
Czy pamiętacie moment, w którym zaczęliście myśleć o muzyce poważnie, kiedy zdaliście sobie sprawę z tego, że będzie to wasz sposób na życie?
Nick Holmes: Zawsze traktowaliśmy muzykę poważnie, nawet podczas nagrywania pierwszych kaset demo. Wszystko inne zawsze było dobrym powodem do żartów, ale muzyka nie. Poważnie podchodziliśmy nie tylko do grania, ale również słuchania muzyki. I chociaż dopiero od jakichś ośmiu lat możemy mówić o tym, że to jest nasz zawód, nasza postawa nie zmieniła się.
Czy jako nastolatki uciekliście kiedykolwiek z domu, by zobaczyć koncert swojej ulubionej grupy?
Nick Holmes: Na szczęście nie musieliśmy nigdy tego robić, bo nasi ojcowie zawozili nas na każdy koncert na który chcieliśmy iść, a potem przyjeżdżali po nas i odstawiali nas do domów.
Greg McIntosh: Pamiętam, że raz wybrałem się bez zgody rodziców do Newcastle, żeby zobaczyć Celtic Frost. Chyba w 1986 roku.
Nick Holmes: Byłeś prawdziwym buntownikiem. (śmiech)
Ja również uciekłem z domu na koncert tylko raz i był to koncert Paradise Lost... który się nie odbył. Był 1992 rok i rzekomo w ostatniej przestraszyliście się puczu w Moskwie. Czy to prawda?
Greg McIntosh: Nie przypominam sobie takiej sytuacji. Owszem, już kilka razy nie mogliśmy dotrzeć na koncert w Europie Wschodniej, ale powodem były najczęściej jakieś bzdurne problemy na granicy. Nigdy nie zrezygnowalibyśmy z koncertu ze względu na sytuację polityczną, możesz mi wierzyć. Pewnie organizator koncertu zmyślił takie wytłumaczenie, bo brzmiało bardziej sensacyjnie.
Powspominajmy jeszcze przez chwilę. Czy pamiętacie, kiedy zdecydowaliście, że Paradise Lost nie będzie jednym z wielu zespołów deathmetalowych, że ruszycie własną drogą, choćby pod prąd?
Greg McIntosh: To nie był moment, ani jednorazowa decyzja. Po nagraniu albumu “Gothic”, który zawierał w sobie elementy death i doom metalu, ale również rocka i wielu innych gatunków muzycznych, nasza ewolucja nabrała rozpędu.
Sprawdź: pogoda długoterminowa







Twój komentarz może być pierwszy!