25. Festiwal Nowe Horyzonty: "Sirât" to dźwiękowe doświadczenie niemożliwe do powtórzenia
Trwa jubileuszowa, 25. edycja Międzynarodowego Festiwalu Filmowego BNP Paribas Nowe Horyzonty. Podczas wrocławskiego wydarzenia prezentowanych jest aż 272 filmy - wśród nich znajdują się również produkcje, które mogłyby zaciekawić niejednego miłośnika muzyki. Jedną z nich jest film "Sirât", cieszący się ogromną popularnością wśród kinomaniaków. Zdobył Nagrodę Jury na prestiżowym festiwalu w Cannes, a historia o pustynnych rave'ach i poszukiwaniu zaginionej córki robi furorę również na Nowych Horyzontach.

Rave w światowej popkulturze zapisał się jako undergroundowa, taneczna impreza, na której dominuje muzyka elektroniczna - w szczególności gatunki takie jak techno, house, trance, drum and bass czy hardcore. Osoby uczestniczące w tego typu wydarzeniach ubierają się w charakterystyczny, ekstrawagancki sposób - często stawiają na fluorescencyjne kolory i neony albo na bardziej surowy klimat, w którym przeważa industrialny look. Najważniejsza jest dla nich wspólnota, równość i akceptacja, a wzajemny szacunek i otwartość są fundamentami rave'owej subkultury. Imprezowicze często odrzucają normy społeczne i komercję, odcinają się od społeczeństwa, a innych uczestników wydarzeń techno traktują jak rodzinę. Taniec jest dla nich wyzwoleniem i próbą ucieczki od trudów otaczającego świata.
Rave'y zwykle organizuje się w klubach czy specjalnych hangarach, choć ich historia sięga imprez w lasach, na pustkowiach i w tajnych, trudnodostępnych miejscach. Pierwsze wydarzenia tego typu organizowane były w latach 80. w Wielkiej Brytanii i USA, lecz już w kolejnym dziesięcioleciu rozprzestrzeniły się na szeroką skalę, trafiając do Europy Środkowej (szczególnie rozkwitły w Niemczech). Na rave'ach intensywne i powtarzalne rytmy, których basy wręcz prowadzą uczestników do tańca, prezentowane są przez DJ-ów lub producentów. Niektórzy do ulubionej muzyki potrafią bawić się nie tyle przez całą noc, co nawet przez kilka dni.
"Sirât" Olivera Laxe'a opowiada o społeczności, która organizuje rave'y na pustyni
Od subkultury skupionej wokół tanecznych imprez w swoim najnowszym dziele wychodzi Oliver Laxe. Reżyser filmu "Sirât" postanowił opowiedzieć historię ojca, rozpaczliwie poszukującego swojej zaginionej córki, z perspektywy uczestników nielegalnych, pustynnych rave'ów w Maroku. Trafia on na grupę outsiderów, wraz z którymi podąża pod granicę z Mauretanią, gdzie ma odbyć się kolejna taneczna impreza. Luis ma nadzieję, że to właśnie tam odnajdzie córkę, lecz nie spodziewa się, że podróż przez pustynne drogi będzie miała przykre konsekwencje. Opowieść z czasem zamienia się w filozoficzną refleksję nad istotą rodziny, przynależności, wolności, izolacji od świata i społeczeństwa, a także sensem życia.
Jak przystało na film, którego fundamenty fabuły zbudowane zostały na kulturze rave'ów, jednym z najważniejszych elementów produkcji jest ścieżka dźwiękowa. Muzyką zajął się Kangding Ray - francuski producent i kompozytor, od lat należący do absolutnej czołówki sceny techno. Z wykształcenia jest architektem, dzięki czemu podchodzi do sztuki w multidyscyplinarny sposób - zajmuje się zarówno instalacjami audiowizualnymi, klubowymi czy festiwalowymi koncertami, jak i muzyką filmową. Miał okazję występować na jednych z największych imprez elektronicznych na świecie (m.in. Atonal, Sonar czy Dekmantel), a w tym roku podbił serca krytyków filmowych, którzy za ścieżkę dźwiękową do "Sirât" przyznali mu prestiżową Cannes Soundtrack Award 2025.
Ścieżka dźwiękowa filmu "Sirât" nie daje o sobie zapomnieć. Kangding Ray świetnie oddał klimat pustynnej podróży
Energetyczne utwory Kangding Raya, użyte w soundtracku filmu Olivera Laxe'a, nie dawały o sobie zapomnieć ani na moment trwania seansu i wręcz wprawiły mnie w trans, z którego nie chciałam się wybudzać. Często łapałam się na tym, że niepotrzebne mi były dialogi, a historia prowadzona jedynie przez muzykę, wciągała z podwójną mocą. Chwilami miałam nawet ochotę wstać z kinowego krzesła i - tak jak bohaterowie produkcji - zacząć przytulać się do głośników, aby jak najlepiej poczuć bit.
Muzyka w filmie "Sirât" oparta została na pulsujących rytmach, które wręcz dudniły w klatce piersiowej. Nie brakowało tu mocnych basów i dźwięków, które przeszywały od stóp do głów. Tę ścieżkę dźwiękową nazwałabym raczej psychodelicznym doświadczeniem, niżeli zbiorem melodii. Z początku pochłaniała ona widza i zabierała go w świat niekończącej się imprezy, na której każdy może czuć się wolnym. Z czasem zaczęła budować napięcie i coraz bardziej naprowadzała oglądających na trop tego, że za rogiem czai się niebezpieczeństwo.
Elektroniczne utwory świetnie komponowały się z pustynną przestrzenią, szumem wiatru, dźwiękami wybuchów czy chrobotaniem piachu i kamieni pod kołami samochodów. Niepotrzebne tam były ciemne, duszne przestrzenie klubowe, bo klimat tworzył się sam. Techno kontrastowało z otaczającą wszystkich naturą, a tupiące nogi uczestników rave'ów tworzyły chmary piaskowego dymu, zastępując efekty pirotechniczne prosto z klubów. Miałam wrażenie, jakby Kangding Ray, tworząc soundtrack do dzieła Olivera Laxe'a, sam zaszył się na pustyni i właśnie ze swojej tułaczki zaczerpnął inspiracje do ponadprzeciętnych utworów.
Obejrzenie filmu "Sirât" z tak dopracowaną ścieżką dźwiękową było przyjemnością - choć tragiczna fabuła, pozostawiająca przestrzeń na refleksję, nie pozwalała w pełni cieszyć się z seansu. Było to hipnotyzujące, intensywne, wielowarstwowe i eksperymentalne doświadczenie, niemożliwe do powtórzenia.









