Ten Typ Mes: Uwierają mnie "psychowirusy"

"Wiele rzeczy nam się pomyliło, chociażby wizyty u lekarza z szukaniem informacji o chorobach w internecie" /Paweł Zanio /materiały prasowe

"Ludzie w Polsce byli wyluzowani, a teraz jakoś przestali" - mówi w rozmowie z Interią Ten Typ Mes. Nastroje społeczne nie były jedynym tematem, który poruszyliśmy. Raper opowiedział nam również o poznaniu Eldo i współpracy z Dawidem Podsiadłą.

Reklama

4 listopada na półki sklepowe trafił album Tego Typa Mesa "Ała.". Jak mogliśmy przeczytać w oficjalnej zapowiedzi, raper zabrał słuchaczy "w podróż między sceną festiwalu, a oglądaniem serialu, między pokusą wzięcia kredytu, a tworzeniem międzypokoleniowej piosenki w ciasnej kawalerce, między kupnem wymarzonego auta, a ścieraniem z czarnego lakieru ptasich odchodów". 

Daniel Kiełbasa, Interia: Tytuł płyty "Ała." sugeruje, że coś cię boli, kłuje, trapi i uwiera. Co doprowadza Piotrka Szmidta do takiego stanu?

Reklama

Ten Typ Mes: - Uwierają i zawodzą mnie rzeczy na płaszczyźnie ludzkiej. Miałem trochę przejść z osobami z mojego bliskiego otoczenia. A jeżeli chodzi o świat, to są to tzw. psychowirusy. Duch czasów jest taki, że ludzie łatwo popadają w sytuacje, które są na granicy paranoi. Strach, nieufność, zacietrzewienie.

- Jak czytam wypowiedzi z 2009 roku, w jednej z książek reporterskich, to czuć, że ludzie są tak ekstremalnie wyluzowani w porównaniu do tego, jak teraz wygląda debata publiczna i wyciąg średniej z komentarzy. Teraz te emocje, wydaje mi się, są silniejsze. Ludzie w Polsce byli wyluzowani, a teraz jakoś przestali.

W zeszłym roku na OFF Festivalu stwierdziłeś, że łatwo w dzisiejszych czasach jest "zamglić autorytety". Wtedy rozmawialiśmy w kontekście Popka i postrzegania go przez młodych, ale mam wrażenie, że obecnie można je rozciągnąć na strefę społeczną, a nawet może i politykę.

- Musimy ustalić jedno, wbijam w politykę w znaczeniu gospodarczo-zarządzającym, gdyż się na tym nie znam. Chodzi mi o obyczajowość i w tym wymiarze jest ona dla mnie interesująca. I w nim też te autorytety kuleją, ale niczego nie odkrywam tutaj.

Łatwo zamglić autorytety, ale i pomylić priorytety. W "Ale psa byś przytulił" zwracasz uwagę na to, że wszystko nam się pomyliło, chociażby z tą miłością do zwierząt i ludzi.

- Wiele rzeczy nam się pomyliło, chociażby wizyty u lekarza z szukaniem informacji o chorobach w internecie. Jest tego naprawdę sporo.

W "Ale psa..." poruszasz wątek przemocy wobec kobiet, co nie jest tematem szczególnie zgłębianym przez innych artystów. Czujesz się obecnie feministą? I czy "czarne protesty", marsze i manifestacje wpłynęły w jakimś stopniu na ciebie?

- Pod pewnymi względami zawsze czułem się feministą. Wystarczyło jednak, że w jakiś sposób odniosłem się do jakiejś kobiety, która mnie skrzywdziła i tym samym była podkładka, żeby nazwać mnie szowinistą albo mizoginem. Wydaję mi się, że feminizm nie powinien polegać na przewrażliwieniu na własnym punkcie. Bo tak samo zdarzało mi się mówić o mężczyznach per wrogowie, idioci, złamasy, ale nikt przez to nie nazwał mnie mężczyzną, który nienawidzi mężczyzn.

Kończąc temat "czarnego protestu", we wrześniu Mateusz Holak opublikował felieton, w którym stwierdzał, że raperzy mają problem z ujawnianiem swoich poglądów, gdyż boją się, że stracą przez to sympatię fanów. Myślisz, że raperzy nie powinni ukrywać swoich przekonań czy odwrotnie, to kwestia, którą mogą zachować dla siebie?

- Nie ma co generalizować i chyba trzeba by zapytać każdego rapera z osobna. Ja w czasie "czarnego protestu" byłem w Azji i w związku z tym nie miałem absolutnie pojęcia, co się dzieje i do dzisiaj ta wiedza nie została uporządkowana, bo musiałbym przeczytać projekt jednej i drugiej ustawy, mam dużo zaległości. A ponadto doskonale żyję z moją kobietą i swoimi przyjaciółkami. Mam też matkę i siostrę i gdyby była im potrzebna jakakolwiek pomoc, to chciałbym dowiedzieć się tego od nich. Kiedy wróciłem z Azji były już nowe protesty, a sporna ustawa schowała się w kąt.

Lubisz wychodzić do fanów po koncertach. Ile trwały twoje najdłuższe rozmowy z osobami z publiczności?

- O ile pamiętam, zeszło nam do rana, czyli musieliśmy rozmawiać z 4-5 godzin.

A w tym czasie wchodzisz w nimi w spory światopoglądowe?

- Oczywiście! Z największą przyjemnością. Przy czym cały czas możemy porozmawiać. Na pewno ludzie z prawej strony mocy mają też bardzo dużo ciekawych pomysłów, jak urządzić państwo. I dla mnie najciekawsze są ich pomysły gospodarcze i sposoby na usprawnienie działania państwa. Są to nierzadko wykształceni w tych kierunkach osobnicy i bardzo lubię ich słuchać.

Zamykając poważniejsze tematy. Przeczytałem twój felieton, w którym opisujesz, jak pasta do zębów może połączyć Polaków. Zastanawiam się, czy jesteś w stanie dodać jeszcze coś do listy rzeczy, które mogłyby zakończyć podziały najbardziej zwaśnionych grup społecznych?

- Na pewno zjednoczyłaby nas jakaś agresja wobec Polski z zewnątrz i myślę, że wtedy napier*alałbym się ramię w ramię w imię naszej państwowości z choćby i najdziwniejszym fanem leczenia raka witaminą C. Ale skoro agresji z zewnątrz nie ma, to pielęgnujmy ten czas, bo nie jest on nam dany na zawsze i rozmawiajmy ze sobą!

"Nic mnie tak nie dojeżdża jak codzienność" śpiewasz w utworze z Dawidem Podsiadłą. Jak codzienna rutyna, proza życia wpływała na twój proces twórczy i nagrywanie albumu?

- "Codzienność" to byłby temat wręcz na tytuł albumu, ale nie brzmi to słowo aż tak świetnie. Nie brzmi tak prosto i klarownie jak "Ała.". A faktycznie wpłynęła na tę płytę, bo jest na niej najwięcej rzeczy z nią związanych. Zaczynasz dzień i dopadają cię sprawy mało wzniosłe. Kończysz dzień i chcesz czytać książkę, a w międzyczasie zastanawiasz się nad swoją sytuacją mieszkaniową, priorytetami w życiu, nad tym, co u twoich przyjaciół. To jest płyta bardzo mocno bazująca na codzienności i w mniejszym stopniu na jakimś nieuzasadnionym smutku - patrzysz na trawę i bazie uleciały i to dla ciebie pomysł na piosenkę. Dla mnie jest to żaden temat.

A miałeś jakiś rytuał przy tworzeniu "Ała."? Wytworzyła się jakaś powtarzalność w twoim życiu?

- Nie. Żadnego rytuału codziennego poza kawą nie mam. Myślę, że kawa napędza każdą moją płytę. Napędza ją też samotność w nocy, kiedy świat już poszedł spać.

Skąd pomysł, aby zaprosić Dawida na płytę?

- Z potrzeby mocnego, męskiego głosu. Potrzebowałem chórku i chciałem człowieka, który ma wszystko, czego chciałem. Musiał mieć też ten głos osobowość i poglądy pasujące do utworu.

Podsiadło, Szafrańska, Osińska i Kortez to wykonawcy, z którymi miałeś w ostatnim czasie okazję współpracować i których łączy przeszłość w talent show. Myślisz, że skoro tyle interesujących postaci wychodzi z programów telewizyjnych, to powinny mieć one racje bytu, czy jednak powinny ustąpić miejsca internetowi?

- Kompletnie mi to nie przeszkadza. Nie przydają mi się na nic te programy. Jeżeli ktoś mi mówi "zobacz sobie, bo ona wystąpiła w talent show", to jest to dla mnie okazja, aby zobaczyć, jak ktoś śpiewa na żywo i się tym pocieszyć, ale to nic w moim życiu nie zmieni. Natomiast, jak pewnie wiesz, dla mnie najważniejsze są płyty. Więc bez znaczenia czy ktoś ładnie wykonał piosenkę Diany Ross, bo album tej wokalistki nie będzie miał z Dianą Ross nic wspólnego. Wymienione przez ciebie postaci stały się dla mnie ważne wraz z pierwszą swoją piosenką. Talent show coś zmienił w ich życiu, ale ja i tak, nawet Dawida, w żadnym odcinku nie widziałem.

W Stanach rekordy popularności biją utwory raperów nagrywane z gwiazdami pop. Kendrick Lamar z Taylor Swift i Maroon 5, Kanye West z Katy Perry czy chociażby Eminem z Sią. W Polsce mariaż popu z rapem nie jest tak nasilony i niektórzy podchodzili do tego sceptycznie, ale to powoli się zmienia. Myślisz, że takie utwory, jak twój z Dawidem, mogą dać o sobie znać w mainstreamie?

- Być może. Nie mam pojęcia, jak było z tymi przebojami, które wymieniłeś, ale utwór z Dawidem powstał u mnie w kawalerce, w mojej głowie, z tą linią melodyczną śpiewaną przeze mnie. Ten utwór i tak byłby ważnym ogniwem na mojej płycie, więc też zależy mi na tym, aby nie było jakiejś otoczki, że ktoś gdzieś ten numer wyprodukował i nastąpiły jakieś poważne telefony z wytwórni. Miałem Foxa w zespole i podarował mi piękny bit, sytuacja raczej rapowa niż popowa.

Mówisz o śpiewanych refrenach. Zastanawia mnie, czy brałeś jakieś lekcje śpiewu przed nagraniami? Bo jest na niej, jak sam stwierdziłeś, mnóstwo twojego wokalu i całe "Ała.", przynajmniej dla mnie, można odbierać, jako album niemalże wokalny.

- Myślę, że jest to jednak bardziej raperska płyta, acz trudno ustalić teraz proporcje. Chociaż śpiewania jest na pewno sporo. Trenuję swój głos, ale mam jeszcze bardzo dużo do nauczenia się. A samo zainteresowanie się śpiewaniem wynika ze zmęczenia jedną formułą i potrzeby zmiany.

Numer "Czy ty to ty" udało wam się rozpropagować w sieci dzięki głosowaniu na propozycję gościnnej zwrotki. Myśleliście, żeby zebrać wszystkie warianty singla i stworzyć z tego jakąś EP-kę w wersji fizycznej?

- Nie. Ale może gdyby pojawiły się remiksy tego utworu, to może coś by z tego wyszło. Myślę, że przesłuchanie 10 utworów z tym samym bitem i tym samym aranżem, mogłoby sprawić, że nawet najwierniejszy fan chciałby nas zaje*ać za usiłowanie sprzedania mu dwa razy czegoś, co ma w sieci za darmo.

W numerze pada również stwierdzenie, że mieszkałeś obok Dody...

- Doda mieszkała obok nas... Żebyśmy mieli jasność. Osiedle, które znajduje się za płotem powstało z przekształcenia pola ziemniaków w ekskluzywne, według niektórych, a na pewno nowoczesne osiedle. Na ile ono jest naprawdę piękne, pozostawiam to indywidualnej ocenie osoby, która je odwiedzi. A nie jest to takie proste, gdyż jest to osiedle strzeżone po zęby.

Rozumiem, że nie pałasz sympatią do takich "tworów"?

- Nie. Są według mnie ultra-śmiesznymi osiedlami, chociaż zakładam, że w planach miały być mega groźnymi miejscami.

Ale nie planujesz rozkręcać jakiejś akcji przeciwko takim nowopowstałym osiedlom?

- W żadnym wypadku. Nie jestem dobry w angażowaniu się w akcje społeczne, za późno wstaję. Dużo lepiej idzie mi rozmowa z ludźmi nocą i tworzenie muzyki. Myślę, że wystarczy, że cisnę strzeżonym osiedlom już od płyty "Kandydaci na szaleńców". To jest mój wkład w tę debatę.

W "Świeżaku" wspomniałeś historię poznania się z Eldo, do czego doszło na IRC-u. Mógłbyś ją rozwinąć?

- Nie wiem skąd, ale dowiedziałem się o takim kanale, który zbierał, jakby to ująć, progresywnych raperów, DJ-ów i producentów, z podobnym poczuciem humoru i preferencjami muzycznymi. I tam dowiedziałem się o jak najbardziej realnych ustawkach tych osób, które w internecie produkowały się literkami. W przypadku Dizkreta czy Eldo, byli to już ludzie po płytach. W związku z tym dowiedziałem się, gdzie się spotykają i z głupia frant zacząłem im wręczać kasety demo.

I jakie były pierwsze opinie?

- No nienajgorsze. Dlatego też na płytę Flexxipu udało się zaprosić Pezeta i Dizkreta, ponieważ już wiedzieli, że jesteśmy zespołem rokującym. Oczywiście nadal naiwnym i nieopierzonym, ale rokującym.

Zakończmy czymś miłym, czyli książkami. Czy można spodziewać się wydania osobno zbioru felietonów, który dołączony był do edycji specjalnej "Ała."?

- Nie będzie dodruku. Być może jako kompilacja pierwszego i drugiego zbioru kiedyś, ale te felietony, które są dodane do płyty "Ała." wyszły w limitowanym nakładzie i nie planujemy go powiększać.

A czy są może jakieś odległe lub bliższe plany, aby nakręcić teledysk do utworu "Book Please", który dajmy na to, promowałby czytelnictwo.

- To jest przede wszystkim promocja czytelnictwa dla mnie, bo on pokazuje, że to przede wszystkim ja czytam za mało. Być może powstanie do tego teledysk. Są różne pomysły, niektóre kuszące, na jeszcze kilka klipów promujących album "Ała", ale na razie niech pozostaną tajemnicą.

***Zobacz materiały o podobnej tematyce***

Dowiedz się więcej na temat: Ten Typ Mes

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje