"Nacieranie głowy smalcem"

Na Ziemi nie dzieje się zbyt dobrze, dlatego przybyli "oni". Tajemnicze, bliżej niezidentyfikowane postacie z kosmosu, które drobiazgowo obserwują naszą wyniszczoną i zanieczyszczoną planetę. Chyba jest naprawdę niewesoło, skoro nazywają nas bakterią i wirusem homo sapiens, który przyczynia się do śmierci środowiska, w którym żyje. Jaką mają misję? Co próbują nam powiedzieć, co próbują nam uświadomić? Przekonajmy się. Przyjrzyjmy się bliżej tajemniczym agentom, przyjrzyjmy się też bliżej... samym sobie. Z L.U.C. i Rahimem rozmawiał Filip Rauczyński ("Magazyn Hip Hop").

Z początku zastanawiałem się, co sprawiło, że postanowiliście razem nagrać płytę, ale szybko mi przeszło, bo wasze wspólne zajawki wcale nie są tajemnicą. Zastanawia mnie natomiast, skąd wziął się pomysł na sam koncept krążka i kto był pomysłodawcą jego myśli przewodniej...

Reklama

L.U.C: Osobiście podtrzymuję tezę, iż pomysły wydobywam z małego rowka pod rzęchotką lewego łokcia. Nadałem temu wszystkiemu jakąś para fabułę, wiesz, złamanie interkosmicznego artykuliterografu, itp. Myślę jednak, że po "2 Pokojach" było jasne, że będziemy z Rahem rozkminiać o ludziach jako pewnych tworkach. Trzeba było jednak pójść kilka kroków dalej. Jakoś poprzez wstępne bicie piany i rozkminy mailowe zrodził się taki pomysł, żeby zrobić płytę o ludzkości, ale spojrzeć na nią z zupełnie innej perspektywy. Więc spojrzeliśmy z kosmosu. Dlatego właśnie to nasza najdroższa produkcja - bowiem oprócz tego, że za pomocą Rosyjskiej Agencji Tanich Lotów kosmicznych musieliśmy się dostać na orbitę, to musieliśmy jeszcze ściągnąć i nagrać tam orkiestrę symfoniczną. Dostaliśmy grupową zniżkę, ale i tak nie zwróci nam to kosztów. Znów produkcja dla idei.

Rahim: Nasze mózgi były inicjatorami całego przedsięwzięcia. Już kilka lat temu synapsy zaczęły się samoistnie konektować. Ten proces z czasem się spotęgował, a gdy już ich większość objęła wspólne stanowisko, zasiedliśmy nad tym LP.

Bez wątpienia łączy was to, że tworzycie muzykę awangardową, inną... Jednak muzycznie wasze wcześniejsze dokonania w stosunku do siebie mają się nijak. Czy można zatem powiedzieć, że "Homoxymoronomatura" jest wspólnym mianownikiem w muzyce, żeby nie powiedzieć - muzycznym kompromisem?

L.U.C: Hmm... I tak i nie... Na pewno niektóre bity robiłem trochę pod Rahima, czyli bardziej hiphopowo. Kilka bardziej breakowo-jazzowych bitów wyrzuciłem z albumu, bo to nie był jego klimat. Ale spoko, mój chomik do nich nagrywa szum kołowrotka. Pod tym względem więc pewnie jest to jakiś wspólny mianownik. Ale nie było tu żadnych męczarni i robienia czegokolwiek na siłę. Nagraliśmy się do tych bitów, które podobały się nam obu. Reszta zostaje na razie tajemnicą.

Rahim: Myślę, że pomimo różnic w codzienności twórczej, mamy ze sobą wiele wspólnego. Najważniejszym aspektem są korzenie psycho. Naszą drogą jest eksperyment i ciągłe poszukiwanie. Nasza misja to brnięcie pod prąd i wbrew trendom, regułom, zasadom. Mamy również bliskie filozofie życiowe. To chyba idealne czynniki do współtworzenia. Znalezienie wspólnego mianownika nie było dla nas rzeczą trudną. Wręcz odwrotnie - poszło nam bardzo lekko, łatwo i przyjemnie, choć słyszalny efekt jest odwrotnością tych epitetów.

W takim razie czyich zajawek jest więcej na tej płycie? Tak patrzę na te wszystkie zakręcone tytuły, na dosyć hermetyczny klimat i na podkłady, i odnoszę wrażenie, że więcej na tej płycie L.U.C.a niż Raha. Mylę się?

L.U.C: W naszym duecie ogólnie jest mnie niby trochę więcej - niby, bo mimo, że jestem bardziej ekspresywny i wyższy, Rahu waży więcej (śmiech), więc u niego więcej treści chyba, a u mnie szału, lotu i ekspresji, zresztą ktoś już to nawet gdzieś powiedział. Tak się uzupełniamy, kontrastujemy - jak się okazało - również na scenie. Faktycznie podczas produkcji tego albumu Rah robił jeszcze DynamoL i w ogóle początkowo miał bycze problemy z czasem, więc ja byłem głównym producentem albumu - produkowałem muzę, napisałem już sporo tekstów i refrenów, pracowałem z muzykami, grafikami itp. przez rok i to dlatego pewnie czuć tu troszkę więcej mojej zajawki. Ale konceptualnie i lirycznie to absolutnie nasze wspólne dzieło.

Rahim: Pomijając już sferę muzyczną i czasoprzestrzeń, to płyta nawet w proporcjonalnym udziale każdego z nas jest bardzo prawdziwa. To odzwierciedla nasze temperamenty, bytność dnia codziennego i zaangażowanie w komentowanie otaczającej nas rzeczywistości. L.U.C jest żywiołowy, rozbiegany, często chaotyczny, ma milion kwestii do powiedzenia i miliard abstraktów do obrzucenia nimi świata wokół siebie. Ja jestem spokojniejszy, stonowany, mniej mówię - więcej analizuję w głowie, jestem bardziej przyziemny i w sumie odzywam się wtedy, kiedy (i na tyle ile) muszę. Mus ten generują wewnętrzne bodźce. Tak to pokrótce się ma.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje