach pandemicznej przerwy. W upale, nastroju radości, ale i pewnego niepokoju związanego z powrotem do festiwalowej socjalizacji. Z tym pierwszym offowicze i offowiczki radzili sobie w piątek jak tylko mogli - polewając się wodą, korzystając ze specjalnej nawadniającej kurtyny czy zajmując dosłownie każdy zacieniony fragment na terenie festiwalu. Z kolei wspomniany niepokój szybko mijał, gdy w tłumie udawało się wypatrzeć znajome, często niewidziane przez te kilka lat twarze.
Bikini Kill podczas koncertu na OFF Festival 2022 /Ewelina Eris Wójcik /INTERIA.PL

"Wiem, że jest ciepło"

"Wiem, że jest ciepło" - mówił że zrozumieniem Frank Leen, który o 16 wystąpił na scenie T Tent razem z perkusistą Wojtkiem Warmijakiem. Później dorzucił też, że ubrał nieodpowiednie na tę pogodę skórzane spodnie. Ale nie przeszkodziło mu to w energicznych reakcjach, tańcu i bieganiu po scenie. Podczas dość krótkiego i rozgrzewającego i tak już gorąca atmosferę setu wybrzmiał m.in. singiel "Bombonierki" (posłuchaj!), a także kilka niepublikowanych dotąd numerów.

Reklama

“Musicie mi pomóc, chcę zobaczyć, jak skaczecie"  - mówił z kolei Jann, który wystąpił jakiś czas później na Scenie Leśnej Czujesz Klimat? Rossmann. Jeszcze wszystko przed nim, ale widać, że Jann ma wielką ochotę na pójście w stronę wysmakowanego popu, na koncertach opakowanego w dopracowane pod względem wizualnym widowiska. Jego koncert pełen był energii i sensualności, zaś sam młody artysta nie omieszkał pochwalić się swoim świetnym przygotowaniem wokalnym.

Dobrą przerwą od energetycznych koncertów był występ Eriki de Casier na Scenie Eksperymentalnej BUH. Po ukojenie przyszło tam zresztą wiele osób, wypełniając szczelnie namiot i trawniki dookoła niego. Artystka wspominała ze sceny swój koncert w Warszawie w 2020 roku i podkreśliła, jak doskonale została wówczas przyjęta. Jej set w Katowicach był połączeniem bujającego r&b z bardziej nastrojowymi i spokojniejszymi momentami.

Jest do czego tańczyć

De Casier nie miała do Polski daleko (mieszka w Danii). Inaczej niż Q, który, jak podkreślił na wstępie, przebył długą drogę z Miami. Q Steven Marsden, choć przez moment zdawał się być lekko zdystansowany, z czasem coraz bardziej się rozkręcał i skradł serca publiczności zgromadzonej na T Tent. Prezentowane przez niego r&b jest pełne nawiązań do muzyki lat 70. czy 80., a co za tym idzie - podczas jego koncertu jest do czego tańczyć.

Koncert zagrany przez nowojorski kwartet DIIV na Scenie Głównej Perlage to jeden z tych, które najbardziej lubią offowicze i offowiczki. Ściana dźwięku i shoegaze w najczystszej postaci. "Robimy nowa płytę więc mamy nadzieję, że szybko tu wrócimy" - mówili, co można chyba wziąć za dobrą monetę. A oprócz ściany dźwięku i hipnotycznych gitar, podczas koncertu znalazło się też miejsce na bardziej energiczne momenty.

Alyona Alyona: Jesteście naszymi braćmi 

"Dziękuję wszystkim ludziom z Polskim za pomoc udzieloną Ukrainie. Jesteście naszymi braćmi" - powiedziała Alona Olehiwna Sawranenko, ukraińska raperka, dodając, że ten występ to dla niej wielki zaszczyt.

Alyona Alyona razem ze swoją hypemanką i DJ-em dali na Scenie Leśnej bardzo dobry, energetyczny koncert, jeden z najlepszych tego dnia na festiwalu. "Dziękuję wam za waszą energię i dobroć" - powtarzała artystka. A publiczność odpłacała jej się w najlepszy możliwy sposób - doskonale bawiąc się pod sceną i przyjmując każde słowo Alyony, zarówno te mówione po angielsku, jak i ukraińsku, z dużym entuzjazmem. I radością, że po prostu z nami jest.

"To piękna noc, by grać muzykę" - mówił z kolei jeden z członków zespołu RIDE wieczorem, gdy upał już zelżał. Ich dla wielu mistrzowski debiutancki album "Nowhere" (1990 r.) został w piątek na Scenie Głównej OFF-a zagrany w całości. Kawałki takie jak "Kaleidoscope" czy "Dreams Burn Down" wybrzmiały ze sceny szczególnie mocno.

Mówiły o gniewie, niesprawiedliwości, o zdominowanej przez mężczyzn scenie punk rockowej lat 90., a także o tym uczuciu, gdy idziesz do łóżka z kimś, z kim nie powinnaś/powinieneś, ale i tak to robisz. Tobi Vail sugerowała natomiast, by chodzić na koncerty mało znanych zespołów. Bikini Kill dały nieco przegadany show, zachwycając jednak swoją energią i świetną formą. Zagrały m.in. "Jigsaw Youth" czy "This Is Not A Test". To ten typ koncertu muzycznej legendy, za które publiczność kocha OFF Festival.

Jej część zakończyła offowy piątek występem producenta znanego jako Mura Masa na Scenie Głównej. Wycofanemu Brytyjczykowi Alexandrowi Crossanowi na scenie towarzyszyły dwie świetne wokalistki, które niosły show. Połączenie nośnych kawałków i dobrego kontaktu z publicznością to zawsze dobre połączenie, gwarantujące imprezę. Tak też było i tym razem.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL