Wieczór otworzył support w wykonaniu genialnej Marty Złakowskiej. Jej skromny, momentami intymny set z towarzystwem jedynie klawiszowca, wprowadził publiczność w rodzaj transu zapowiadającego główną część wydarzenia. Złakowska obroniła ten minimalizm warunkami wokalnymi, które w końcu docenia od lat nawet sam Tricky.
Warto tutaj wspomnieć o historii współpracy tej dwójki, która jest naprawdę długa i niezwykle owocna. Oprócz otwierania koncertów, Złakowska wielokrotnie nagrywała pojedyncze utwory oraz cały album studyjny wspólnie z Trickym, przez co naturalnie stała się integralną częścią jego głównego występu. Tak więc ramię w ramię z Brytyjczykiem rozpoczęła właściwy set od numerów takich jak "I'm Not Going", "Move Me" oraz "Because I Don't Know" - i co istotne, we wszystkich tych utworach to polska wokalistka, ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, pełniła rolę głównej bohaterki.
Tricky w Progresji: całkowity brak kontaktu
Sam występ Trickiego niestety pozostawiał wiele do życzenia. Artysta dawkował swoje wersy niezwykle oszczędnie, przez większość czasu ograniczając się do rytmicznego poruszania się na scenie. Do odnotowania jest także niemal całkowity brak kontaktu z publicznością, poza rzuconym na początku hasłem "You're the best". Nie do końca potrafię opisać dlaczego, ale wyczuwalna była po prostu dość duża bariera pomiędzy samym artystą a publicznością.
Pod względem repertuaru Tricky postawił na przekrój przez całą karierę - od klasycznego "Black Steel" z debiutanckiego albumu "Maxinquaye" wydanego w 1995 roku, po tegoroczny singiel "Out Of Space". Całość widowiska dryfowała jednak bardziej w stronę performance'u niż standardowego koncertu. Wrażenie to potęgowała zaskakująca statyczna oprawa wizualna: niezmienne, niebieskie oświetlenie, które w żaden sposób nie eksponowało sylwetki samego Trickiego, choć na początku służyło budowaniu klimatu, później szybko zaczęło nudzić.
Mimo niewątpliwego atutu, jakim jest stałe koncertowanie z żywym zespołem, warszawski występ pozostawia niedosyt. Zdaję sobie sprawę, że Tricky od początku kariery słynie z przesuwania granic i przełamywania konwencji, jednak w tym koncepcie zabrakło charyzmatycznego lidera, który prowadziłby ten koncert. Rolę tę poniekąd przejęła wczoraj Marta Złakowska, choć to dla Trickiego fani wypełnili Progresję po brzegi, o czym łatwo było zapomnieć.














