Reklama

Reklama

OFF Festival 2022: Spełnianie marzeń i żądza życia. Relacja z drugiego dnia

Od spiritual jazzu, przez brytyjski rap aż po hardcore. A na deser ojciec chrzestny punk rocka. Drugi dzień OFF Festivalu pokazał dobitnie, jak eklektyczny jest jego tegoroczny line up. Tego dnia (i wieczora) pogoda dała festiwalowiczom i festiwalowiczkom nieco wytchnienia. Inaczej niż artyści i artystki, którzy pędzili przez rozmaite muzyczne światy.

Od spiritual jazzu, przez brytyjski rap aż po hardcore. A na deser ojciec chrzestny punk rocka. Drugi dzień OFF Festivalu pokazał dobitnie, jak eklektyczny jest jego tegoroczny line up. Tego dnia (i wieczora) pogoda dała festiwalowiczom i festiwalowiczkom nieco wytchnienia. Inaczej niż artyści i artystki, którzy pędzili przez rozmaite muzyczne światy.
Iggy Pop był gwiazdą drugiego dnia OFF Festivalu /Ewelina Wójcik /INTERIA.PL

W sobotę w Katowicach nie zabrakło wzruszeń i spełnionych marzeń. Te drugie stały się choćby udziałem dwóch zespołów, które grały na głównej scenie.

"Spełniamy dziś nasze marzenie"

"Dzięki że wpadliście. Spełniamy dziś nasze marzenie" - powiedziała Gosia Dryjańska z Oxford Drama. Wrocławski zespół dał świetny koncert na otwarcie Sceny Głównej Perlage. Zagrali głównie kawałki z wydanego w zeszłym roku albumu "What's The Deal With Time?". Jak mówił zresztą Marcin Mrówka, powoli kończą promować to wydawnictwo. A katowickim koncertem nie tylko pokazali, jak dojrzałym są zespołem i jak świetnie rozwinęli się przez kilka lat swojej działalności - przede wszystkim narobili smaku na nowy materiał.

Reklama

Chwilę później na Scenie Leśnej Czujesz Klimat? Rossmann muzyka Jaubi była jak zasłużony odpoczynek od wszelkich zbędnych bodźców. Bogactwo i różnorodność dźwięków, łączących w sobie spiritual jazz i hip-hop, serwowanych przez ten polsko-pakistański skład niosły ukojenie, ale i czystą radość z obcowania z tak pięknymi melodiami.

"Nasze występy to wymiana energii" - mówiła z kolei Lex Amor ze sceny T Tent. Raperka z Północnego Londynu podkreślała także, jak wdzięczna jest, że może wystąpić przed polską publicznością. Razem ze swoim zespołem zaserwowała bardzo bujający set.

Momentami bujający, ale znacznie bardziej energetyczny zestaw sprezentował inny Londyńczyk, występujący na Scenie Głównej raper Ghetts. "Rodzina jest najważniejsza rzeczą, jaką mamy, ponad wszystkie materialne rzeczy" - mówił chwilę przed tym, jak podgrzał atmosferę i rozkręcił pod sceną pogo.

Doskonałym sposobem na wyciszenie po tych emocjach było wybranie się na Scenę Eksperymentalną BUH

"Będziemy mieć dużo zabawy, w bardzo smutny, seksowny sposób" - mówiła na wstępie Arooj Aftab, wychowana w Pendżabie, od lat mieszkająca w Stanach Zjednoczonych artystka. Razem z towarzyszącymi jej muzykami dała najbardziej nastrojowy, melancholijny i liryczny koncert tej edycji.

Przejście ze Sceny Eksperymentalnej na Scenę Leśną wiązało się w tamtym momencie z ogromnym szokiem poznawczym. Na Leśnej bowiem szalał już hardcore’owy kolektyw The Armed. Wyzwanie zderzenia się z produkowaną przez nich ścianą dźwięku i krzyku podjęło wielu festiwalowiczów i festiwalowiczek, którzy mówili później, że zdecydowanie było warto.

Artur Rojek: Dziękuję, że jesteście

Kolejnymi spełniającymi marzenie występem na Scenie Głównej OFF Festivalu byli w sobotę bracia Kacperczyk. Starszy z braci, Maciek, poprosił zresztą o hałas dla rodziców obecnych na festiwalu. Jak mówił, to właśnie tata przywoził ich przez trzy lata na katowicką imprezę. Chyba nie obrażą się zatem za stwierdzenie, że wychowali się muzycznie na OFF-ie.

Tym bardziej świetnym i wzruszającym gestem było pojawienie się z nimi na scenie Artura Rojka. Bracia Kacperczyk wykonali razem z nim utwór Myslovitz "Mieć czy być". Jego obecność ani na moment nie przyćmiła Kacperczyków, którzy razem z nim unieśli numer doskonale, kończąc go gitarową ścianą dźwięku.

"Dziękuję, że jesteście. Strasznie bałem się powrotu po dwóch latach" - zwrócił się do publiczności Artur Rojek.

Charyzmatyczny występ braci Kacperczyk przyciągnął spory tłum. Nic dziwnego - ten łączący indie rockową energię z hip-hopowym bujaniem koncert był jednym z lepszych tego dnia. Bardzo dobrze pokazał potencjał i energię, jaka drzemie w sile braci. Kacperczyk występowali przed Iggym Popem, więc nie mogło zabraknąć numeru "Iggy". "Zbróbcie hałas dla Iggy’ego Popa!" - zachęcał Maciek Kacperczyk.

Jak pokazał już pierwszy dzień festiwalu, obawy Artura Rojka nie sprawdziły się, a publiczność dopisała. Szczególnie widać to było w kulminacyjnym punkcie drugiego dnia, czyli podczas koncertu Iggy’ego Popa. "Jestem starym chłopcem, niedługo będę martwy. Ale póki tu jestem, zapraszam was na moją śmiertelną podróż" - mówił Pop, zapowiadając kawałek "Death Trip". Jego powrót na OFF Festival po dziesięciu latach to moment wzruszający i symboliczny. Pokazujący przywiązanie do festiwalu nie tylko ze strony publiki, ale i artystów, którzy chcą tu wracać.

Iggy Pop ze swoim świetnym zespołem zaczął od największych przebojów:  "The Passenger", "I Wanna Be Your Dog" czy "Lust For Life". Później było tylko jeszcze lepiej, koncert ani na chwilę nie zwolnił. Usłyszeliśmy brawurowe wykonania "Mass Production" czy "James Bond". Nie zwalniał sam Iggy Pop, który zdaje się mieć w sobie tyle samo energii i entuzjazmu, co 10 czy 20 lat temu.  To wszystko wyziera z jego koncertów od lat z taką samą intensywnością. I tak było też w sobotę w Katowicach. Prawdziwa żądza życia.

Czytaj także: 

Jerzy Owsiak po Pol'and'Rock Festival 2022: "Ci, którzy mają siłę do walki o lepszą Polskę, niech o to walczą"

"The Voice of Poland": To już pewne. Lanberry nową jurorką programu TVP!

Natalia Kukulska pokazała 17-letnią córkę. "Jak siostry normalnie"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL