Przypomnijmy na początek, że to już 55. (tak, słownie: pięćdziesiąta piąta!) edycja Festiwalu Fama. Koncerty, kabarety, wystawy, spektakle teatralne, no czego tu nie ma. Przez lata na famowej scenie pojawiali się m.in. Maryla Rodowicz, Marek Grechuta, Renata Przemyk, Marek Dyjak, Nocna Zmiana Bluesa czy Mela Koteluk, więc sami widzicie, że ważna sytuacja.
Festiwal to przede wszystkim konkurs dla młodych, który podzielony jest na dwie sekcje: Muzyka oraz Sztuki sceniczne. Do pierwszej kategorii mogą zgłaszać się soliści i solistki oraz zespoły, które wykonują autorską muzykę. Bez ograniczania się na gatunek, na szczęście! Druga sekcja skierowana jest do grup i artystów, którzy reprezentują scenę teatralną, w tym także musicale, teatry lalek, stand-upy czy teatry tańca.
Wydarzenie odbywa się w kilku miejscach Świnoujścia i faktycznie można odczuć, że na dni 18-23 sierpnia sztuka przejmuje wyspy.
Festiwal Fama: co działo się pierwszego dnia?
Festiwal rozpoczął wernisaż wystawy "Konserwa" Kolektywu Pod Ciśnieniem, a godzinę później na deskach sceny Miejskiego Domu Kultury zobaczyliśmy wystawiany przez Szkołę Aktorską Teatru Śląskiego spektakl "Popioły. Milenium". Za tekst, reżyserię i choreografię odpowiada Misza Czorny, w obsadzie znaleźli się z kolei Klaudia Jagiełło, Mikołaj Dumanowski, Dawid Sozański i Alex Spisak. I było to bardzo mocne rozpoczęcie, bo o ile pierwszy akt był dopiero wprowadzeniem do historii, to ostatnia scena wryła się w pamięć na długo. Drugi akt to już zmaganie się z żałobą, ale też opowieść o tym, jak kłamstwo i "głupi błąd" mogą doprowadzić do tragedii. Choć jestem bardziej wiarygodna, pisząc o muzyce niż spektaklach teatralnych, to naprawdę warto się na tę sztukę przejść.

Następnie przemieszczenie do Galerii ms44 na pierwsze spotkanie z cyklu Miejsca Literatury, który na Famie odbywa się już po raz 15. Prowadzący Krzysztof Lichtblau rozmawiał z Julem Łyskawą o debiutanckiej książce "Prawdziwa historia Jeffreya Watersa i jego ojców" i z Łukaszem Orbitowskim o powieści "Wróg". Padło tam kilka mocnych sformułowań o tym, że "naprawdę przerażające jest, jak polityka wpływa na to, jak żyjemy" (Jul) albo o "głębokim przekonaniu, że poza tym światem nic na nas nie czeka" (Łukasz). Trzeba będzie przeczytać.

Wieczór to już osadzenie się w Hali Basenu Północnego, czyli część muzyczna, która jest mi zdecydowanie najbliższa. Znowu można było sobie coś odkryć i pobawić się w jurorowanie w głowie. Przy czym ten, Fama, jakbyście szukali składu jurorskiego na przyszły rok, to mam wtedy wolne. No ale wracając do 2025. Pierwszego wieczoru czekały nas trzy występy konkursowe i, na koniec, koncert specjalny. O godzinie 20 zaczęła Sara Kordowska. Można było usłyszeć ją już wcześniej na Next Feście czy Great September, nagrała dwa albumy - "Wszystko i Nic" (2019) i "Matki Wynalazku" (2023), w tym roku z kolei wydała EP-kę "Dzieci Dokerów". I zdecydowanie widać było, że nie jest już debiutantką. Usłyszeliśmy więc "Gołębie", czyli najnowszy singel, czy "Oko". Podobno algorytmy już jej troszkę pomagają, ale liczę, że Fama pomoże jej jeszcze bardziej.
Drugi zespół, duet w zasadzie, to Zorza, czyli electropop z Wrocławia. W opisie można przeczytać, że "to muzyka, której chce się słuchać jadąc autem, ale i leżąc pod gołym niebem" i faktycznie coś w tym jest. Na Famie zagrali swój pierwszy koncert, co niestety dało się trochę odczuć. Natomiast odrobina doświadczenia i będą z nich ludzie, na pewno! Ostatni konkursowy zespół to Duxius, który można by określić jako… retropop? Bo liderka - Edyta Rogowska-Żak - ma w sobie coś z polskich gwiazd lat 90. albo Londynu 80'. Dostaliśmy m.in. "Czerwiec" czy bardzo przebojowe "Say Yes". Tu z kolei widać duże obycie, a jeśli nie obycie, to naturalny talent do poruszania się po scenie. Nie chcę nic mówić, ale jury będzie miało problem. Sami sobie to zrobiliście.
Pierwszy dzień zakończył koncert ubiegłorocznej laureatki nagrody "Tryton" dla największej osobowości artystycznej Festiwalu Fama - Hani Derej. Młoda kompozytorka zachwyciła w tym roku już m.in. na OFF Festivalu czy na Pol'and'Rocku i, jak sama wspomniała, to właśnie Fama otworzyła jej dalszą drogę. Hania Derej Trio, choć czasem w kwartecie, to zdecydowanie projekt, który warto usłyszeć więcej niż raz.











