Reklama

Florence And The Machine: Ile sił w płucach

Krzyki, piski, owacje, tupanie - tak polska publiczność przyjęła brytyjski zespół Florence And The Machine, który w sobotę, 6 marca, wystąpił po raz pierwszy przed polską publicznością.

Na rozgrzewkę zagrała formacja Sian Alice Group, w której upatruje się jednej z nadziei młodej angielskiej sceny muzycznej. Choć w zestawieniu z Florence zabrzmiała jak jej średnio udana kopia, zaskarbiła sobie przychylność publiczności - ponoć nigdzie nie przyjęto ich równie dobrze, jak w Polsce.

Reklama

Przerwa się wydłużała, tłum fanów oczekując Florence zaczął klaskać, piszczeć oraz skandować. W końcu na scenie pojawili się gitarzysta Robert Ackroyd oraz perkusista Chris Hayden. Jednak z największym entuzjazmem publiczność przywitała oczywiście Florence Welch. Koncert rozpoczął się dosyć spokojnie utworem "Howl", ale już podczas "Cosmic Love" ludzi ogarnęła prawdziwa ekstaza. Florence tańczyła, biegała po scenie, robiła piruety wokół oplecionego polną roślinnością statywu, a fani reagowali tak żywiołowo, że nieraz przerywali wokalistce gromkimi brawami lub chóralnym wykonaniem kawałków z jej debiutanckiego albumu "Lungs".

Dla mnie perełką była koncertowa wersja spokojnego utworu "Blinding", świetnie wypadł także "Between Two Lungs". Welch udowodniła, że ma nie tylko niesamowity głos, ale jest także demonem scenicznym, który potrafi oczarować publiczność. Chociaż w "Drumming Song" zabrakło charakterystycznego intra, Walijka wynagrodziła to fanom, proponując wspólne odśpiewanie refrenu - skierowała w mikrofon w stronę publiki, która krzyczała "louder than simens, louder than bells...". Rzeczywiście, było głośno.

Florence jest ekscentryczna gwiazdą popu, ale nie zmanierowaną. Na koncercie ujmowała naturalnością, spontanicznością i żywiołowością. Była jak dynamit, który wyrzuca z siebie hipnotyzujące dźwięki. Jeśli ktoś spodziewał się spokojnej, relaksującej muzyki z damskim wokalem, mógł być zaskoczony. Florence and The Machine zagrali z wielką energią, niektóre kompozycje grzmiały jak burza. Tuż przed zejściem ze sceny, podczas "Dog Days Are Over", reakcja publiczności była tak gorąca, że artystka przerwała piosenkę, by podziękować za tak wyjątkowe przyjęcie. Oznajmiła, że był to jej najlepszy koncert w trasie koncertowej i kto wie, może to nie tylko kurtuazja. Przy okazji wyznała, że nie jest to jej pierwsza wizyta w Polsce, ponieważ wcześniej występowała... z chórem w polskich kościołach.

Po wielkich owacjach zespół wyszedł na bis i porwał wszystkich coverem "You've Got The Love" (z repertuaru The Source i Candi Staton) oraz utworem "Rabbit Heart (Rise It Up)", po czym muzycy zniknęli ze sceny, pozostawiając samą Florence, by jeszcze raz pożegnała się z fanami. Po tak królewskim przyjęciu, jakie zgotowano jej w Stodole, mieliśmy pewność, że nie rozstajemy się na długo.

Agnieszka Manowska, Warszawa

Zobacz teledyski Florence And The Machine na stronach INTERIA.PL.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Guardian | sceny | publiczność | Florence & The Machine | and

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje