Scorpions: Nikt nam nie dał odejść

Niesłabnące zainteresowanie fanów sprawiło, że świętująca 50-lecie kariery niemiecka grupa Scorpions nie składa broni. 29 lipca formacja wystąpi w Atlas Arenie w Łodzi.

Rudolf Schenker (Scorpions) w akcji

Przypomnijmy, że na czele formacji z Hanoweru stoją wokalista Klaus Meine oraz gitarzyści Rudolf SchenkerMatthias Jabs. Sekcję rytmiczną tworzą Polak Paweł "Baby" Mąciwoda (basista w zespole występuje od 2004 r.) oraz szwedzki perkusista Mikkey Dee (wieloletni muzyk Motorhead oficjalnie zastąpił Jamesa Kottaka w połowie września 2016 r.).

Reklama

Pod koniec listopada 2017 r. Scorpions wypuścili składankę "Born To Touch Your Feelings - Best Of Rock Ballads". Poza dobrze znanymi balladami zespół zaprezentował dwa całkowicie premierowe utwory.

Napisany przez Rudolfa Schenkera "Always Be With You" powstał po urodzinach najmłodszego syna gitarzysty i opowiada historię o życiowych zmianach. "Melrose Avenue" autorstwa Matthiasa Jabsa z kolei zawdzięcza swoją nazwę najsłynniejszej ulicy w Los Angeles.

W ub. r. grupa dwukrotnie odwiedziła Polskę - w czerwcu była główną gwiazdą Tauron Life Festival Oświęcim, a 1 grudnia zagrała dla kilkunastu tysięcy fanów w Ergo Arenie w Gdańsku/Sopocie.

Poniżej znajdziecie zapis wywiadu z Rudolfem Schenkerem i Matthiasem Jabsem przeprowadzonego przed występem Scorpions w Gdańsku/Sopocie.

Rudolf, jesteś ze Scorpions od samego początku, ponad 50 lat na scenie! Parę lat temu zespół zadecydował o przerwaniu kariery, tymczasem coś się stało, bo znów się spotykamy.

Rudolf: - Co się stało? Nikt nam nie dał odejść. Przez czysty przypadek, oczekiwania i przerwaną trasę Farewell w Monachium. W 2012 roku, 10 stycznia zadzwonili z MTV Unplugged: "Panowie, byłoby super coś nagrać". Oczywiście! To był dobry pomysł, tym bardziej, że próbowaliśmy zagrać Unplugged w latach 80. i na początku lat 90., ale kiedy wychodzili do nas z tą propozycją, byliśmy wiecznie zajęci.

Znaleźliśmy idealny moment. Wydaliśmy naprawdę dobry album "Sting in the Tail", mieliśmy właściwych producentów, wzięliśmy się za siebie. Stwierdziliśmy, że byłby to idealny akcent na zakończenie tej trasy. Zaczęliśmy nad tym pracować, przekonaliśmy MTV Unplugged - będąc w studiu przed 50-osobową publiką - aby zrobić to w Atenach przed czterema tysiącami ludzi. MTV stwierdziło "Tak, czemu nie!" i tym sposobem nagraliśmy MTV Unplugged, które rozeszło się po całym świecie, ze sporym sukcesem. Potem przyszła 50. rocznica. Nasz menedżer stwierdził, że bylibyśmy głupcami, nie świętując tego jubileuszu.

Zadał nam jedno pytanie: "Kto jeszcze jest 50 lat na scenie?! Rolling Stones, The Beach Boys i The Who. Biorąc to pod uwagę i fakt, że pochodzimy z Niemiec, świętowanie 50-lecia kariery muzycznej, kiedy nikt nie wierzył na początku, że zespół z Niemiec może coś takiego osiągnąć, a teraz dalej kontynuować, to trochę jak cud.

Cały świat, ludzie, promotorzy chcieli, abyśmy wyjechali w trasę. Nowe pokolenie nas przekonało. Wraz ze startem trasy Farewell, ruszył nasz fanpage na Facebooku. Zdobyliśmy milion followersów, ale zauważyliśmy, że aż 80% z nich to osoby w wieku 16-28 lat. Zastanawialiśmy się już wcześniej, skąd bierze się tyle młodych osób pod sceną, no i teraz już wiemy! Nasza muzyka i wizerunek, a do tego klipy na You Tube sprawiają, że ludzie chcą nas zobaczyć.

Myślę, że to jest fantastyczne, kiedy rutyna przestała działać, a muzyka nabrała nowej energii. No i teraz mając w składzie Mikkey Dee, nowego perkusistę, mamy nowy rodzaj energii. My to kochamy, ludzie to kochają, więc wróciliśmy z nowym albumem "Return To Forever" i oto jesteśmy! Nie wiem ile to "forever" potrwa, ale sami się przekonamy.

To już trzecie pokolenie, dla którego gracie. Łatwo znaleźć motywację, żeby być na scenie przez tyle lat?

Matthias Jabs: - Jesteśmy w tej wyjątkowej sytuacji, o której Rudolf wspomniał. Zwiększająca się liczba fanów, którzy wydają się być coraz młodsi, to bardzo motywujące. Zaczynamy coś nowego, mamy szansę jako zespół, aby grać po 50 latach dla relatywnie młodej publiki.

Graliśmy w całej Skandynawii, wszystkie koncerty były wyprzedane. Tutaj w Polsce już od wielu lat odnosimy spory sukces. Przyciągamy uwagę ludzi. Mamy pewność, że danego wieczoru możemy spodziewać się publiki, która czuje tę muzykę, wnosi niesamowitą energię i śpiewa z nami. Jest ich zawsze dużo. Wiemy, że atmosfera na hali będzie genialna i to czysta przyjemność grać te wszystkie utwory bez końca. Nie zmieniamy programu pod każdy występ, ale to ludzie stanowią różnicę.

Skupiając się na publice w Polsce. W 2017 roku już raz u nas zagraliście, ale nawet to nie powstrzymało to ludzi od kupna kolejnych biletów na koncert w tym samym roku. Traktujecie to jako fenomen, czy czujecie specjalną więź z Polakami i fanami tutaj?

Rudolf: - Myślę, że ludzie zdają sobie sprawę, że idąc na koncert Scorpions spędzą fajnie czas. To nie tylko muzyka, którą kochają, ale rozrywka dla nich samych. My na scenie dajemy z siebie wszystko, aby mogli przeżywać ten koncert. To świetne show, więc mogą się naprawdę dobrze zabawić wieczorem. To było bardzo widoczne w szczególności podczas trasy "Farewell". Wielu fanów przyszło na lotnisko, przynieśli prezenty, byli wzruszeni.

Lubisz to?

Rudolf: - Mamy fantastyczne życie, naprawdę wyjątkowe i genialnych fanów. To wszystko pomogło nam w kontynuowaniu kariery. Publika dała nam możliwość spojrzenia na zespół z zewnątrz. Genialna rzecz, bardzo doceniamy to, że mamy tylu fanów i podjęliśmy decyzję, żeby grać dalej. Cieszymy się z tego.

Skoro wspomniałeś, że macie genialne życie, chciałabym poznać trzy, waszym zdaniem, najlepsze zalety bycia członkiem zespołu rockowego.

Matthias: - Masz genialną możliwość, aby przerodzić pasję w hobby, a następnie w profesję. Robisz to, w czym jesteś najlepszy i zarabiasz tym na życie. Druga kwestia, to podróżowanie po świecie. Genialny skutek uboczny. Ponadto można poznać wielu interesujących i przyjaznych ludzi. To są te trzy kwestie, które sprawiają, że życie staje się wyjątkowe.

Słyszałam, że kobiety zaliczają się do waszej listy top 3 zalet rockowego życia.

Rudolf: - Mówiąc o kobietach, masz na myśli Mikkey Dee? (śmiech) On jest naszym numerem jeden.

Matthias: - Kiedy mówiłem o poznawaniu interesujących osób z całego świata, miałem oczywiście na myśli kobiety.

Co roku gracie w bardzo wielu krajach na różnych kontynentach. Jesteście w stanie spamiętać chociaż jeden detal z każdego show? Czy jest to raczej niemożliwe?

Matthias: - Rozmawiamy o tym między sobą, przypominamy sobie pewne kwestie z przeszłości. Mamy fajne wspomnienia. Pamiętamy wiele charakterystycznych detali. To może być po 45 latach, a dalej reagujemy "o tak! pamiętam!". Całkiem dobrze nam to idzie. Nasz zespół w tej chwili gra w tylu krajach, w ilu nie gra żaden inny zespół na świecie.

Dowiedz się więcej na temat: Scorpions

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje