Reklama

Elvis Presley skończyłby 85 lat. Wzloty i upadki Króla

Elvis Presley na planie filmu "Elvis. That's The Way It Is" w 1970 r. /Stanley Bielecki Movie Collection /Getty Images

Na domiar złego na początku 1969 roku członkowie dawnego zespołu Elvisa zostali poinformowani, że piosenkarz zamierza ponownie nagrywać w Memphis lecz żaden z nich nie jest brany pod uwagę podczas tych sesji. "Styczniowe sesje w Memphis były dla nas rozczarowaniem ale wiadomość, którą otrzymałem jeszcze tego samego miesiąca, o tym, że Elvis planował zaangażować się w Las Vegas była jeszcze większym ciosem", tłumaczył Moore.

Reklama

"Powiedziano mi, że nie będzie żadnej europejskiej trasy (o której rozmawiano jeszcze w trakcie zdjęć do programu NBC, przyp. autor). Spotkałem się więc z D.J'em oraz członkami The Jordanaires żeby porozmawiać o pracy w Las Vegas. Dla nich oznaczało to porzucenie wszystkiego co do tej pory robili w Nashville by przyjechać tutaj (do Las Vegas, przyp. autor) na dwa tygodnie. To z kolei wiązało się ze znaczną utratą dochodów".

Gordon Stoker z kwartetu The Jordanaires wyliczył, że na miejsce występów w hotelu International w Las Vegas grupa musiałaby zrezygnować aż z trzydziestu czterech wcześniej zaplanowanych sesji nagraniowych - na co ani muzycy ani wokaliści nie mogli sobie pozwolić. Głównie ze względów finansowych. Kiedy więc menedżer Elvisa, Pułkownik Parker, odrzucił ich propozycję pokrycia akonto wszystkich honorariów, które otrzymaliby pozostając w Nashville w okresie występów w Presleya Las Vegas wszyscy (The Jordanaires oraz Scotty Moore i D.J Fontana) zrezygnowali z dalszej współpracy z Elvisem.

Na potrzeby czerwcowej sesji nagraniowej na miejsce dawnego zespołu Presleya Felton Jarvis powołał nową grupę instrumentalistów. W dużej mierze stanowili ją wybitni muzycy od wielu lat związani ze studiem w Nashville. Wielu z nich miało już także wcześniej możliwość okazjonalnie współpracować z Elvisem i poznać jego sposoby pracy. Znaleźli się wśród nich gitarzyści Chip Young (nagrywający z Presleyem od maja 1966 roku), James BurtonCharlie Hodge oraz utalentowany multiinstrumentalista Charlie McCoy. Ponadto w skład grupy weszli także perkusista Jerry Carrigan oraz grający na gitarze basowej Norbert Putnam.

"Elvis, to jest Norbert Putnam", wspominał basista w jednym z wywiadów sposób w jaki został przedstawiony Presleyowi przez producenta Feltona Jarvisa. "Przyszedł żeby zagrać na basie dzisiejszej nocy. To on zagrał w 'Polk Salad Annie' Tony Joe White'a. Elvis skinął głową i uśmiechnął się. 'Uwielbiam ją' i dodał 'Cieszę się, że cię tutaj mam'".

Początkowo stosunkowo niewiele obiecywano sobie po tej czerwcowej sesji. W zasadzie oczekiwano jedynie, że Elvis zdoła nagrać wystarczającą ilość materiału na nowy album oraz kilka singli. Zarejestrowane utwory w większości zamierzano następnie zaprezentować w zakontraktowanym przed kilkoma tygodniami filmie dokumentalnym, "Elvis: That's The Way It Is".

Wielu obserwatorów twórczości Presleya dostrzegało w tej sytuacji analogię do polityki wydawniczej stosowanej przez wytwórnię RCA Victor jeszcze w latach pięćdziesiątych i przez całe lata sześćdziesiąte kiedy to do sprzedaży trafiały kolejne ścieżki dźwiękowe z filmów z udziałem Elvisa. Wówczas również piosenki nagrywano przede wszystkim z myślą o powstającym właśnie obrazie a największą promocję nagrania otrzymywały dzięki pokazaniu ich na dużym ekranie.

Tym razem jednak różnice w jakości nagrywanego materiału były kolosalne. Wydawca Freddie Bienstock wystarał się dla Elvisa o dziesiątki nowych utworów. Propozycje nagrań na pierwszą w 1970 roku sesję nagraniową Presleya zaczerpnął w większości z założonego przez siebie wydawnictwa Carlin Music z którym od wielu lat związani byli tacy kompozytorzy jak Ben Weisman, Clive Westlake, Ken Howard, Alan Blaikley czy David Most.

Elvis ponownie mógł więc nagrywać utwory, które go inspirowały, z których tekstami mógł się identyfikować i których słowa dobitniej teraz do niego przemawiały (i pasowały) choćby z racji wieku czy zmian jakie zaszły w jego życiu prywatnym. Wyboru nagrań dokonywał sam przesłuchując wcześniej stosy nadesłanych płyt demo w towarzystwie członków zespołu i osób zaangażowanych w sesję. "Wszyscy ich słuchaliśmy (płyt demo, przyp. autor) i wydawaliśmy opinie na ich temat", opowiadał mi w jednym ze swoich ostatnich wywiadów Glen Spreen - aranżer utworów Elvisa i autor dwóch nagranych przez niego kompozycji.

"Pamiętam też jak wyglądało odrzucanie utworów. To było jak wrzucanie kartek papieru do ognia. Jeśli jakaś piosenka została zaakceptowana, demo z nią kładziono na stole. Jeśli została odrzucona demo lądowało w rogu studia, skąd później trafiało do kosza". Była żona piosenkarza, Priscilla Presley zapamiętała, że Elvis bywał nieraz bardzo surowym sędzią. "(Elvis, przyp. autor) wybierał tylko dobre piosenki", mówiła w jednym z telewizyjnych wywiadów. "Przysyłali mu pudła z utworami. Jeśli mu się nie podobały rzucał nimi o ścianę. Tych które lubił było niewiele".

Podobnie jak przed rokiem w American Sound Studio w Memphis tak i teraz w Studio B w Nashville Elvis postawił na niezwykle zróżnicowany pod względem gatunkowym repertuar. Pięć kolejnych nocy wypełniły zarówno stare standardy muzyki rockabilly i country jak również kompozycje zakorzenione głęboko w muzyce gospel, aktualne przeboje muzyki pop a nawet utwory współczesnej muzyki folkowej, którą Presley fascynował się już od połowy lat sześćdziesiątych. Wszystkie te nurty muzyczne przenikały się teraz w studyjnej przestrzeni sprawiając, że ta czerwcowa sesja Elvisa w Nashville wkrótce zaczęła być określana mianem jednej z najbardziej twórczych w całej jego karierze.

Po latach także sesję tą zaczęto nazywać "maratonem w Nashville". Przydomek ten zyskała za sprawą niebagatelnej ilości trzydziestu czterech (zamiast pierwotnie planowanych osiemnastu) kompletnych utworów nagranych w zaledwie pięć dni! Ich ilość wystarczyła wytwórni RCA Victor nie tylko na wydanie albumu będącego uzupełnieniem filmu dokumentalnego ale także na zrealizowanie kilku innych kompletnych płyt długogrających!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: elvis presley

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje