
W oryginalnej wersji książka nosi tytuł "Inside Out" ("Na wylot"), co w polskiej edycji przetłumaczono na "Pink Floyd. Moje wspomnienia". Która wersja ci bardziej odpowiada, co sądzisz o polskim tytule?
Zawsze będą językowe problemy, bo ciężko jest znaleźć dobre tłumaczenie. "Inside Out" można przetłumaczyć, że patrzy się ze środka na zewnątrz, co można odnieść także do widoku perkusisty na zespół i scenę.
W jaki sposób powstawała ta książka? Prowadziłeś dziennik, czy masz po prostu tak znakomitą pamięć?
Nie prowadziłem dziennika, sięgałem raczej do swojej pamięci. Kiedy zacząłem pisać rozpoczynając od samego początku, to było niesamowite jak po kolei przypominały mi się wydarzenia. Oczywiście inni ludzie bardzo mi pomagali. Mieliśmy krótkie zapiski o każdym koncercie, a także z pracy w studiu, więc to ułatwiało przypominanie sobie.
Bardzo spodobało mi się twoje kalendarium, taka skrótowa historia Pink Floyd w datach. Te daty zestawiłeś z różnymi czasem dramatycznymi, czasem ciekawymi i śmiesznymi wydarzeniami, jak choćby koniec reglamentacji sprzedaży słodyczy w Wielkiej Brytanii.
Tak, to dość zabawne, ale i pomocne zestawienie, bo pokazuje kontekst tych muzycznych wydarzeń, co wtedy akurat się działo. Np. kiedy my zaczynaliśmy grać, to urodziła się Kylie Minogue. To ciekawe, bo teraz można grać rock'n'rolla, kiedy ma się 60 lat. My pochodzimy z pokolenia, dla którego rock był muzyką młodzieżową. Wtedy grało się przez 2-3 lata i wracało do pracy, np. na kolei.
W tym kalendarium pojawiają się także daty urodzin innych popularnych wokalistów, jak choćby Madonna, czy Michael Jackson. Dlaczego wybrałeś właśnie te nazwiska?
Myślę, że są po prostu interesujące. Wybrałem także Robbiego Williamsa, nawet nie pamiętam dokładnie kogo jeszcze... A, jeszcze John Lydon - dorastaliśmy w podobnym rejonie.
Wydaje mi się, że dla czytelników to są bardziej interesujące daty, niż na przykład urodziny Erica Claptona, czy Gingera Bakera (śmiech). Myślę, że ciekawe jest przypomnienie dat śmierci Johna Lennona i Elvisa Presley'a. Minęło już tak dużo czasu, a to pozwala na umiejscowienie pewnych wydarzeń w kontekście.
Wiadomo, że 5 grudnia ukaże się DVD "Pulse" Pink Floyd. Czy mógłbyś przypomnieć tamte pamiętne koncerty z 1994 roku, kiedy 14 razy z rzędu zagraliście w "Earls Court" w Londynie? Podobno to DVD ma zawierać jakieś ciekawe dodatki?
Zdecydowanie będzie dodatkowy materiał na tym wydawnictwie, pochodzący z tamtego koncertu, nie tylko ze sceny, ale także z widowni. Największą zaletą jest dźwięk w formacie 5.1 stereo. Jestem przekonany, że będzie to bardzo dobra płyta.
Co do samych występów, to była końcówka trasy i uważam, że prezentowaliśmy się wtedy najlepiej, jak tylko mogliśmy. W zespole panowała wtedy naprawdę wspaniała atmosfera. Zyski z tych koncertów zostały przeznaczone na cele charytatywne - to wspaniałe uczucie. Poza tym wszystkim myślę, że to były dobre koncerty do zarejestrowania.







Twój komentarz może być pierwszy!