
Jak określiłbyś słowami muzykę, którą grasz?
Jeżeli już musiałbym to uczynić, określiłbym ją jako world music z wpływami hip hopu. Niektórzy pewnie stwierdzą, że jest to po prostu rap. Ale ja nie chcę nazywać siebie artystą rapowym.
Urodziłeś się i wychowałeś w Senegalu. W wieku siedmiu lat twoja rodzina przeniosła się do New Jersey w Stanach Zjednoczonych. Jaki wpływ ten fakt ma na muzykę, którą nagrywasz?
Nie mogę do końca powiedzieć, że moja muzyka jest afrykańska. Wydaje mi się, że jest ona inspirowana przede wszystkim rzeczami, których zacząłem słuchać w Stanach Zjednoczonych. Zdaję sobie sprawę, że gdybym wciąż mieszkał w Senegalu, moja muzyka byłaby kompletnie inna, wyłącznie afrykańska.
Początkowo uważałem hip hop za beznadziejną muzykę. Nie docierała do mnie koncepcja ludzi gadających do podkładów perkusyjnych. Kiedy już nauczyłem się porządnie języka angielskiego, mogłem lepiej zapoznać się z tym nurtem. A w tym czasie popularność hip hopu przybrała na sile. Zaczęto w tej muzyce bogato wykorzystywać brzmienia gitary, basu i innych instrumentów.
A ja potrafiłem zrozumieć rapowane teksty. Dotarło wtedy do mnie, że ta muzyka dotyczy także moich spraw. To był moment, kiedy zrozumiałem istotę hip hopu i kiedy zaczął on we mnie dojrzewać. A później przybrał prezentowaną przeze mnie postać.
Opowiedz o swoim dzieciństwie w New Jersey.
Byłem dzieciakiem, który dorastał na przedmieściach. Ale żyłem w getcie. Moja mama nie mogła zrozumieć, dlaczego szwędam się po blokowiskach dla biedoty. "Dlaczego tam chodzisz? Mieszkasz w ładnym domku na wzgórzu, a wciąż łazisz do getta" - pytała.
Szczerze mówiąc w getcie było zabawnie. Wszyscy biegali jak dzicy, grali w koszykówkę i uciekali przed glinami z ukradzionymi cukierkami (śmiech). W porównaniu z przedmieściami, które są nudne, tam było zabawnie.
Jedynym minusem tego typu zabaw w getcie było to, że szybko pojawiały się problemy. Wiecie, o czym mówię. Ja osobiście zawsze twierdziłem, że nie zrobiłem nic złego (śmiech). Ale zrobiłem...
Po przenosinach z New Jersey do Atlanty zostałeś aresztowany. W sumie w więzieniu spędziłeś trzy lata...
Zostałem wrobiony. Kradłem samochody i później je sprzedawałem. Oskarżono mnie o to, że jestem przywódcą całej grupy złodziei. Podczas procesu czułem się w pewnym sensie jak O.J. Simpson. To była najdłuższa sprawa na świecie (śmiech).
Ale dzięki temu mogłem przemyśleć jeszcze raz moje życie. Bo przed więzieniem doskonale wiedziałem, gdzie zmierzam. A był to zły kierunek. Jestem przekonany, że gdyby wtedy mnie nie zamknęli, pewnie teraz bym nie żył.







~Karolina i Wiktoria
Myślimy,że ten wywiad był ciekawy,i mówił tak jakby o wszystkim...
:);)
dodaj komentarz »wszystkie wątki »