Reklama

"Black Funeral - w magicznym kręgu Mercyful Fate" [FRAGMENT KSIĄŻKI]

"Takie rzeczy przychodzą mi totalnie naturalnie. Po prostu od razu dostosowuję się do muzyki. W tamtych czasach nie zdawałem sobie jednak sprawy z tego, że dysponuję takimi umiejętnościami. Między innymi z tego powodu chcieliśmy być obecni w reżyserce podczas procesu miksowania. Nie chcieliśmy siedzieć na zewnątrz i oddawać cały proces w ręce producenta, który po czasie wychodził do nas, wołał nas do środka i pytał: 'I co, słychać je teraz głośniej?', choć często nas w tym zakresie oszukiwał. 'Nie, nie słychać, tak tego nie zostawimy'. My wychodziliśmy, a on podkręcał gitary o pół decybela, i robił tak za każdym razem. Jakim więc cudem mieliśmy usłyszeć różnicę? To marnowanie czasu. Powinniśmy siedzieć z nim w studiu i być częścią tej pracy. Kiedy wreszcie udało nam się postawić na swoim, mieliśmy możliwość zobaczenia jak się to wszystko robi".

Reklama

Jak już płyta była skończona, ale jeszcze przed jej pojawieniem się w sklepach, zespół zagrał na festiwalu Heavy Sounds w Belgii. Koncert miał miejsce 10 lipca 1984 roku, a wśród wykonawców znajdowali się tacy artyści jak Lita Ford, Baron Rojo, Faithful Breath, H-Bomb, Metallica, Twisted Sister i Motörhead. Jak widać, zestaw wykonawców był dość międzynarodowy, tym bardziej ciekawe, że znaleźli się wśród nich nasi ambasadorzy z Danii.

Demówkowy "Walking Back To Hell", czyli jedna z wczesnych odsłon utworu "A Dangerous Meeting" Mercyful Fate (wersja koncertowa z 1981 roku):

Wydana 7 września 1984 roku płyta "Don't Break The Oath" przybyła do sklepów opakowana w jaskrawożółtą, bijącą po oczach okładkę, oczywiście diabelską, ale tak wściekle żółtą, że można było przy niej oślepnąć.

Spytany o to, gdzie znajduje się oryginalny obraz wykorzystany na tej okładce (ponownie, autorstwa Thomasa Holma), King stwierdza: "Nie jestem pewien. Żadnego z nich nie mam na swoich ścianach. W przypadku takich obrazów to raczej artysta jest właścicielem oryginału, a my tylko kupujemy licencję na jego wykorzystanie, albo raczej wytwórnia ją kupuje. Myślę, że tak to właśnie działa. W dzisiejszych czasach niewielu artystów wykorzystuje aerograf. Wiele grafik robione jest na komputerze, prawda? Używa się specjalnych programów do rysowania, w których można różne rzeczy dodawać, wklejać. W tamtych czasach jednak, wiesz, pracowało się z oryginałami.

Ja widziałem oryginalny obraz, który potem został wykorzystany na naszej okładce. Prawdziwy obraz, namalowany farbami olejnymi, tak myślę. Taki właśnie obraz nam przyniósł. Nie tylko ten zresztą - ten szwedzki malarz miał ze sobą pełno tych obrazów, ze 20 czy 25. Pokazał nam je i powiedział: 'Proszę bardzo, wybierajcie' i takie tam. Tak było przy wyborze okładki na płytę 'Melissa'. Okładkę na 'Don't Break The Oath' zrobił na nasze zamówienie. Jednak, kiedy wybieraliśmy szatę graficzną dla 'Melissy', wybraliśmy ją spośród innych propozycji, jakie nam przedstawił. Te obrazy istnieją naprawdę. Ale nie wiem, gdzie się teraz znajdują. Może ten obraz został sprzedany, kto wie? A jeśli ten artysta go nie sprzedał, może nadal ma gdzieś ten oryginał?".

W rozmowie z Davidem Perrim, King przedstawił nieco inny punkt widzenia: "Ten obraz jest tak doskonały! Całe uznanie należy się jego autorowi. Wiedzieliśmy, jakiej okładki potrzebujemy, ponieważ miała mieć ona związek z historią, którą opowiadamy na tym albumie. Ten autor ponownie przyjechał do Kopenhagi i pokazał nam kilka nowych rzeczy, które stworzył. Jednym z obrazów był właśnie ten z naszej okładki. Kiedy go zobaczyliśmy, stwierdziliśmy: 'Bierzemy ten! Jest idealny!' Okładka przypomina nieco taki plakat z czasów II wojny światowej, na którym Wujek Sam mówi: 'I want you!' Ten obraz dociera do odbiorcy w naprawdę unikatowy sposób (śmiech). Jest jednym z moich ulubionych; myślę, że robi wrażenie".

Dowiedz się więcej na temat: Mercyful Fate

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje