Reklama

"Przypraw to wiecznością"

Religia, duchowość, terroryzm i wsparcie papieża - to jedne z wielu tematów poruszonych w książce "Bono o Bono" autorstwa francuskiego dziennikarza Michki Assayas. Przeczytaj obszerne fragmenty.

W naszym konkursie możecie zdobyć egzemplarze książki "Bono o Bono". Szczegóły znajdziecie tutaj.
Następną rozmowę telefoniczną odbyliśmy tydzień po zamachu bombowym na pociąg w Madrycie 11 marca 2004 roku, w którym zginęło stu dziewięćdziesięciu jeden pasażerów, a ponad tysiąc osiemset osób odniosło rany. Największy atak terrorystyczny w historii Europy sprawił, że wszyscy doznali szoku. Napisałem o nim w mojej cotygodniowej rubryce dla francuskiego czasopisma "VSD", chcąc przekazać moje odczucia w związku z tym wydarzeniem. Była to jedna z takich chwil, kiedy żałowałem, że nie piszę piosenek. Ciekawiło mnie, jak Bono zareagował na wieść o ataku - nie jako rzecznik ani ambasador DATA, ale jako człowiek. Jakie stanowisko idealizm i dobra wola mogą zająć w obliczu czegoś takiego? Oto fragment mojego artykułu:

Reklama

Teksty piosenek mogą być głupie, ale mówią prawdę. W Olympia Théâtre w Paryżu dawny autor tekstów zespołu Beach Boys Brian Wilson postanowił zadedykować obywatelom Hiszpanii utwór "Love and Mercy" [Miłość i miłosierdzie - ang. (przyp. tłum.)]: "Leżałem w pokoju, kiedy telewizja podała wiadomość / Wielu ludzi cierpi i to mnie naprawdę przeraża / Miłość i miłosierdzie, tego w tę noc potrzeba / Miłość i miłosierdzie dla ciebie i twoich przyjaciół w dzisiejszą noc...".

Słowa raczej mało efektowne - można powiedzieć, nie ma w nich nic oryginalnego. Ale niestety niczego oryginalnego nie ma też w rzezi niewiniątek oglądanej dziś na żywo w telewizji. Można uznać słowa piosenki za szydercze i bezużyteczne, ale takie wyrażenie współczucia sprawiło, że poczułem się lepiej.

Tak jak wszyscy, kiedy w telewizji podano wiadomość, byłem rozdarty pomiędzy zduszoną złością i potrzebą płaczu. Czy można rozsądnie zareagować na widok sali gimnastycznej zamienionej w prowizoryczną kostnicę, zapchaną noszami? Pewnego ranka garstka ludzi wsiadła do podmiejskiej kolejki, niosąc torby z ładunkiem wybuchowym, pełne śrub i gwoździ. Nie chcę tego analizować. Spróbujcie przeniknąć myśli szaleńca, a wkrótce sami poczujecie się jak szaleńcy. Właśnie taki jest cel tych niepoczytalnych polityczno-religijnych sekt: doprowadzić świat do zbiorowego szaleństwa, na końcu którego zwycięży, oczywiście, prawda - prawda, którą posiedli tylko jej zwolennicy.

Może więc miłość i miłosierdzie... W magazynie zatytułowanym "Courier International" przeczytałem właśnie historię Zaremy, dwudziestotrzyletniej Czeczenki. Uzbrojona w pas z ładunkami wybuchowymi, dosłownie w ostatniej chwili porzuciła plan rozerwania się na strzępy w moskiewskiej restauracji i oddała się w ręce policji. W więziennej celi przeprowadził z nią wywiad rosyjski dziennikarz. Zarema opowiedziała mu straszliwą historię swojego życia. Matka porzuca ją jako dziesięciomiesięczne niemowlę. Ojciec zostaje zamordowany na budowie na Syberii. Nie wygląda to na najlepszy start w życiu. I nie jest. Wychowana przez dziadków, zostaje zmuszona do wyjścia za mąż "zgodnie z naszymi dawnymi obyczajami" - jak to określa - za miejscowego handlarza narkotykami.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje