"Rastaman w jarmułce"

Matisyahu to żydowska wersja imienia Matthew i jednocześnie artystyczny pseudonim Matthew Paula Millera, ortodoksyjnego chasydzkiego Żyda, wykonującego reggae i dancehall. Fani ostrzejszych brzmień mogli go poznać za sprawą gościnnych występów na płycie "Testify" (2006) chrześcijańskich rockmanów z grupy P.O.D. Wokalista zadebiutował koncertową płytą "Live At Stubb's" promowaną singlem "King Without A Crown", który również znalazł się na studyjnym albumie "Youth" (2006). Płytę, która trafiła do pierwszej dziesiątki zestawienia bestsellerów "Billboard 200" wyprodukował ceniony jazzowy basista Bill Laswell. Z okazji premiery płyty z Matisyahu rozmawiał Maciek Rychlicki, który usłyszał od artysty między innymi o związku muzyki z wiarą, reakcji publiczności na specyficzny image artysty i byciu idolem młodzieży.

Kiedy Matthew [Miller - rodzone imię artysty - przyp. red.] stał się Matisyahu?

Reklama

Stało się to jakieś cztery lata temu, miałem wtedy 22, może 23 lata. Stałem się bardzo religijny, zacząłem rozumieć znaczenie religii, w jakiej zostałem wychowany. Dowiedziałem się, że kiedy Żydzi byli niewolnikami w Egipcie, przy życiu ich kulturę utrzymywał język hebrajski. Stąd tak ważne okazało się dla mnie hebrajskie znaczenie mojego imienia, mające w założeniu reprezentować moją duchowość. W ten sposób chciałem znaleźć się bliżej swojej religii, kultury.

Czy uważasz, że muzyka, którą wykonujesz, służy jakiemuś konkretnemu celowi? Kiedykolwiek próbowałeś przez nią nauczać?

W mojej muzyce bardzo dużą rolę odgrywają słowa, nie da się więc uniknąć formułowania pewnych przesłań czy wyrażania przekonań religijnych. Zazwyczaj w głowie najpierw rodzi mi się temat na dany utwór, a potem powstaje do niego muzyka, która jest jakby uatrakcyjnieniem całej wypowiedzi. Z czasem nabiera równie ważnej wartości.

Czy znasz ludzi, którzy nawrócili się na judaizm słuchając Matisyahu?

Tego nie wiem, wiem natomiast, że cześć z nich stała się dzięki mnie bardziej religijna. Ale to nie jest moim celem, nikogo nie namawiam do swojej religii. Oferuje słuchaczom pewną wiedzę w tym temacie, bo w dzisiejszych czasach ludzie mają bardzo mgliste pojęcie na temat judaizmu. Istotna jest jego historia, nawiązanie do kultury - to jest ta esencja, którą staram się przekazać w jak najmniej tradycyjnej formie. Formie, w której ludzie łatwiej mogą się odnaleźć. A potem samemu zadecydować czy chcą poszerzyć swoja wiedzę w tym temacie.

A skąd decyzja, żeby formą tą była właśnie muzyka reggae?

Nie będzie to może oryginalne, ale do reggae przekonał mnie Bob Marley. Potem byli jeszcze: Sizzla, Buju Banton, Capleton.

Ale co skłoniło cię nie tylko do słuchania, ale i tworzenia reggae?

Zawsze chciałem tworzyć muzykę. To było dla mnie coś zupełnie naturalnego.

Nie ciągnęło cię w stronę heavy metalu?

W życiu (śmiech)!

Dowiedz się więcej na temat: muzyka | tory | Live | publiczność

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje