Meghan Trainor: Siłę czerpie się z dzielenia się nią z innymi

- Wygrałam Grammy, wszystko dobrze się układało, zakończyłam trasę, a później znowu wszystko się popsuło. Ze względu na operacje zaczęłam miewać napady paniki, zdiagnozowano u mnie depresję - opowiada Meghan Trainor, która jeszcze w tym roku planuje wydać trzecią płytę, którą promuje singlem "No Excuses".

Meghan Trainor przygotowuje się do wydania trzeciego albumu

Meghan Trainor to amerykańska wokalistka, która furorę w Stanach Zjednoczonych zrobiła za sprawą singla "All About That Bass", który przez osiem tygodni utrzymywał się na pierwszym miejscu listy Billboard i stał się jednym z największych hitów 2014 roku. Piosenkarka na swoim koncie ma dwa albumy studyjne - "Title" (2015 r.) i "Thank You" (2016 r.), nagrodę Grammy w kategorii nowy artysta oraz milionową publikę na całym świecie.

Kasia Gawęska, Sony Music Poland: Chciałabym się cofnąć do początków twojej kariery. Kiedyś wydawałaś płyty jako artystka niezależna. Kiedy poczułaś, że coś się zmienia?

Reklama

Meghan Trainor: - Sama pisałam wszystkie piosenki, które następnie prezentowałam w różnych konkursach, gdzie oceniało je jury. Cieszę się, że moi rodzice angażowali mnie w takie inicjatywy. Na jednym z takich wydarzeń usłyszałam, że tego roku ktoś podpisze ze mną kontrakt. Puściłam to mimo uszu, ale rzeczywiście tak się stało. W wieku 18 lat zostałam profesjonalną autorką piosenek. Postanowiłam wtedy, że nie pójdę na studia, że zostanę w branży muzycznej i będę się uczyła, jak to funkcjonuje. Wreszcie napisałam "All About That Bass", które usłyszeli przedstawiciele Epic Records i zaproponowali mi kontrakt. Nagle spełniło się moje marzenie i zostałam artystką. Teraz to samo marzenie spełnia się codziennie.

Dzięki "All About That Bass" poznał cię cały świat. W tym utworze, tak jak w "No Excuses", mocno wspierasz kobiety. Taki był plan? Pisałaś o własnym życiu?

- "All About That Bass" to opis mojej sytuacji. W branży muzycznej było kilka osób, które mnie nie szanowały. Nie reagowałam, nie wiedziałam, że to mój obowiązek, więc napisałam o tym piosenkę. Patrząc na to, co się dzieje na świecie, jakie problemy mamy z równością, uznałam, że chcę, żeby singlem był ten kawałek, a nie kolejna piosenka o miłości. To było dla mnie ważne - wydać energiczny utwór do zabawy, ale z ważnym przesłaniem, o szacunku.

Kobiety mówią ci, że zmieniłaś jakoś ich życie, dodałaś im pewności siebie?

- To szaleństwo, jak często słyszę dobre rzeczy od kobiet z całego świata. Ostatnio powstał hasztag #MTNoExcuses. Codziennie go obserwowałam, tak samo jak filmiki i zdjęcia, na których oznaczali mnie fani. Wielu z nich nagrywało, jak odtwarzają mój układ taneczny z "No Excuses". Cieszę się, że dzięki mnie ludzie tańczą, bawią się, czują się pewni siebie. Siłę czerpie się z dzielenia się nią z innymi.

Ostatnio rozmawiałam na ten temat z wieloma artystkami i wszystkie mówią, że trudno im funkcjonować w show-biznesie. Jak sobie z tym radzisz?

- Jak utrzymuję się przy życiu? Wiem o czym mowa. Mam przy sobie swoją rodzinę. Robimy wiele ciekawych rzeczy. Teraz jesteśmy w Londynie, więc byłam na London Eye. Kiedy jest przy mnie rodzina, czuję się bardziej jak na wakacjach niż jak w pracy. Ale to prawda, że cały czas muszę przypominać sobie, że prowadzę firmę, jestem szefową, zatrudniam i zwalniam ludzi. To straszne. Muszę być dużą dziewczynką i bez przerwy podejmować decyzje. Czasami jest trudno. Terapia - terapia to odpowiedź na problemy.

Zanim wydałaś "No Excuses", zniknęłaś - miałaś operacje. Co się z tobą działo? Bałaś się, że już nigdy nie zaśpiewasz?

- Zdecydowanie. Ze względu na pierwszą operację odwołałam trasę koncertową i zawiodłam mnóstwo fanów, co najbardziej mnie bolało. Przed drugą operacją musiałam zrezygnować jeszcze z trasy radiowej. Wygrałam Grammy, wszystko dobrze się układało, zakończyłam trasę, a później znowu wszystko się popsuło. Ze względu na operacje zaczęłam miewać napady paniki, zdiagnozowano u mnie depresję. Wszystko przez to, że bałam się, że wszyscy o mnie zapomną albo że mój głos będzie brzmiał zupełnie inaczej. Moi fani mimo to ciągle mnie wspierali i dzięki nim poradziłam sobie z tymi trudnymi chwilami.

Dzięki temu powróciłaś z "No Excuses" i bardzo kolorowym teledyskiem. Potrzebujemy w muzyce i w życiu więcej kolorów?

- Tak! Chcę, żeby na naszych ekranach pojawiały się tęcze, piękne pastelowe kolory, chcę promować szczęście. Nie chciałam, żeby teledysk był zbyt agresywny. Moją pewność siebie i osobowość widać w klipie, ale zostały one zrównoważone przez delikatne efekty wizualne.

Wiem, że nie możesz jeszcze zdradzać szczegółów dotyczących płyty, ale może opowiesz mi trochę o procesie tworzenia albumu? Czułaś presję, żeby stworzyć kolejny hitowy krążek?

- Nie czułam presji. Wiem, że potrafię pisać przeboje i oczywiście chcę, żeby ludziom spodobała się moja płyta. Chcę, żeby moi fani dorastali wraz ze mną, dlatego pragnęłam nagrać bardziej dojrzały album, ale z ważnym przesłaniem. Miałam wiele celów związanych z tą płytą i przede wszystkim z singlem. Rozbiłam bank, poszło mi wspaniale, jestem bardzo dumna z "No Excuses" i dlatego tak mocno go promuję. Chcę, żeby wszyscy usłyszeli ten utwór. Sam album jest super, naładowany energią. Jestem szalenie zakochana w moim partnerze, więc na płycie jest dużo piosenek o miłości, wiele utworów dotyczących szacunku do samych siebie, tanecznych kawałków i tylko jedna ballada, która was wzruszy.

Ta płyta będzie się różniła od poprzednich?

- Na razie na krążku jest tylko jeden featuring - z moim tatą Garym Trainorem. Gra na pianinie...

Naprawdę?

- Tak, wiem, że to słodkie! Album jest bardzo spójny, rodzinny, wszystkie piosenki do siebie pasują. Zwykle moje utwory były utrzymane w wielu gatunkach, ale ten album jest rodzinny. Efekt końcowy jest bardzo piękny. Wszyscy spełnili moje wizje, moja rodzina śpiewa chórki. Dzięki temu ta płyta jest dla mnie jeszcze ważniejsza niż poprzednie. Czuję, że to nasz album, a nie tylko mój.

Dowiedz się więcej na temat: Meghan Trainor

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje