"Na scenie hiphopowej miałem już swoje pięć minut"

Obecny na scenie od ponad dekady DJ, dziennikarz, organizator, wykładowca oraz spec od zagadnień technicznych. Co poza tym? Człowiek znudzony konwencjonalną i przewidywalną muzyką, którego cechuje nie tylko wyjątkowe poczucie humoru, ale i daleko idąca pokora i samokrytyka, której mógłby nauczać wielu kolegów po fachu. Sprawdźcie wywiad z DJ-em Trakmajstrem - przedstawicielem ginącego już niestety gatunku DJ-ów, którzy konsekwentnie od lat grają imprezy i tworzą mixtape'y tylko i wyłącznie w oparciu o winyle. Z Trakmajstrem rozmawiał Filip Rauczyński ("Magazyn Hip Hop").

Na początku spójrzmy na to, co dzieje się na okładce twojego nowego mixtape'u. Impreza: napi***alający się kolesie, metr dalej ktoś wymiotuje. Dalej na sali - ktoś pali jointa, dziewczyna robi typowi laskę za stołem, gdzieniegdzie imprezowicze, którzy zaliczyli zgona. Za deckami nasz niestrudzony DJ Trakmajster z dosyć niewyraźną miną, a pod sceną pięć bawiących się osób...

Reklama

No cóż, jaki DJ, taka frekwencja (śmiech). Okładka tego mixtape'u przedstawia imprezową historię. Na pomysł, żeby ją przedstawić w sposób prześmiewczy, za pomocą "śmiesznej kreski", wpadł mój kolega - undergroundowy raper i rysownik Paduch. Ja natomiast wymyśliłem sam patent: przód okładki przedstawia początek imprezy, gdzie wszyscy się bawią, na rozkładówce impreza trwa i wszystko jest OK, natomiast na tylniej okładce impreza się "kończy"...

Mam nadzieję, że grane przez ciebie imprezy nie wyglądają tak jak na tej okładce (śmiech)...

Patrząc z perspektywy tych wszystkich lat, myślę, że sceny zawarte na okładce tego mixtape'u przewijały się jakoś przez imprezy, na których grałem. Może nie w aż takim nasileniu, że wszystko na jednej imprezie, ale zdecydowanie wszystkie te sceny miały miejsce.

O okładkę i grane przez Ciebie imprezy zapytałem nie przez przypadek. Jakiś czas temu napisałeś dosyć gorzki felieton, w którym mocno skrytykowałeś stan organizacji polskich imprez i koncertów. Powiedz, czy od tamtego czasu coś się zmieniło? Zauważyłeś poprawę?

Tak, wydaje mi się, że stan polskich koncertów czy imprez zmienił się na lepsze z takiego względu, że jest ich po prostu coraz mniej. Zostało już tylko kilka miast, w których na dobrym poziomie robione są regularnie koncerty hiphopowe...

Czyli zmiana na gorsze ostatecznie okazała się zmianą na lepsze? Jeżeli już mają być kiepskie imprezy, to lepiej, żeby ich w ogóle nie było?

Dokładnie. Wydaje mi się, że wszyscy na tym zyskają. Wizerunkowo hip hop zyska na tym na pewno, również sami artyści i słuchacze. Jeżeli już mają być jakiekolwiek imprezy, to niech będą organizowane w profesjonalny sposób - tak, aby raperzy czy DJ-e przyjeżdżający na koncert mogli bez problemów zaprezentować swój repertuar, zrobić swój show, a ludzie otrzymywali jakość, za którą płacą, kupując bilety. Wydaje mi się, że takie rozwiązanie jest najlepsze. Często zdarzało mi się, że w ciągu jednego miesiąca jechałem do trzech różnych miast, gdzie na jednej imprezie grał np. Peja, na drugiej Grammatik, na trzeciej jeszcze ktoś inny - a każda z nich była dosłownie zjebana. Później klub nie chciał w ogóle słyszeć o organizowaniu imprez hiphopowych, bo np. grafficiarze się opili i pomalowali na fazie kible, a nikt przed koncertem nie pogadał z chłopakami, żeby tego nie robili. Impreza musi być zrobiona profesjonalnie, żeby ludzie chcieli znowu przyjść za tydzień czy za miesiąc do danego klubu i chcieli zapłacić za bilet. To samo tyczy się artystów, którzy wolą - nawet za niższą stawkę - grać w sprawdzonych miejscach, gdzie mają optymalne warunki pracy.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje