Reklama

"Najgorszy ból na świecie"

"Nie ćpam żeby być na haju, jak sądzi większość ludzi" - tłumaczył pogrążony w heroinowym nałogu Layne Staley, który tylko dzięki narkotykowi mógł uciec przed "najgorszym bólem na świecie". Prawdopodobnie 5 kwietnia 2002 roku wokalista Alice In Chains ostatecznie uwolnił się od niewyobrażalnego cierpienia, przedawkowując mieszankę heroiny i kokainy.

"To pieprzony rock'n'rollowy schemat i zastanawiam się, kiedy to się wreszcie skończy. Mam nadzieję, że już nikt nigdy nie będzie musiał przez to przechodzić" - tak spowodowaną uzależnieniem śmierć kolegi z Alice In Chains komentował gitarzysta Jerry Cantrell, który przez dekadę był świadkiem degrengolady artysty.

Reklama

Pomimo tego, że od zgonu Layne Staleya minęło już 10 lat, to jednak wypowiedzi przyjaciół zmarłego i związanych z nim muzyków, wciąż brzmią wstrząsająco. To i tak nic przy słowach samego Layne'a Staleya, który pomimo dramatycznego stanu potrafił zdobyć się w wywiadach na przerażającą szczerość i trzeźwość umysłu.

"Wiele osób opowiadało mi o heroinie. Brałem już inne narkotyki i byłem ciekaw, jakie działanie wywołuje. Poznałem również wiele osób, które przedawkowały heroinę. Dlatego chciałem sprawdzić, co takiego siedzi w tym białym proszku, że potrafi tak zawładnąć ludźmi. Gdy już spróbowałem stwierdziłem, że już zawsze chciałbym czuć się w ten sposób" - tymi słowami wokalista Alice In Chains wspominał początkową fascynację śmiercionośna heroiną. Heroiną, która stała się bohaterką większości napisanych przez Layne'a Staleya utworów.

"Pisałem o narkotykach i nie wydaje mi się, by to było ryzykowne lub nierozważne z mojej strony. Przez lata ćpanie przynosiło skutek, ale teraz wszystko odwróciło się przeciwko mnie. Obecnie przechodzę przez piekło" - to już wypowiedź pogrożonego w nałogu artysty dla magazynu "Rolling Stone" z 1996 roku, bo tragiczny romans z heroiną Layne Staley zaczął jeszcze we wczesnych latach 90. Wtedy już jednak narkotyk odcisnął nieodwracalne piętno na wyglądzie artysty.

"Pamiętam, że spotkałem go w 1995 roku... Jego skóra miała zielonkawy odcień. Na ten widok zaczęło mi się przewracać w żołądku, bo zobaczyłem człowieka, który podąża ścieżką, z której nie ma odwrotu" - relacjonował Mark Arm z formacji Mudhoney. O "ścieżce bez odwrotu" wspominał również kolega wokalisty z Alice In Chains, perkusista Sean Kinney. "To było jak najdłuższe samobójstwo na świecie".

Zobacz klip Alice In Chains do "Would?":


W tamtym okresie z Alice In Chains spotkał się również dziennikarz magazynu "Rolling Stone", który rozmawiał z zespołem przy okazji premiery trzeciej płyty zespołu zatytułowanej nazwą grupy. Spostrzeżenia Jona Weiderhorna były porażające. "Na jego lewej dłoni od nadgarstka aż po kostki palców widniały czerwone ranki. Każdy, kto choć trochę słyszał o dożylnym zażywaniu narkotyków wie, że żyły w dłoniach używa się tylko wtedy, gdy wszystkie pozostałe już się do tego nie nadają".

To, co zauważył dziennikarz "Rolling Stone'a", było bardzo dobrze wiadome znajomym i współpracownikom Layne'a Staleya. Wszyscy chcieli mu pomóc, ale... Mike McCready z Pearl Jam, który współpracował z wokalistą przy okazji nagrywania albumu supergrupy Mad Season, również wyciągał rękę do uzależnionego. "Byłem w błędzie sądząc, że będę w stanie mu pomóc. Chciałem dać mu przykład" - wspomina. "Każdy z jego otoczenia starał się w kółko i w kółko pomóc mu stać się czystym. W końcu nie dało się nic zrobić" - to słowa Kelly'ego Curtisa, menedżera Pearl Jam.

"Zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy, by pomóc mu wybrać życie. Niestety, choroba zwyciężyła" - dodaje była opiekunka Alice In Chains, Susan Silver. Słowa menedżer potwierdza cytowany wyżej Kinney. "Jeżeli ktoś nie chce pomóc sobie samemu, to jak ktoś inny może to zrobić?" - pytał retorycznie perkusista, uświadamiając raz jeszcze, że wyjście z nałogu możliwe jest tylko i wyłącznie przy dobrej woli uzależnionego.

Zobacz klip Alice In Chains do "Rooster":


Layne Staley stracił nie tylko wolę do walki z nałogiem, ale chęć do życia po tym, jak jesienią 1996 roku z powodu zażywania narkotyków zmarła jego była partnerka Demri Parrott. "Nigdy nie doszedł do siebie po jej śmierci. Odechciało mu się żyć" - twierdzi wokalista Mark Lanegan, bliski przyjaciel zmarłego. W drugiej połowie lat 90. frontman Alice In Chains odciął się nie tylko do muzyków zespołu, ale też od świata w ogóle. "Kiedy ćpasz, zamykasz się na wiele rzeczy. Nie dbasz praktycznie o nic. Jesteś tylko ty i heroina" - tłumaczył Layne Staley, który całe dnie i noce spędzał w swoim mieszkaniu malując, grając na playstation i oczywiście zażywając narkotyki, dostarczane mu przez dilerów.

Kolegów z zespołu unikał, a w jednym z wywiadów zadeklarował, że nie są jego przyjaciółmi. "Trzy razy w tygodniu, jak w zegarku, dzwoniłem do niego, ale nie odbierał. Kiedy przejeżdżałem obok jego domu, zatrzymywałem się i wołałem go. Nawet gdybym mógł dostać się do drzwi jego domu, nie otworzyłby ich. Nie mogłem przecież kopniakiem wyważyć drzwi, wejść i złapać go, choć miałem kilkakrotnie takie myśli" - opowiada Sean Kinney.

"Pod koniec nie rozmawiał z nikim... Ze mną nie kontaktował się przez ostatnie kilka miesięcy, ale w naszej znajomości to było normalne" - wspomina Mark Lanegan, który z tego powodu nie był zaniepokojony ciszą ze strony przyjaciela.

Zobacz klip Alice In Chains do "Them Bones":


Na trzy miesiące przed zgonem z Laynem Staleyem udało się porozmawiać dziennikarce Adrianie Rubio, autorce książki "Layne Staley: Angry Chair - A Look Inside the Heart and Soul of an Incredible Musician". Słowa, które padły z ust artysty, były przejmujące i porażające. "Wiem, że umieram. Wiem, że nie jest ze mną zbyt dobrze" - stwierdził wówczas artysta, który przy swoim 185 cm ważył niewiele ponad 40 kilogramów.

"Ten pieprzony narkotyk jest dla mnie jak insulina dla cukrzyków. Nie ćpam żeby być na haju, jak sądzi większość ludzi. Wiem, że popełniłem błąd zaczynając z tym gównem. Trudno mi to wyjaśnić. Moja wątroba nie funkcjonuje i wymiotuję cały czas, sram w spodnie. Ból jest większy niż możesz znieść. To najgorszy ból na świecie. Choroba narkotykowa niszczy całe ciało" - ostrzegał umierający artysta.

"Wiem, że śmierć jest blisko. Paliłem crack i brałem heroinę przez lata. Nigdy nie chciałem, by moje życie skończyło się właśnie w taki sposób. Wiem, że nie mam już żadnej szansy. Jest za późno. (...) Wydałem mnóstwo pieniędzy na leczenie. Dałem z siebie wszystko i wydawało im się, że to wystarczy. Zmieniłem numer telefonu. Nie chcę widywać się z innymi, bo to nie jest ich sprawa, tylko moja" - tłumaczył rozmyślną samotność.

Zobacz klip Alice In Chains do "Angry Chair ":


Trzy miesiące po tej rozmowie Layne Staley nie żył. "Spodziewałem się tego telefonu od długiego czasu, od jakichś siedmiu lat. Wciąż jednak byłem zszokowany. Jestem zaskoczony, jak bardzo załamała mnie jego śmierć" - powiedział Sean Kinney.

Ostatnią osobą, która widziała żywego Layne Staleya, był zmarły w zeszłym roku basista Mike Starr z Alice In Chains, który odwiedził wokalistę 4 kwietnia 2002 roku. Muzyk, widząc katastrofalny stan zdrowia kolegi, zaproponował wezwanie karetki pogotowia. Ten wściekł się i szantażował zerwaniem znajomości, co poirytowało Starra, który zdenerwowany opuścił mieszkanie Staleya. "Słyszałem, jak wołał mnie bym wrócił i nie zostawiał tego w taki sposób" - wspominał nieżyjący już basista, którego do śmierci męczyły wyrzuty sumienia z powodu zaniechania wezwania pomocy medycznej.

Okoliczności śmierci wokalisty Alice In Chains są jeszcze bardziej druzgoczące, gdy weźmie się pod uwagę sposób, w jaki rodzina, przyjaciele i osoby związane z artysta dowiedziały się o zgonie artysty. Matka wokalisty została zaalarmowana przez księgowego Layne'a Staleya który poinformował ją, że przez kilka tygodni z konta bankowego jej syna nie zostały wypłacone pieniądze. Kiedy 19 kwietnia, a więc dwa tygodnie po śmierci wokalisty Alice In Chains, policja weszła do mieszkania, znalazła ciało rockmana w stanie kompletnej dezintegracji. Stan rozkładu zwłok był na tyle zaawansowany, że konieczne było przeprowadzenie badań potwierdzających tożsamość artysty, które zostało przeprowadzone na podstawie zębów.

Layne Staley miał 34 lata.

Artur Wróblewski

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Bolo | Nie | 5 kwietnia | Alice In Chains

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje