
Masz już za sobą pierwsze koncerty promujące nową płytę. Powiedz mi, jak fani przyjmują twoje nowe wcielenie, nowe piosenki?
Nowe wcielenie... Chociaż może do pewnego stopnia tak. Powiem ci tak, że ta płyta i to, co jest teraz, aż tak bardzo nie różni się od tego, co było w O.N.A. Może poza tym, że obcięłam włosy i śpiewam nowe piosenki. To nie jest jakaś clubbingowa muza, hiphopowa czy popowa, nie daj Boże. Cieszy mnie to przede wszystkim, że czekano na mnie. Że skołowani fani zespołu O.N.A., którzy zupełnie nie wiedzieli co się dzieje - bo z jednej strony nagle rozpada się ich ukochany zespół, Chylińska znika i nie wiadomo, co się z nią dzieje, a koledzy wracają do Kombi - czekali na mnie.
Miałam pewne obawy związane z tym, jak to teraz będzie. Czy czasem nie zostanę potraktowana w sposób typu: Wyrwała się gówniara i chce coś tam udowodnić, chociaż nie wiem, czy o osobie dobiegającej trzydziestki można tak jeszcze powiedzieć, ale niech będzie. A to trochę nie tak. Wiesz, mam czas na to, żeby spokojnie, za pośrednictwem dziennikarzy, przekazać moją wersję wydarzeń, jak to wszystko było, jak się skończyło, dlaczego się stało tak a nie inaczej.
W każdym razie z koncertów jestem bardzo zadowolona, bo po pierwsze dla mnie to jest zupełnie świeża sprawa - stać na scenie z zupełnie nowymi ludźmi. Mówię tu o moich nowych kolegach z zespołu, o Krzysztofie Misiaku i o Darku. To jest bardzo fajne uczucie, bo ja przez 10 lat, a dokładniej przez osiem, miałam do czynienia z konkretnymi ludźmi. Nigdy nie kolaborowałam na boku z innymi artystami. Zawsze byłam wierna jednej kapeli. I tu nagle taka zmiana, która w jakiś sposób jest dla mnie bardzo ekscytująca.
Jest to wyzwanie, bo powiem ci szczerze, że w pewnym momencie, szczególnie pod koniec działalności O.N.A., ten zespół był już - taki mi się wydaje - takim pewniakiem. Myśmy wiedzieli, że na pewno zapełnimy salę, na pewno sprzedamy płytę. Kiedy masz 25, 26 lat, to chce ci się jednak jakichś wyzwań od życia. Chce ci się podjąć jakieś ryzyko. Oni już tego nie chcieli. Mało tego, koledzy - mówię tu o Grześku i o Waldku - chcieli już jakiejś stagnacji, jakiegoś spokoju, constansu, że już będzie spokój, że Chylińska się w końcu uspokoi i będziemy mogli sobie odcinać kupony od tego, co było.
Ja jestem duchem niespokojnym. Nie mogę tak żyć. Zaczęła mnie już trochę drażnić ta rutyna, czy ktoś się jeb*ie na koncercie, czy ktoś się narąbie, to i tak nie ma znaczenia, bo ludzie klaszczą. Teraz tak naprawdę zaczynam wszystko od początku. Przekonuję do siebie ludzi. Znowu powolutku będę ugruntowywać jakąś tam swoją pozycję, jako niestety jednej z niewielu rockowych wokalistek w tym kraju. I jest to dla mnie bardzo fascynujące. O to mi chodziło, o to, że znowu czuję jak mi pot spływa po plecach. Ciężko pracuję na to, abyś gdzieś tam znowu być artystką znaną, być artystką przede wszystkim słuchaną.







Twój komentarz może być pierwszy!