Reklama

Open'er: Padł rekord!

Ponad 60 tysięcy uczestników bawiło się podczas pierwszego dnia festiwalu Open'er 2009. To najlepszy wynik w historii imprezy.

W czwartek, 2 lipca, w Gdyni rozpoczęła się ósma edycja Open'era. Choć organizatorzy największe nazwiska zostawili na kolejne dni, pierwsze koncerty były dobrą rozgrzewką dla publiczności.

Reklama

Bez wątpienia bohaterami dnia byli młodzi Brytyjczycy z Arctic Monkeys. Frontman grupy, Alex Turner, mimo że jest do bólu flegmatyczny, złapał dobry kontakt z licznie zgromadzonymi pod sceną widzami. Do niezłych relacji Turnera z publiką przyczyniły się z pewnością... kłopoty techniczne. Przez to, że kilka razy wysiadło nagłośnienie, zespół mógł się przekonać, że ma widownię po swojej stronie. Kiedy znikał dźwięk, momentalnie rozlegał się dodający chłopakom otuchy wrzask i brawa.

Anglicy z początku traktowali sprawę jako zabawny incydent. Jednak trzy usterki później Turner i spółka zirytowali się nie na żarty i po wykonaniu kilku gwałtownych gestów zeszli ze sceny. Jak sugerował organizator, w całej tej dźwiękowej aferze zawinili brytyjscy sprzętowcy. Po niecałym kwadransie przerwy Arctic Monkeys wrócili na scenę i popisowo dokończyli koncert.

Gdyńska publiczność mogła usłyszeć - jako pierwsza na świecie - kilka zupełnie nowych utworów, które znajdą się na płycie "Humbug" (premiera - 24 sierpnia). Na szczególną uwagę zasługuje świetna piosenka "Secret Door". Pierwszym singlem będzie jednak inny utwór - "Crying Lightning", który również został na Open'erze zagrany.

Może nie tak euforycznie jak Brytyjczycy, ale bardzo ciepło przyjęta została house'owa grupa Basement Jaxx. Świetnie bawiły się trzy czarnoskóre wokalistki współpracujące z duetem Feliks Buxton - Simon Ratcliffe. Zaprezentowały nie tylko dobre głosy, ale i efektowne kreacje; do tego należy jeszcze dodać małe "happeningi", jak klękanie przed ochroniarzem czy dyrygowanie tańcem pośladków (tzn. jedna wokalistka tańczyła, a druga dyrygowała). Ciekawym momentem tego ostatniego koncertu na głównej scenie było wykonanie największego przeboju Michaela Jacksona "Billie Jean" w klubowej wersji. Cover może nie do końca udany, ale plus za przypomnienie o zmarłym niedawno Królu Popu.

Przed zagranicznymi gwiazdami na Main Stage zaprezentował się zespół Renton z Warszawy. Zastanawiano się, czy aby na pewno grupa zasługuje na tak prestiżowy występ. Niektórzy festiwalowicze złośliwie sugerowali, że open'erowy koncert zawdzięczają udziałowi w preselekcjach do Eurowizji. I faktycznie, podczas eurowizjnego utworu "I'm Not Sure" reakcje były najbardziej żywiołowe.

Jednak Renton udowodnili, że mają do zaoferowania coś więcej. W Gdyni pokazali sporo niezłego, energicznego indie rocka. Podobał się zwłaszcza niepozbawiony charyzmy wokalista Marek Karwowski, który ewidentnie znalazł patent na uwielbienie nastoletnich fanek. Już samo zakładanie i ściąganie przez niego ciemnych okularów wywoływało pisk w pierwszych rzędach pod sceną.

Sporo działo się także na scenie namiotowej, gdzie występowały w czwartek zespoły: Old Time Radio, The Car Is On Fire, Peter, Bjorn and John, Late Of The Pier. O 1 w nocy jako ostatni pojawili się ekscentryczni (zwariowani? nietypowi?) muzycy zespołu Łąki Łan. Szybkiemu, funkowemu graniu towarzyszyły liczne atrakcje dodatkowe. Frontman grupy czyli Paprodziad rozsypywał na głowy widzów kwiaty, a także tańczył z pluszową gasięnicą i pluszowymi biedronkami.

"Tak naprawdę to zależało mi tylko na tym koncercie" - komentował skaczący obok mnie fan, a na ręku miał czterodniową opaskę wstępu. Czy Moby, Duffy, Lily Allen, Kings Of Leon i Placebo wytrzymają konkurencję ze strony Łąk Łan przekonamy się w najbliższych dniach.

Michał Michalak, Gdynia

Sprawdź nasz raport specjalny o Open'er 2009.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Gdynia | rekord | ostry dyżur | Open'er

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje