
Przez ostatni rok wiele działo się w waszym obozie. Czy to zamieszanie, związane np. ze zmianą wytwórni, roszadami w składzie, wpłynęło znacząco na to, jak podeszliście tym razem do pisania muzyki, sesji nagraniowej?
Komponowanie muzyki rozpoczęliśmy już pod koniec lutego 2006 roku. Całość została napisana przez naszego nowego gitarzystę Seba [Purulatora] i mnie. Seb jest też inżynierem dźwięku i ma swoje, domowe studio.
Spotykaliśmy się we dwóch w jego domu i wspólnie pracowaliśmy nad muzyką, nagrywaliśmy i programowaliśmy perkusję, aby zobaczyć, jakie to wszystko przybiera kształty. Prace przebiegały bardzo sprawnie. Robiliśmy wszystko naprawdę bardzo szybko. Ten układ nam odpowiadał.
Nie czuliście większej presji? W końcu ten album to spore wydarzenie w karierze Aborted. Zewnętrzne ciśnienie musiało być większe.
Chyba tak, ale nam przede wszystkim zależało na wydaniu albumu, z którego my jesteśmy zadowoleni. To dla nas sprawa najważniejsza. Oczywiście, ciśnienie było nieco większe, bo to nasz pierwszy album w barwach Century Media. Byliśmy z tego powodu trochę podenerwowani. Musieliśmy nagrać płytę, która oczywiście brzmi jak Aborted, a z drugiej strony ukazuje też jakieś nowe rozwiązania. Nie można przecież stać w miejscu i robić wciąż to samo.
Czym są zatem te nowe elementy?
Chcieliśmy, żeby ten album był bardziej brutalny, bardziej ekstremalny i żeby brzmiał jeszcze bardziej metalowo niż poprzedni. O wiele więcej uwagi poświęciliśmy też solówkom, których jest na tej płycie sporo. Są także o wiele lepiej skomponowane. Również utwory w całości są bardziej skomplikowane niż dawniej.
Przyznasz jednak, że w muzyce ekstremalnej coraz trudniej wymyślić coś nowego. Jak sobie z tym radzicie?
Jesteśmy wobec siebie bardzo krytyczni. Nieraz jest np. tak, że mamy zrobione pół płyty i słuchamy tego, a następnie, gdy coś nie pasuje lub za bardzo przypomina inne kawałki, przerabiamy wszystko.
Z reguły, najpierw piszemy cały album, a dopiero później zajmujemy się wszelkimi szczegółami, aby wycisną z utworów to, co najlepsze. Ważne jest też, żeby być coraz lepszym w komponowaniu, a nie tylko w technice gry. W końcu zawsze znajdzie się zespół, który będzie od ciebie szybszy czy bardziej techniczny. O wiele ważniejsze wydaje się po prostu pisanie dobrych utworów niż bycie najszybszym czy najbardziej zwariowanym gitarzystą.
Wspomniałeś o dużej brutalności, ale "Slaughter & Apparatus..." to nie tylko krańcowo ekstremalne granie. Tu się naprawdę sporo dzieje.
I to właśnie staramy się robić - nagrywać albumy ekstremalne, ale i interesujące na dłuższym dystansie. Wiadomo, każdy lubi ciężar czy blasty, ale przecież nie tylko na tym to granie polega. Trzeba zaoferować coś ponad standard.







Twój komentarz może być pierwszy!