Z początku akustycznie, by później z pełnym bandem, odwzorować twórczość wielkiego muzyka. Atmosfera panująca na tym show, była taka, jakby czas na moment się zatrzymał. Niezwykle wrażliwy, a i charyzmatyczny głos Chan, który urzekł całą zgromadzoną publiczność. "It's been a long time since we played these songs" - ale naprawdę trudno znaleźć artystę, który byłby w stanie zrobić to lepiej…
Jednak droga Cat Power do tego miejsca, nie była łatwa. Zmagając się z depresją i uzależnieniem, Chan na pewien czas wycofała się całkowicie z muzyki, pracując jako opiekunka dla dzieci w Portland. Powróciła natomiast dwa lata później z albumem "Moon Pix", który przywrócił ją na indierockową scenę.
Ostatecznie, mimo przerw i trudności, Cat Power znalazła swoje miejsce na scenie muzycznej, w coverach, czego owocem jest właśnie cała seria koncertów "Cat Power Sings Dylan'66".
Pomimo ogromnego repertuaru własnej twórczości na krakowskim koncercie nie wychodziła ponad to, co sam Bob Dylan zaprezentował w 1966 - i dobrze! Odwzorowanie jeden do jeden legendarnego koncertu naprawdę pozwalało przenieść się do tamtych czasów.
Dlatego też utrzymany został podział na dwie części - akustyczną i elektryczną. W pierwszej z nich, w akompaniamencie gitary i harmonijki, popijając herbatkę, Chan genialnie wykonała między innymi "Visions of Johanna" czy "It's All Over Now, Baby Blue". W drugiej natomiast, z całym bandem, nie zabrakło "One Too Many Morning" czy "Like a Rolling Stone", które były zwieńczeniem całego koncertu.
Z mistrzowską precyzją, nie tracąc ani trochę na jakości, Cat Power udało się przekazać te emocje, którymi Bob Dylan rozkochał w sobie ludzi. Otoczona wybitnymi muzykami, którzy potrafili oddać klimat samego "Royal Albert Hall Concert" z 1966 roku, dostarczyła zgromadzonej publice niezwykłych emocji, które pozostaną z nimi długo. Oby więcej takich projektów dane nam było doświadczyć.









