Reklama

25 lat temu Bob Dylan zagrał przed papieżem Janem Pawłem II. "Miałem powód, by być sceptycznym"

Bob Dylan podczas koncertu dla Jana Pawła II /Paolo Cocco/Str Old / Reuters /Agencja FORUM

Ten występ był wielkim zaskoczeniem i wzbudził sporo kontrowersji. Oto czołowy amerykański przedstawiciel ery buntowników lat 60., w osobie Boba Dylana, gra przed papieżem Janem Pawłem II. Po latach okazało się, iż w łonie samego Watykanu pojawił się mocny sprzeciw wobec zaproszenia Dylana, a najbardziej protestował kardynał, który został później kolejnym papieżem.

27 września 1997 r., podczas 23. Krajowego Kongresu Eucharystycznego w Bolonii, na który przybyło, wg. szacunków organizatorów, ok. 300 tys. młodych ludzi, na placu Maggiore zorganizowano dość niezwykły koncert. Do udziału zaproszono przede wszystkim włoskie gwiazdy, takie jak słynny tenor Andrea Bocelli (zobacz!) czy piosenkarz i kompozytor Lucio Dalla. Gdy ogłoszono, że gwiazdą specjalną będzie amerykański trubadur, kompozytor i tekściarz Bob Dylan (posłuchaj!), wiele osób mocno się zdziwiło.

Reklama

Ale pomysł miał swoje uzasadnienie, a właściwie kilka. Oficjalnie kardynał Ernesto Vecchi, organizator koncertu, w specjalnym oświadczeniu wyjaśnił wówczas: "Wybraliśmy go jako przedstawiciela tego, co najlepsze w rocku. Ma w dodatku bardzo uduchowioną naturę".

Bob Dylan: żyd, ateista, ewangelik

Naprawdę nazywa się Robert Allen Zimmerman, wychowywał się w tradycji żydowskiej. Ale sam niewiele mówił później o czasach dzieciństwa i dorastaniu, w ogóle nie wspominał, czy był wtedy osobą wierzącą. Czasami określał się mianem "żydowskiego ateisty".

W 1962 roku oficjalnie zmienił nazwisko na Bob Dylan, a wkrótce stał się jednym z najbardziej znanych przedstawicieli amerykańskiej sceny folkowej. Jednak podczas koncertów w Europie zobaczył i usłyszał, jak wielki potencjał drzemie w muzyce określanej jako rock and roll. Dokonał wtedy dość niezwykłej wolty i od połowy lat 60. zaczął grać rocka. Najwybitniejszym jego utworem jest z tego okresu słynny, sześciominutowy "Like a Rolling Stone" (z 1965 roku), który stał się rockowym klasykiem.

Elementy religijne w twórczości Boba Dylana zaczęły się pojawiać dopiero pod koniec lat 70.  Wtedy to stał się oficjalnie ewangelikiem - związał się ze wspólnotą Stowarzyszenie Kościołów "Winnica" i przyjął chrzest. Znalazło to szybko odzwierciedlenie na wydanej w 1979 r. płycie "Slow Train Coming". Znalazły się na niej utwory wyrażające jego osobistą wiarę, podkreślające też znaczenie chrześcijańskich nauk i filozofii.

Również dwie następne płyty - "Saved" (1980) i "Shot of Love" (1981) - zawierają sporo biblijnych odniesień, a teksty wyrażają oczekiwanie na przyjście Pana oraz... na koniec świata. W kompozycji "Property of Jesus" Bob Dylan sam określa się jako "pokorny sługa Jezusa".

Czytaj także: Bob Dylan "Rough And Rowdy Ways": Epoka antychrysta dopiero się zaczyna [RECENZJA]

Bob Dylan w kryzysie

Ponieważ w życiu osobistym i muzycznym wykonał wcześniej kilka sporych wolt, jego odejście na kolejnych albumach od wątków religijnych nikogo nie zdziwiło. Bob Dylan przeszedł wówczas poważny kryzys, w tym artystyczny. Kolejne płyty nie spotykały się już z zainteresowaniem, może poza najwierniejszymi fanami.

Ale, co już mu się w przeszłości zdarzało, nastąpił kolejny przełom w jego karierze. W 1989 roku wydał album "Oh Mercy", do dziś uznawany za jeden z najlepszych w całym jego dorobku. Duża w tym zasługa znanego producenta Daniela Lanois, znanego wcześniej m.in. ze współpracy z U2 i Peterem Gabrielem.

To również z nim, po kilku latach przerwy, w 1997 roku Bob Dylan przygotował płytę "Time Out of Mind". Zanim się jednak ukazała, 56-letni wtedy muzyk wylądował w szpitalu i o mało nie pożegnał się z tym światem. Zapalenie osierdzia udało się jednak lekarzom opanować, choć wokalista musiał odwołać trasę koncertową po Europie.

Później żartował: "Naprawdę sądziłem, że wkrótce zobaczę Elvisa". I w takim to właśnie momencie przyjął zaproszenie do zagrania przez papieżem.

Bob Dylan śpiewa dla Jana Pawła II

Bob Dylan w Bolonii zaprezentował dwie swoje chyba najsłynniejsze kompozycje. Najpierw zagrał "Knocking On Heaven's Door", a następnie antywojenny w wymowie utwór "A Hard Rain's A-Gonna Fall". Towarzyszył mu jego koncertowy zespół, w pełnym, rockowym składzie.

77-letni wówczas papież siedział przez cały występ z tyłu sceny, widać było, że z uwagą słucha słynnego muzyka. Tuż po zakończeniu występu, Bob Dylan podszedł do niego. Zdjął w pewnym momencie swój kowbojski kapelusz i już z odkrytą głową przywitał się z Janem Pawłem II. Rozmawiali przez 20 sekund - o czym, nie wiadomo.

Jan Paweł II w przemówieniu do młodzieży zgromadzonej wówczas w Bolonii, odwołał się bezpośrednio do tekstu utworu "Blowin' In The Wind" Boba Dylana, cytował też jego słowa.

"Mój przyjacielu, przed chwilą zapytałeś w swej piosence, 'skąd wieje wiatr'. Odpowiedzią na to pytanie, odpowiedzią skąd wieje wiatr, jest tchnienie Ducha Świętego. Wiara wyraża się również w piosence" - dodał Jan Paweł II

Każda ze stron miała ważny powód, by doszło do występu Boba Dylana przed papieżem i ogromną rzeszą młodych katolików. Z punktu widzenia kościoła, muzyk - mimo iż formalnie był ewangelikiem - nawrócił się z innej wiary i był dobrym przykładem dla nowej generacji młodzieży, że chrześcijaństwo jest dla nich dobrym miejscem.

Z kolei Bob Dylan, po swych niedawnych poważnych perypetiach zdrowotnych i mając na uwadze bliski termin wydania nowej płyty, zapewne uznał, że wzięcie udziału w transmitowanym przez włoską telewizję koncercie, z ogromną publicznością zgromadzoną przed telewizorami i na koncercie, na pewno jest dobrym pomysłem.

Sam później praktycznie nie wypowiadał się na temat swojego występu i krótkiej rozmowy z papieżem. "To był po prostu wielki show" - lakonicznie stwierdził w rozmowie z niemieckim tygodnikiem "Der Spiegel". Zapytany, co sądzi o samym papieżu, odpowiedział krótko: "To już nie jest taki sam papież, jak jego poprzednicy".

Protest kardynała

Zaproszenie Boba Dylana na kongres eucharystyczny w Bolonii nie spotkało się z uznaniem wszystkich duchownych w Watykanie. Jednym z oponentów był, jak sam to ujawnił kilka lat później, kardynał Joseph Ratzinger, czyli późniejszy papież Benedykt XVI. Był on zresztą świadkiem tamtego koncertu, ale wyraził się o nim w swej książce "John Paul II, My Beloved Predecessor" mocno sceptycznie.

"Miałem powód, by być sceptycznym - i w pewnym sensie nadal jestem - by wątpić, czy słusznym było dopuścić do głosu tego typu podejrzanych proroków?" - pytał, mimo iż występ strona kościelna uznała za duży sukces, który wpłynął na wzrost popularności papieża Jana Pawła II wśród młodych katolików.

Jako Benedykt XVI zupełnie inaczej postrzegał swą rolę i sposoby docierania do wiernych. Odwołał tradycyjny charytatywny koncert bożonarodzeniowy, w którym rokrocznie brały udział liczne gwiazdy muzyki, jak choćby B.B. King (1997), Ricky Martin i Jewel (1998), czy Bono (1999).

Często pojawiali się także w ich ramach artyści z Polski - Natalia Kukulska w 2001 roku śpiewała papieżowi "Lulajże Jezuniu", a Robert Friedrich wraz z Arką Noego wykonali swój przebój "Tato".

Czytaj także: Bob Dylan oczyszczony z zarzutów. Kobieta wycofała oskarżenie o molestowanie


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy