Basia
Zacznijmy od najbardziej rozpoznawalnego przypadku, który, o dziwo, zawsze wydawał mi się w Polsce nieco pomijany. A przecież dwa albumy Basi Trzetrzelewskiej uzyskały w Stanach Zjednoczonych status platynowych płyt. Jej utwory z przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku są świadectwem swoich czasów, zgrabnie łącząc sophisti-pop i jazz: w kultowym "Time and Tide" usłyszycie zarówno jazzowy fortepian, jak i saksofon. Brzmi to nieco anachronicznie, ale trzeba też przyznać, że przynajmniej skala głosu Basi imponuje nawet i dziś.
Artystka wielokrotnie była nagradzana przez przedstawicieli polskich władz za swój wkład w szerzenie polskiej kultury na świecie, a w jej rodzinnym Jaworznie można nawet zobaczyć poświęcony jej mural. Ponoć często odwiedza Polskę, choć na co dzień od wielu dekad mieszka w Wielkiej Brytanii.
Hania Rani
Ilu artystów może się pochwalić koncertem na dziedzińcu Pałacu Inwalidów w Paryżu, występem dla KEXP - jednej z najsłynniejszych niezależnych stacji radiowych w Stanach Zjednoczonych - oraz muzyką do wielokrotnie nagradzanego filmu Joachima Triera "Wartość sentymentalna"?
A to tylko kropla w morzu, bo lista osiągnięć Hani Rani jest naprawdę imponująca. Nic dziwnego, że stawia się ją w jednym rzędzie z takimi artystami jak Ólafur Arnalds, Max Richter czy Nils Frahm. Nie chodzi tylko o to, że podobnie jak oni artystka porusza się głównie w klimatach neoklasycznych. Chwila obcowania wystarczy, aby przekonać się o tym, że mamy do czynienia z czymś naprawdę wielkim.

Skalpel
Dwóch wrocławskich producentów muzycznych spotyka się na przełomie XX i XXI wieku, grzebią w polskich płytach jazzowych i z sampli z nich tworzą zupełnie nowe kompozycje, stając w szranki z takimi twórcami jak DJ Shadow, RJD2 czy DJ Cam.
Tak właśnie można opisać początki historii Igora Pudły i Marcina Cichego, którzy tworzą duet Skalpel. Pierwszy z nich był wcześniej redaktorem naczelnym kultowego czasopisma hip-hopowego "Klan". Drugi natomiast współtworzył wytwórnię Blend Records, dzięki której pierwsze kroki na scenie stawiali tacy artyści rapowi jak Grammatik, Fenomen czy donGURALesko.
W 2004 roku duet podpisał kontrakt z kultową brytyjską wytwórnią Ninja Tune, nakładem której wydał kultowe albumy "Skalpel" oraz "Konfusion", zapisując się złotymi zgłoskami na kartach historii europejskiej muzyki elektronicznej, a konkretniej nu jazzu. Od albumu "Transit" z 2014 roku muzycy działają już na własną rękę i znacznie poszerzyli obszar poszukiwań brzmieniowych, a od czasu do czasu można zobaczyć ich grających z big-bandem.
Behemoth
Patrząc na to, jak medialną postacią stał się Nergal, mam wrażenie, że nazywanie Behemotha fenomenem to mało. I owszem, za Adamem Darskim ciągnie się masa kontrowersji: głównie związanych z zarzutami obrażania uczuć religijnych.
Z perspektywy muzycznej trzeba jednak przyznać, że Behemoth może pochwalić się niezwykle równą dyskografią, w której najsłabszymi punktami są w zasadzie jedynie amatorskie początki. Obcowanie z ich płytami daje pewność, że doświadczycie blackened deathmetalowego łojenia odegranego z najwyższą możliwą precyzją: szczególnie w nieziemskich partiach perkusyjnych, za które odpowiada Zbigniew "Inferno" Promiński. Jestem pewien, że właśnie ta techniczna precyzja, dbałość o brzmienie oraz unikalny wizerunek sprawiają, że zespół może pochwalić się masą fanów na całym świecie.
Michał Urbaniak
Skrzypce nie są pierwszym instrumentem, który kojarzy się z jazzem. Być może dlatego Michał Urbaniak - wykształcony właśnie w grze na skrzypcach - w młodym wieku nauczył się również grać na saksofonie i przez pewien czas wstrzymywał się z wykorzystywaniem smyczka w nagraniach.
Pierwsze profesjonalne kroki stawiał u boku Zbigniewa Namysłowskiego, Andrzeja Trzaskowskiego oraz Krzysztofa Komedy. W 1973 roku na stałe wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie zasłynął przede wszystkim za sprawą własnego pomysłu na muzykę fusion, łączącą brzmienia jazzowe z rockowymi, a także projektu Urbanator, w którym zestawił jazz z rapem.
Zmarły w 2025 roku Michał Urbaniak jako jedyny mógł pochwalić się również tym, że wziął udział w uhonorowanym nagrodą Grammy albumie "Tutu" legendarnego Milesa Davisa. Współpracą z tym muzykiem nie mógł wpisać do swojego portfolio żaden inny Polak.

kets4eki
Pewnie wielu z was zobaczy tę ksywę i odpowie pod nosem: "Kto?". Chociaż ignorancja nie jest czymś, czym należy się chwalić, moi drodzy, tutaj taka reakcja jest uzasadniona. Wydaje się bowiem, że kets4eki trafił idealnie w hyperpopową niszę, łącząc estetykę anime z kulturą scene, kojarzoną powszechnie z zespołami pokroju Bring Me The Horizon. Efekt? Liczby nie kłamią. Według Spotify ten zaledwie 21-letni wokalista jest jednym z najczęściej słuchanych za granicą Polaków.
6SYNTHMANE
To dość podobny do poprzedniego przypadek, będący znakiem naszych czasów. Jeżeli wasze palce spędzały na TikToku znacznie więcej czasu niż powinny, a oczy zbyt długo wpatrywały się w ekran, nie sposób, abyście nie natknęli się na phonkowe utwory tego warszawskiego producenta. 6SYNTHMANE z niezwykłą łatwością tworzy produkcje, które nie są szczególnie przystępne, ale ich niepowtarzalny, mroczny klimat potrafi zahipnotyzować słuchacza. Młodsi odbiorcy mogą go kojarzyć również ze współpracy z raperem MIÜ.









