25. rocznica śmierci wokalisty Mayhem

Gdyby nie Per Ingve "Pelle" Ohlin alias Dead, jedna z najbardziej ikonicznych postaci nie tylko w dziejach black metalu, zapewne nikt z nas nie wiedziały dziś, czym jest corpsepaint.

Dead (Mayhem) popełnił samobójstwo w 1991 roku

Szwed przeszedł do historii muzyki metalowej jako wokalista Morbid (na którego gruzach powstał później Nihilist / Entombed), a przede wszystkim jeszcze bardziej kultowego Mayhem. Ci, którzy go znali mówią, że za trupim makijażem tego introwertycznego muzyka kryła się niezwykle przyjazna osoba o sporym acz osobliwym poczuciu humoru.

Reklama

Dziś pozostają nam już tylko domysły, jak mogłyby potoczyć się losy norweskiego Mayhem, gdyby Dead nie spełnił obietnicy zaklętej w swoim złowieszczym pseudonimie, odbierając sobie życie dokładnie ćwierć wieku temu, 8 kwietnia 1991 roku, mając zaledwie 22 lat.

Z okazji 25. rocznicy śmierci Pera Ingve Ohlina, przedpremierowo i tylko na stronach Interii możecie zapoznać się z obszernymi fragmentami 16. rozdziału "Mayhem - Część II" z oczekującej na polskie wydanie, głośnej książki "Black Metal - Ewolucja kultu" Dayala Pattersona, by raz jeszcze, tym razem w relacjach świadków i przyjaciół, przyjrzeć się tej nietuzinkowej postaci.

---

Skoro Manheim, Messiah i Maniac opuścili Mayhem jeszcze przed opublikowaniem oficjalnego debiut zespołu, EuronymousNecrobutcher musieli podjąć się zadania znalezienia kogoś w ich miejsce. Rozpoczęli je od zwrócenia się do miejscowej ekstremalnej grupy metalowej Vomit, z której skaptowali dwóch członków: perkusistę Torbena Grue (obecnie śpiewaka operowego) i wokalistę Kittila Kittilsena (dziś gorliwego chrześcijanina, który nie zajmuje się już muzyką). Skompletowany w ten sposób skład przetrwał jednak tylko do końca roku.

Nie chodziło o to, że zwerbowani muzycy nie mieli odpowiednich kompetencji. Świadczyć może o tym choćby to, że w 1997 roku Necrobutcher przeniósł się ze wspomnianą dwójką pod szyld Kvikksølvguttene ("Quicksilver Boys", gra słów nawiązująca do Sølvguttene, czyli "Silverboys", słynnego norweskiego chóru chłopięcego), tworu opisywanego wprost przez basistę jako "Mayhem, tyle że pod inną nazwą". Uporawszy się z "coverem" pierwszego skomponowanego przez Mayhem utworu, "Ghoul", projekt ów okazał się nie mniej prowokacyjny, czego dowodem było wkomponowanie w szatę graficzną własnego zapasu narkotyków i prawdziwej, nielegalnej broni (za posiadanie obu Necrobutcher odsiedział później swoje) oraz zdjęcia zmarłej kobiety w kostnicy, zrobionego bezprawnie przez zaprzyjaźnionego z grupą osobnika.

W roku 1988 do akcji wkroczyło jednak dwóch znacznie bardziej odpowiednich muzyków, czyli perkusista Axel Blomberg, kojarzony bardziej pod trafnym pseudonimem Hellhammer, i wokalista Per Yngve "Pelle" Ohlin, znany również jako Dead. Wejście Hellhamera w szeregi grupy przebiegło dość sprawnie. Urzeczony "Deathcrush", muzyk dowiedział się, że zespół poszukuje perkusisty i z pomocą wspólnych znajomych udało mu się zorganizować spotkanie, na którym pojawił się z własnymi nagraniami. Jego talent i umiejętności były tak oczywiste, że już następnego dnia otrzymał telefon z informacją, że został przyjęty na członka Mayhem, którym, po ponad dwu dekadach, wciąż pozostaje.

Co zabawne, na wczesnym etapie działalności awanturnicze wygłupy Hellhammera budziły u Euronymousa niejakie zaniepokojenie. W liście do Morgana "Evil" Håkanssona Euronymous dał temu wyraz żaląc się, że perkusista "znów przepadł... szlaja się z glamrokowcami (!), a picie z nimi wydaje się być dla niego ważniejsze niż próby". List kończy uwaga, że jeśli adresat chciałby zorganizować grupie koncert w Szwecji, "MUSI pamiętać o jednym: Hellhammera interesuje tylko to, jak się nachlać, a potem nie może grać, a więc ZERO dostępu do alkoholu dla niego przed koncertem, najlepiej nawet 24 godziny przed". Euronymous z pewnością nie tolerowałby podobnych wybryków, gdyby nie niesamowita szybkość i fachowość Hellhammera, dzięki którym stał się filarem norweskiej sceny blackmetalowej i współautorem sukcesów wielu innych znanych nazw, w tym Dimmu Borgir, Thorns i Arcturus.

Osobowość Deada była - delikatnie mówiąc - nieco bardziej skomplikowana. Ten pochodzący ze Szwecji 18-latek (rok młodszy od Euronymousa i Necrobutchera i o rok starszy od Hellhammera) dał się wcześniej poznać jako wokalista sztokholmskiej grupy Morbid, w której składzie figurowali również Uffe Cederlund i L-G "Drutten" Petrov, późniejsi członkowie pionierskich deathmetalowych formacji Nihilist i Entombed. Słowo "morbid" (ang. chorobowy, patologiczny) całkiem trafnie zresztą opisywało samego Pellego, o czym, jak wyjaśnia Necrobutcher, jawnie świadczyła już niecodzienna metoda starania się o posadę w Mayhem.

"Metalion powiedział Deadowi, że szukamy wokalisty" - mówi kręcąc głową. "Wysłał na naszą skrzynkę taśmę - demo 'December' Moon Morbid - wraz z listem. Tamtego dnia to ja otworzyłem przesyłkę, w której były taśma, list i ukrzyżowana mysz. Gryzoń zaczynał się już powoli rozkładać, mocno gnił i śmierdział. Jeździłem wtedy pikapem, wrzuciłem więc list na pakę, a taśmę wsadziłem do magnetofonu. No i ten list, jakżeby inaczej, wyleciał mi z samochodu. A że był to jego pierwszy kontakt z nami, zadzwoniłem do Metaliona i powiedziałem mu: 'Cholera, ten list mi wyfrunął, podaj mi jego adres'. Kiedy Dead przyjechał do Oslo, okazało się, że ni w ząb nie rozumie, co do niego mówimy... ludzie ze Szwecji nie zawsze rozumieją Norwegów, a ci ze Sztokholmu to już są w ogóle najgorsi. On nas nie rozumiał, a my gówno rozumieliśmy z tego, co do nas mówił, więc przez pierwszy tydzień porozumiewaliśmy się po angielsku".

Manheim: "Potrafił być dość dołującym człowiekiem. Kiedy go poznałem, zacząłem od bycia uprzejmym, a skończyłem mocno rozzłoszczony. Ale później poznałem go trochę lepiej. Choć nie widywałem go zbyt często, był miłym gościem, problem w tym, że miał dziwny, depresyjny sposób patrzenia na wszystko, co po pewnym czasie zaczynało irytować".

Necrobutcher: "Jeżeli z kimś rozmawiasz, ten ktoś z zasady na to reaguje, ale nie on, jeśli cię nie znał, za ch**a nie zwracał uwagi nawet na to, co mówisz. Wtedy oczywiście normalni ludzie, tacy jak my... chodzi mi o to, że właśnie dlatego [Manheim] się wnerwiał, ponieważ z nim nie szło się porozumieć. Wiedziałem, jak do niego dotrzeć, więc kiedy zrozumiałem jego sposób myślenia, zostaliśmy najlepszymi kumplami. Uwielbiał horrory, odkryliśmy rzeczy, które interesowały nas obu i na tej podstawie znaleźliśmy wspólny język, dzięki czemu on mógł się wreszcie otworzyć. Był naprawdę zajebiście świetnym człowiekiem, ten jego czarny humor, uśmiech na twarzy... uśmiechał się częściej niż ktokolwiek inny, pieprzony szeroki i radosny uśmiech".

Manheim: "Ale miał też swoje problemy".

Delikatnie rzecz ujmując. Wraz z imponującymi wokalami (równie demonicznymi lecz znacznie wyrazistszymi, bardziej agresywnymi i mniej udręczonymi niż Maniaka), trupioblady Szwed wyniósł Mayhem na nieznany dotąd poziom grozy, wrzucając zespół w jeszcze głębszą otchłań czerni. Choć część z tego była grą, nie ma zbyt wielu wątpliwości, iż był on urodzonym melancholikiem, osobą introwertyczną i, co wielce prawdopodobne, w klinicznej depresji - coś, co stało się jeszcze bardziej widoczne, gdy zespół zamieszkał we wspólnego lokum.

Członkowie zespołu mieszkali wcześniej w domach swoich rodziców, przy czym Dead zakotwiczał się w różnorakich miejscach, włączając w to salę na próby, wiejską chatę, a czasami ponoć i las. W 1988 grupa zaczęła jednak wynajmować opuszczony dom w lesie niedaleko Kråkstad w gminie Ski, z dala od wszelkiej cywilizacji. Sadyba ta zyskała wkrótce wątpliwą reputację wśród miejscowych, których dzieci ostrzegano, by się tam nie zbliżały, a mieszkańcy najbliższej miejscowości zaczęli unikać członków zespołu, co nie powinno być dla nikogo większym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę ich dziwny ubiór i zachowanie.

"Tamtejsi ludzie byli bardzo zabobonni" - wyjaśniał Hellhammer na łamach "Spin" na początku 1996 roku. "Kiedy wchodziliśmy do sklepu, wszystkie staruszki czmychały w popłochu. Na niedzielnych szkółkach opowiadano dzieciom, że w naszym domu mieszka diabeł".

Mieszkanie w bliskim sąsiedztwie kogoś tak ekscentrycznego jak Dead było wyzwaniem nie tylko dla lokalnej społeczności, ale i kolegów z zespołu, zwłaszcza zaś dla Euronymousa. Pomiędzy tą dwójką dochodziło niekiedy do rękoczynów, nawet z użyciem noży. Któregoś razu Dead wybiegł z domu, żeby przespać się w lesie, ponieważ puszczana przez Euronymousa muzyka nie pozwalała mu zasnąć, gitarzysta nie zaprzestał jednak zakłócać jego spokoju, wychodząc na zewnątrz i odpalając strzelbę, na co Dead odpowiedział rzucając w niego sporym kamieniem, powodując u Euronymousa nieznaczne obrażenia klatki piersiowej. Większość czasu Dead spędzał jednak w swoim pokoju, pochłonięty rysowaniem lub pisaniem tekstów, najczęściej trzymając się z dala od innych. O sobie mówił bardzo niewiele, chętnie za to opowiadał o swoich odczuciach bycia kimś innym niż człowiek oraz śmierci klinicznej, której doświadczył jako dziecko wpadając do lodowatej wody.

Necrobutcher: "Słyszał muzykę i widział różne kolory, a kiedy dowiedział się, że inni ludzie też mieli podobne doświadczenia i pisali o tym książki, strasznie go to zafascynowało: przeczytał na ten temat wszystkie książki, obejrzał wszystkie filmy, nawiązywał kontakty z osobami mającymi podobne doświadczenia i na tej podstawie doszedł do wniosku, że jest coś więcej, coś trójwymiarowego. Szczerze w to wszystko wierzył".

"Miał na tym punkcie obsesję" - tłumaczy Snorre "Blackthorn" Ruch, późniejszy członek Mayhem. "Uważał, że 'przynależy' do drugiej strony. Byłem na miejscu, kiedy Dead po raz pierwszy przyjechał tutaj ze Szwecji. Mieliśmy takie same upodobania i dobrze się dogadywaliśmy, obaj lubiliśmy rysować, tworzyliśmy razem zboczone rysunki. Zauważyłem, że w tej swojej depresji i ogólnym zachowaniu był zupełnie gdzie indziej. Co prawda mieszkał z nim Euronymous, ale na pewno nie powiedziałbym, że wynikało z tego jakieś pozytywne oddziaływanie, była to więc droga po równi pochyłej".

Dead twierdził, że obsesyjna fascynacja śmiercią i umieraniem towarzyszyła mu zanim jeszcze poszedł do szkoły, ale kiedy przeprowadził się do Norwegii, jego zachowanie stało się, najdelikatniej mówiąc, dziwaczne, jak wspomina Necrobutcher:

"Zbierał martwe zwierzęta, które znajdował przy drodze - ptaki albo wiewiórki potrącone przez samochody - i zanosił je do domu. Fascynował go proces rozkładu ciała, zapach... wszystko, co miało związek ze śmiercią, tym się właśnie interesował. Pod łóżkiem trzymał piknikowy kosz i kiedy coś się działo, typu nagrywanie czy koncert, zabierał ze sobą te zwierzęta, wkładał je do toreb i wdychał ich zapach między utworami, żeby w ten sposób poczuć bliskość śmierci. Tak wcielał się w postać 'Deada'. Zakopywał też swoje ubrania w ziemi kilka dni przed koncertem, żeby nabrały woni rozkładu. Uważałem to za trochę dziwne, ale że unosiło się nad tym jego czarne poczucie humoru, nie widziałem w tym nic złego. Wszyscy trochę się z tego nabijaliśmy, ale, no wiesz, w sumie nie mieliśmy nic przeciwko".

Manheim: "[Necrobutcher] znał go znaczniej lepiej ode mnie, ale pamiętam jak na jednej imprezie przybijał sobie gwoździe do głowy".

Częste samookaleczanie się Dead przeniosło się również na koncerty, podczas których wokalista łączył bezczeszczenie własnego ciała z profanacją zwierzęcych organów, a w szczególności świńskich łbów, co stało się swego rodzaju wizytówką Mayhem.

"Nie zagraliśmy jeszcze koncertu z prawdziwego zdarzenia" - tłumaczył w zinie "Slayer" w 1989 roku. "Daliśmy co prawda trzy koncerty w Norwegii, ale tylko na jednym pojawiły się elementy naszej scenografii. Było kilka świńskich głów nabitych na pale, a ja ciąłem sobie ręce dziwnym nożem i rozbitą butelką po coli. Miała być też piła mechaniczna, ale człowiek, do którego należała wyszedł, kiedy przyszliśmy ją odebrać. To nie było wystarczająco brutalne! Prawie same mięczaki, nie chcę, żeby tacy ludzie oglądali nasze koncerty! Zanim zaczęliśmy grać, na miejscu było może z trzysta osób, ale już przy drugim utworze, 'Necro Lust', zaczęliśmy rzucać świńskimi łbami. Zostało tylko pięćdziesięciu, i bardzo dobrze!".

"Ciekawią mnie reakcje ludzi, gdy leje się ze mnie krew, ale nie dlatego to robię" - mówił w rozmowie z "Battery Zine" rok później. "Lubię ciąć, najchętniej innych, ale najczęściej tnę siebie. Żałuję tylko, że nie mogę tego robić zbyt często...".

"W sylwestra prawie podciął sobie tętnicę, ale nic z tego nie pamięta" - napisał Euronymous w jednym z listów. "Ja za to pamiętam. Musieliśmy założyć mu kajdanki".

Powiedzenie, że Dead "wprowadził" na scenę samookaleczanie wydaje się dość osobliwym stwierdzeniem - motyw ten był później szeroko wykorzystywany przez zespoły, takie jak francuski Antaeus i szwedzki Shining - był jednak z pewnością pierwszym blackmetalowym muzykiem, który jawnie się temu oddawał. Tym, co zapoczątkował i co miało nadzwyczajny wpływ na blackmetalową estetykę, było bez wątpienia malowanie twarzy. Jak zdążyliśmy się przekonać, z malowania twarzy korzystały już wcześniejsze blackmetalowe zespoły, takie jak Mercyful Fate, Hellhammer/Celtic Frost, Master’s Hammer i Sarcófago, jak również jeszcze starsze grupy w rodzaju Kiss, i nie da się ukryć, iż wszyscy oni byli dla Deada źródłem inspiracji.

Mimo wszystko, to z pewnością posługiwanie się tym, co Dead określał jako corpsepaint (wraz z rosnącym oddziaływaniem Euronymousa na scenę), przyczyniło się do szerokiego upowszechnienia się takich właśnie środków wyrazu. Można wręcz powiedzieć, że corpsepaint stał się najbardziej rozpoznawalnym aspektem blackmetalowej estetyki, nawet jeśli podejście do niego do dziś podlega zmianom.

"To my wymyśliliśmy corpsepaint" - jednoznacznie stwierdza Necrobutcher. "Co do samej nazwy, Dead wymyślił ją jeszcze w czasach Morbid. Określenie corpsepaint nie było nigdy wcześniej wykorzystywane przez zespoły, które zwykły się malować, jak Celtic Frost, King Diamond, Alice Cooper, Kiss czy jakakolwiek inna grupa posługująca się tego typu makijażem. Oni nie malowali się, żeby przypominać martwych, tylko żeby wyglądać demoniczne albo atrakcyjnie. Patrząc na dzisiejszy corpsepaint, nie widzę w tym żadnego trupa (ang. corpse)... a jedynie to, żeby wyglądać diabelsko lub fajniej... [W przypadku Deada] nie były to jakieś tam ciemne kolory, tylko zieleń rozkładu, jak gil, który spływa ci z nosa..."

W trakcie trzech lat spędzonych w Mayhem, Dead nagrał niestety tylko dwa studyjne utwory: "Freezing Moon" i "Carnage". Zarejestrowane pierwotnie na potrzeby kompilacyjnego materiału "Projections Of A Stained Mind", a następnie wydane osobno, kompozycje te zyskały status kultowych nie tylko wśród fanów, ale i niektórych byłych członków Mayhem.

"Byłem w studiu, kiedy Dead nagrywał swoje jedyne studyjne wokale dla Mayhem i do końca życia tego nie zapomnę" - wspomina Maniac. "Takie poświęcenie było rzadkością nawet w tamtych czasach, nie mówiąc o dzisiejszych. Kiedy śpiewał, musiałem trzymać mu worek z martwymi wronami, żeby mógł wciągać ich zapach dla uzyskania właściwej atmosfery. Zanim je wykopał, trochę czasu leżały pod ziemią. Jego głos był naprawdę nie z tego świata. Do dziś są to dwa moje ulubione utwory Mayhem".

Pomimo tak skromnego dorobku - powiększonego później o koncertowy album "Live In Leipzig" - wpływ Deada na zespół oraz całe blackmetalowe środowisko był bez wątpienia potężny. Choć do dziś trudno stwierdzić, czy Pelle faktycznie czuł potrzebę sprostania postaci "Deada", czy to może zespół stał się ujściem dla jego ekstremalnych skłonności, wydaje się, że to jego niezrównoważony ogląd rzeczywistości pomógł nadać kierunek, który obrał Mayhem, a pozostali członkowie grupy z pewnością cenili sobie skrajność jego zachowań.

"Dziwny to nie jest właściwe słowo" - wyjaśniał Euronymous w wywiadzie dla zina "Morbid". "Naprawdę uważam, że DEAD jest psychiczne chory (wie, że to piszę!). Jak inaczej określić człowieka, który nie je, żeby doznać głodowego urazu? Albo takiego, który nosi na koszulce nekrologi? Zawsze chciałem mieć kogoś takiego w zespole".

W dużej mierze to właśnie za sprawą Deada i Euronymousa, którzy wydawali się wzajemnie dopingować, humor obecny u zarania zespołu zaczął szybko znikać, a żartobliwe podejście do przesadnie makabrycznych tematów ustąpiło miejsca poważnemu zgłębianiu natury zła i satanizmu, któremu towarzyszyły bardziej nihilistyczne zapatrywania.

Niestety, nie trzeba było długo czekać, by Pelle faktycznie przeniósł się na tamten świat, dręczony depresją, która od tak dawna nie dawała mu spokoju. Jego kruchemu stanowi psychicznemu nie przysłużył się też zapewne fakt, że zespół, dla którego przeniósł się do Norwegii, nadal walczył z przeciwnościami losu. Choć Euronymous od dłuższego czasu rozprawiał o przygotowywanym albumie "De Mysteriis Dom Sathanas", sprawy posuwały się naprzód w żółwim tempie, koncerty były rzadkością, a nie mając innych zajęć czy pracy, z powodu braku pieniędzy, grupa często przymierała głodem.

Coraz bardziej odizolowany od świata, Dead popełnił samobójstwo 8 kwietnia 1991 roku, najpierw podcinając sobie nadgarstki i włócząc się po domu, a następnie strzelając sobie w głowę z należącej do Euronymousa strzelby - jak na ironię, tej samej, która wcześniej nie pozwalała mu zasnąć. Euronymous znalazł ciało po powrocie do domu, do którego, zastawszy zamknięte drzwi wejściowe, wdrapał się przez okno pokoju Deada, gdzie zobaczył leżące na łóżku zwłoki wokalisty, z którego otwartej czaszki wypływał mózg.

Euronymous, zamiast od razu powiadomić policję - co stało się częścią blackmetalowego folkloru - ruszył z powrotem do miasta, żeby kupić jednorazowy aparat fotograficzny, a po powrocie na miejsce samobójstwa sfotografował ciało, a nawet położył nóż na strzelbę - co w normalnym przebiegu tych wydarzeń byłoby oczywiście niemożliwe - dla lepszego efektu. Jak można było przewidzieć, kiedy w końcu wezwano policję, pozostali członkowie zespołu stali się pierwszymi podejrzanymi. Ostatecznie zdołali przekonać władze, że śmierć była wynikiem samobójstwa, aczkolwiek przez pewien czas panowało w świecie metalu powszechne przekonanie, iż Euronymous miał w tym swój udział.

Dziś przyjmuje się jednak, iż śmierć ta była faktycznie samobójstwem, a pytany o to później Hellhammer, mówił, że w tamtym czasie spodziewał się, że tak to się może skończyć. Dead wyrażał "jawne sugestie" zabicia się, a gdy po raz ostatni widział się z Hellhammerem, powiedział mu, że kupił właśnie "bardzo ostry nóż". W chwili śmierci Pellego Hellhammer przebywał u rodziny, na miejscu nie było też Euronymousa, co wskazuje, iż ten ostatni mógł przynajmniej zdawać sobie sprawę z bliskiego końca Deada.

Jak relacjonuje Manheim: "Kiedy Pelle się zabił, w ten sam weekend Øystein siedział u mnie, byliśmy wtedy dobrymi kumplami. Gdy wyszedł ode mnie z domu, wrócił do siebie i zobaczył, że Pelle nie żyje. Przez cały weekend był spokojny, ale wiem, że już wcześniej rozmawiali o tym, że Pelle się zabije, więc pewnie nigdy nie dowiemy się, co wydarzyło się między nimi, zanim do mnie przyjechał... i czy w ogóle można mówić, że to zaplanowali.

Niezależnie od tego, gdzie leży prawda, zdarzenie to nie pozostało bez wpływu na rodzącą się scenę blackmetalową, tak w Norwegii, jak i poza nią.

Co wiesz o black metalu - rozpocznij quiz:

Dowiedz się więcej na temat: Mayhem

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje