GoGo Penguin w Warszawie: "Dla wszystkich tych, którzy stawiają na muzykę" [RELACJA]
Minimalizm to pojęcie, które coraz rzadziej utożsamiane jest ze współczesnymi koncertami. Dominującym trendem stało się tworzenie wielowymiarowych spektakli audiowizualnych, które będą w stanie odpowiednio stymulować odbiorców. Cieszę się natomiast, że nie wszyscy poszli w tę stronę i że zdarzają się jeszcze koncerty, które na pierwszym miejscu stawiają muzykę. A wczorajszy wieczór z GoGo Penguin w warszawskiej Progresji, niewątpliwie do takich się zalicza.

Jeżeli mówimy więc o muzyce, czy można wyobrazić sobie lepszy support niż akustyczny, folkowy, intymny występ? Daudi Matsiko, ze swoją gitarą, absolutnie zaczarował zgromadzoną publiczność, która pojawiła się naprawdę tłumnie. Proste, ale za to jak skuteczne środki, pozwoliły mu nawiązać naprawdę dobry kontakt z widownią, która przeżywała ten występ.
Sama jego obecność również nie była przypadkowa. Pochodzący z Nottingham brytyjsko-ugandyjski Daudi to mistrz współczesnego, pełnego szacunku folku. Niejednokrotnie współpracował z GoGo Penguin - warto tutaj przytoczyć chociażby jego featuring na ubiegłorocznym krążku "Necessary Fiction" manchesterskiego tria, gdzie wniósł naprawdę sporo swojej duszy do numeru "Forgive The Damages". Natomiast tym wszystkim, czym urzekł wczoraj warszawską publiczność, dał się już poznać swojej na ubiegłorocznej EP-ce "Dead Bird Dream". Myślę więc, że jeśli ktoś go nie znał przychodząc na wczorajszy koncert, to już teraz zainteresuje się na dobre.
GoGo Penguin w Warszawie: Polacy ich uwielbiają
Tyle o supporcie - skupmy się teraz na GoGo Penguin. Nieustannie zadziwia mnie jak w swojej twórczości płynnie potrafią balansować pomiędzy żywymi brzmieniami instrumentów, a elektroniką, co jeszcze bardziej było uwypuklone podczas ich występu. Na początek wybrzmiała "Umbra" i "Fallowfield Loops", upewniając się przy tym, czy nikt nie zapomniał z jakim krążkiem tym razem przyjechali do Polski. Nikogo nie powinno więc dziwić, że numery z genialnego "Necessary Fiction" stanowiły fundament wczorajszego koncertu.
Nie oznacza to bynajmniej, że koncert pozbawiony był starszych kawałków. Było "Bardo" z "A Humudrum Star", była "Smarra" i "Protest" z "Man Made Object" czy "Murmuration" i "Hopopono" z "v2.0". Nie ma co ukrywać, że show skradły najnowsze produkcje. W końcu album "Necessary Fiction" został zagrany niemal w całości - i o to w tym wszystkim chodziło. 2 lata temu moglibyśmy usłyszeć jak chociażby w krakowskim Klubie Studio wybrzmiewają numery z "Everything Is Going to Be Okay", dlatego tym razem ograniczyli się tylko do "Parasite" oraz "Sanctuary", zostawiając przestrzeń nowościom.
Nie ukrywam jednak, że zdecydowanie zabrakło mi numerów z ich najnowszej nadchodzącej EP-ki - liczyłem na to, że "Call to the Void" czy "Mount Analogue" znajdą się na setliście. Niemniej mam nadzieję, że następnym razem się uda, bo ciężko mi sobie wyobrazić, żeby ich powrót nie był kwestią czasu.
Długo mógłbym się rozwodzić nad tym, jak genialnie brzmi ich trio na żywo, jak znakomicie każdy z poszczególnych numerów zyskuje głębie, a momentami wręcz drugie życie. Kluczowym jednak momentem, który zostanie ze mną na długo, było wykonanie na bis "Forgive the Damages" wraz z Daudim Matsiko. Podobnie jak na poprzednim koncercie w Gdańsku, artyści połączyli wspólnie siły, dając wybrzmieć swojemu numerowi w pełni. I to są prawdziwe zalety mądrego dobierania sobie supportu w trasę.
Wszystko dobre natomiast co się szybko kończy. Drugi z trzech przystanków GoGo Penguin w Polsce jest już za nami, a dzisiejszy koncert we Wrocławiu będzie ostatnią szansą na najbliższe miesiące (a może i lata), by usłyszeć to genialne trio z Manchesteru na żywo. Miejmy jednak nadzieję, że prędko będziemy ich gościć ponownie, bo widać i słychać to na każdym kroku, że polska publiczność ich po prostu uwielbia - i nie ma co się temu dziwić.









