Reklama

Dokładnie 20 lat temu Kurt Cobain strzelił sobie w głowę

W 20. rocznicę samobójczej śmierci Kurta Cobaina, lidera legendarnej Nirvany, tylko u nas możecie przeczytać obszerne fragmenty dwóch książek poświęconych słynnemu wokaliście i gitarzyście oraz, rzecz jasna, jego zespołowi.

Ian Halperin, Max Wallace "Kto zabił Kurta Cobaina?", wydawnictwo In Rock

Reklama

Fragment opowiada o tym, jak nastoletni Kurt Cobain napisał swój pierwszy utwór, został punkiem i skonfliktował się z ojczymem-alkoholikiem, który wyrzucił go z domu. Znajdziecie tu też wyjątkowo naturalistyczny opis pokoju, w którym mieszkał Kurt.

"Kiedy skończył piętnaście lat, przeniósł się z powrotem do Wendy, która w tym czasie przygarnęła także osieroconego nastolatka z okolicy, Ricka Hansena. Ponieważ Rick również grał na gitarze, obaj chłopcy spędzali godziny na grze, czasami także w towarzystwie kumpli Ricka planowali, choć bez powodzenia, założenie grupy. Jak zwykle, kiedy Kurt mieszkał z jednym z rodziców, bardziej związany był z drugim.

Po kilku miesiącach spędzonych z ciągle gderającą Wendy, jeszcze raz zapragnął zdobyć przychylność ojca, wierząc, że być może kiedyś do niego wróci. Zgodził się nawet grać w drużynie małej ligi baseballu prowadzonej przez Dona, który wciąż żywił nadzieję, że Kurt zostanie sportowcem, pomimo zapaśniczego incydentu sprzed lat. Kurt nie traktował zespołu poważnie, wybijał ciągle na aut. W tym czasie zaprzyjaźnił się z chłopcem o nazwisku Matt Lukin.

Lukin grał na basie w The Melvins, rockowym zespole z Aberdeen. Ponad rok wcześniej Kurt z przyjacielem znającym perkusistę uczestniczyli w jednej z ich prób. W tamtym czasie, kiedy Kurt chodził do dziewiątej klasy, grupa ta zajmowała się przeróbkami The Who i Jimiego Hendriksa.

Czując respekt przed prawdziwym zespołem, Kurt zrobił z siebie durnia, mówiąc członkom grupy, jacy są świetni, chociaż później twierdził, że było to wynikiem upicia się winem. Po godzinie jego nadmiernej wylewności poproszono ich grzecznie o wyjście z próby. To wydarzenie pomogło The Melvins odkryć punk rocka, a Kurt cieszył się od tej pory przyjaźnią jednego z nich - Lukina. Chociaż tamtego lata nie byli jeszcze prawdziwymi przyjaciółmi, mogli godzinami siedzieć na ławce, rozmawiając o muzyce.

Prawdziwy związek Kurta z The Melvins rozpoczął się rok wcześniej, kiedy chodził na te same zajęcia z rysunku, co lider grupy - Buzz Osbourne. Zaprzyjaźnili się ze sobą i spędzali razem mnóstwo czasu. Osbourne ciągle słuchał The Who, ale w połowie roku wraz z zespołem odkrył punk rocka i zaplanował przekształcenie grupy. Buzz pożyczył Kurtowi swój nowy skarb, fotoalbum Sex Pistols, i dał mu dopiero co zdobyte kasety z New Wave i punkiem. Owe kasety były prawdziwym objawieniem dla piętnastoletniego Kurta. Zaczął ubierać się punkowo i chodzić na próby The Melvins. Wszędzie, gdzie się znalazł, rysował logo Sex Pistols.


Według Warrena Masona i innych słuchał głównie radia i nagrań ulubionych gitarzystów, Jimmy'ego Page'a i Jimiego Hendriksa. Mason twierdzi, że nowy wizerunek Kurta mógł być sposobem na dopasowanie się do nowych przyjaciół. Łatwo jednak wyobrazić sobie urok punka - muzyki wściekłości i buntu - według Kurta. W swoim nowym wcieleniu The Melvins przyciągali coraz większą uwagę, grając regularnie w Seattle i Olympii. Kurt jeździł z nimi, podziwiając ich sukcesy.

Lgnąc do punkowego etosu "zrób to sam", zaczął nagrywać swoją muzykę na przenośnym odtwarzaczu Toshiba, który kupił za czternaście dolarów i dziewięćdziesiąt dziewięć centów w Woolworth. Jeśli masz coś do powiedzenia, weź gitarę, napisz piosenkę i powiedz to - stwierdził kiedyś Buzz Osbourne.

Kurt zazwyczaj nagrywał kilka akordów i improwizował słowa. Kiedy odtwarzał to później, dodawał więcej słów, więc nagrywał jeszcze raz. Kiedy pierwszy raz odważył się zagrać swoje nagranie, jego przyjaciel Buzz był naćpany i słuchał bez zainteresowania. Niezłe, ale popracuj jeszcze nad tym - powiedział Kurtowi o utworze "Creation", który razem z nagraniem powstał w niecałą godzinę. Buzz był po prostu uprzejmy, o czym Kurt dobrze wiedział. Postanowił, że nie pozwoli słuchać swoich utworów nikomu, dopóki ich nie dopracuje.

- Wtedy było to wszystko, co chciałem robić - powiedział później Kurt. - Nie oczekiwałem wiele od mojej muzyki. Chciałem po prostu mieć szansę zagrania przed jakimiś ludźmi w Seattle.

Myśl o tym, że mógłbym być tak popularny, by jechać na trasę, to było coś zbyt wielkiego. Wówczas w Aberdeen nie było żadnego klubu punkowego, chociaż Ramones wystąpili tu, kiedy Kurt miał dziesięć lat. Mało go to obchodziło, jednak obiecał sobie, że kiedyś zagra w Aberdeen. Kiedy usłyszał, że jego ulubiony zespół punkowy Black Flag przyjeżdża do Seattle, po prostu musiał tam być.

Wendy zabroniła Chuckowi dawania jakichkolwiek pieniędzy synowi na pogłębianie muzycznych zachcianek, więc aby kupić bilet do klubu Mountaineer w Seattle i uncję trawy na drogę, sprzedał całą swoją muzyczną kolekcję. Obaj z Buzzem spędzili tamtą noc, tańcząc pogo; to wówczas Kurt podjął ostateczną decyzję o zostaniu punkrockerem. Następnego dnia po koncercie zrobił sobie punkową fryzurę i oddał się nowej pasji - malowaniu sprayami punkowych sloganów na samochodach.


Dla czternastoletniego Kurta trzyletni pobyt u matki zakończył się w maju 1984 roku, gdy Wendy wyszła za dokera o nazwisku Pat O'Connor. Kurt twierdził później, że był on jeszcze gorszy od poprzedniego psychotycznego mężczyzny jego matki.

Nowy ojczym nie miał cierpliwości dla zbuntowanego gnojka, jakim stał się Kurt i jasno powiedział, że nie życzy sobie jego obecności w domu. Kurt znowu zaczął kursować pomiędzy krewnymi z Montesano, Aberdeen i Hoquiam, którym również brakowało cierpliwości dla nieznośnego nastolatka.

Włóczęga Kurta nie była dla niego szczęśliwa i głęboko dotknął go fakt, że nie mógł zamieszkać z matką, z którą żył w miarę spokojnie, zanim wyszła za Pata. Każdej nocy dzwonił do niej i czasami ze łzami w oczach prosił o możliwość powrotu. W końcu, kiedy jedna z ciotek powiedziała mu bezceremonialnie, aby opuścił jej dom, Kurt zadzwonił do matki, mówiąc, że nie ma już dokąd iść. Wendy przekonała więc Pata, że Kurt zostanie u nich tylko do czasu znalezienia innego miejsca.

Umowa szła w miarę gładko, bo Kurt z obawy przed kolejną eksmisją zachowywał się najlepiej jak tylko potrafił. Pewnego dnia Pat wrócił do domu po jednej z częstych pijatyk. Kurt usłyszał ze swojego pokoju zajadłą kłótnię, w której Wendy oskarżała męża o oszustwa. Chwilę później Wendy wybiegła z domu. Wróciła po paru godzinach zawiana, podeszła do stojaka z bronią Pata, gdzie znajdowała się pokaźna kolekcja broni łowieckiej. Zabrała, ile mogła, ponieważ nie zdołała unieść całej broni, i zawołała Kim, siostrę Kurta. Razem zaniosły broń oraz torbę amunicji nad pobliską rzekę Wishkah i wrzuciły do wody.

Widząc to, Kurt uknuł plan. Zawsze czujny, jak zdobyć pieniądze na trawkę, tego samego wieczoru przyprowadził nad rzekę swojego przyjaciela i wspólnie przeszukiwali dno, aż znaleźli prawie wszystkie sztuki. Zanieśli później ładunek do miasta, gdzie sprzedali go za sumę, która pozwoliła Kurtowi kupić używany wzmacniacz. Jego przyjaciel za swoją działkę kupił uncję trawki i razem naćpali się, świętując przyjazny im los.


Niewiele później, po powrocie do domu z próby zespołu The Melvins, znalazł wszystkie swoje rzeczy spakowane w pudełku przed drzwiami. Wendy zaszła w ciążę i nie chciała do swoich codziennych problemów dokładać jeszcze stresów związanych z kapryśnym zachowaniem syna.

Kurt przeniósł się do małego mieszkanka swojego przyjaciela Jesse Reeda, którego rodzice, świeżo ochrzczeni chrześcijanie, przygarnęli go na krótko, dopóki nie stwierdzili, że ma zły wpływ na ich syna. Kurt przywykł do tego, że kto inny po nim zmywał i niezbyt dobrze czuł się w roli domatora.

Lubił ulegać swemu hobby: obcinał części lalkom, pokrywał je później sztuczną krwią i wieszał na małych pętelkach dookoła pokoju, który opisywał później jako: "pełen piwa, wymiocin i krwi... śmieci zalegających miesiącami. Nigdy nie zmywałem. Razem z Jesse gotowaliśmy przez jakiś tydzień, a później układaliśmy wszystkie tłuste plastikowe naczynia w zlewie, zalewaliśmy wodą i to wszystko stało tam przez całe pięć miesięcy mojego pobytu".

Na następnej stronie znajdziecie fragment książki "Nirvana: Dziennik z trasy" Andy'ego Bollena:

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Nirvana | Kurt Cobain

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje