Reklama

Metallica: 10 lat "Death Magnetic". Co zostało z tej płyty?

Brakujące ogniwo między płytami "...And Justice For All" i "Metallica" - tak zapowiadano album "Death Magnetic" grupy Metallica. Co zapamiętamy po 10 latach od premiery, która miała miejsce 12 września 2008 r.?

Metallica chwilę po premierze płyty "Death Magnetic" - 16 października 2008 r.

W ostatnim czasie Metallica świętowała okrągłe rocznice swoich pomnikowych płyt - 35-lecie debiutu "Kill 'Em All" (minęło w lipcu), 30-lecie "...And Justice For All" (koniec sierpnia) czy nieco wcześniej 30-lecie "Master of Puppets" (w marcu 2016 r.).

Reklama

Tymczasem właśnie mija dekada od premiery "Death Magnetic", przedostatniego jak na razie albumu w regularnej dyskografii legendy thrash metalu (nie licząc "Lulu" z 2011 r., wspólnej płyty z Lou Reedem).

Na jednym z ostatnich koncertów podczas trwającej obecnie amerykańskiej odsłony trasy "Worldwired Tour" muzycy sięgnęli po pochodzący właśnie z "Death Magnetic" utwór "The Unforgiven III". Zaskoczenie fanów było tym większe, że po raz ostatni na żywo Metallica grała go prawie osiem lat temu. W dodatku to jeden z najrzadziej wykonywanych na żywo numerów z tej płyty.

Ballada kontynuowała muzyczne i tekstowe wątki z "The Unforgiven" (z płyty "Metallica") i "The Unforgiven II" (z "ReLoad").

- Nowy album jest świetny, ekscytujący. Dla mnie to pierwszy album, który współtworzę, biorę czynny udział w sesjach nagraniowych w studiu z resztą zespołu. "St. Anger" to był dla mnie początek, dołączyłem do zespołu, który niejako powracał na scenę i byłem oficjalnie poza tym etapem tworzenia - mówił po premierze w rozmowie z Interią basista Rob Trujillo, który do Metalliki dołączył w 2003 r.

- Znajdziemy tu dużo energii, dużo starego stylu grania, w wielu utworach czuć taki stary posmak. Mimo to jednak ma nasze obecne brzmienie, jest tu sporo ciężaru, szybkości, mocnych melodii i świetne teksty - zachwalał "Death Magnetic".

Po wydaniu album zebrał bardzo dobre recenzje, a krytycy chwalili powrót Metalliki do formy. Większość ocen oscylowała w granicach 8/10 (m.in. "Rolling Stone", "NME", "Guardian", "Uncut", płyta roku w zestawieniu "Kerrang!"). "To najmocniejszy materiał zespołu od 20 lat" - komentował recenzent "Guardiana".

Fani zagłosowali przy kasach, windując "Death Magnetic" na szczyt list przebojów w ponad 20 krajach, w tym w Polsce. W naszym kraju album uzyskał status Diamentowej Płyty za sprzedaż ponad 100 tysięcy egzemplarzy. W samych Stanach Zjednoczonych rozeszło się ponad 2 mln sztuk (dwukrotna platyna).

Jeśli pojawiały się jakieś zastrzeżenia, to dotyczyły one brzmienia - "Death Magnetic" to bowiem jeden z najjaskrawszych przypadków tzw. loudness war (wojna głośności), czyli zmasterowania na bardzo wysokim poziomie głośności.

Po wydaniu "Death Magnetic" Metallica zagrała 215 koncertów w 45 krajach. Mimo tego członkowie grupy nie czuli się wyczerpani, głównie z powodu doskonałych stosunków między nimi.

"Cholernie się lubimy. Były takie lata, kiedy sprawy miały się naprawdę źle. Braliśmy butelkę wódki i ruszaliśmy na dziewczyny. Teraz dużo rozmawiamy o dzieciach i naszych rodzinach. Fakt, że możemy porozmawiać o czymś więcej niż o setliście czy o tym, że ktoś się pomylił na wczorajszym koncercie, robi dużą różnicę" - przekonywał perkusista Lars Ulrich.

"Death Magnetic" przyniósł zespołowi też ósmą i dziewiątą statuetkę Grammy - za "My Apocalypse" (metalowy występ roku) i opracowanie graficzne.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Metallica

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje