Marta Zalewska: Debiutowałam u boku Majki Jeżowskiej

Wschodząca gwiazda polskiej muzyki, Marta Zalewska, przyjęła rolę prowadzącej w talent show Jedynki "Hit Hit Hurra!". Imponuje swoją wszechstronnością - jest wokalistką, kompozytorką, autorką tekstów, gra na wielu instrumentach. Prywatnie pasjonatka motocykli i tatuaży.

Marta Zalewska na koncercie Debiutów w Opolu w 2016 roku

Czy gdy patrzysz na małych wokalistów występujących w "Hit Hit Hurra!" widzisz samą siebie sprzed lat?

Reklama

Marta Zalewska: - Zdecydowanie tak. Przypomina mi się mój debiut wokalny, który szczęśliwym trafem zaliczyłam w Sali Kongresowej. Gdy miałam sześć lat śpiewałam w duecie z Majką Jeżowską w cyklu koncertów mikołajkowych. Było to związane z promocją jej płyty "Kochaj czworonogi", na której są dwie piosenki z moim udziałem. Pamiętam, że artystka wzięła mnie za rękę na pierwszym koncercie i wprowadziła na przeolbrzymią, jak mi się wówczas wydawało, scenę. Później wystąpiłam w programie "Od przedszkola do Opola", w odcinku właśnie z Majką Jeżowską.

Co pomyślałaś, gdy dowiedziałaś się, że będziesz jednym z prowadzących nowego programu Jedynki?

- To był szok połączony z radością i niedowierzaniem. Bardzo lubię mówić i rozmawiać z ludźmi, nie boję się tego, ale z zawodu jestem muzykiem i tym zajmuje się od zawsze. Nie przypuszczałam, że dostanę szansę pracy w telewizji od razu w programie tak dużego formatu. Czułam wdzięczność w stosunku do producentów i reżysera, że odważyli się wybrać kogoś, kto nie ma doświadczenia prezenterskiego. Usłyszałam, że szukali kogoś z zewnątrz, kogoś świeżego, kto jest muzykiem i będzie rozumiał uwagi wygłaszane przez jurorów.

Jurorką w "Hit Hit Hurra!" jest Edyta Górniak. Czy obawiałaś się współpracy z tą diwą polskiej sceny muzycznej? Na jej temat krąży tyle plotek.

- Słyszałam różne opinie na temat Edyty od muzyków, którzy z nią współpracowali. Mówi się, że jest wymagająca, że wie, czego chce, nie lubi iść na kompromisy, że często zmienia grające u siebie ekipy. Ja nie miałam wyrobionego zdania na jej temat. Nadal, po tych kilkudziesięciu spędzonych godzinach razem, nie mogę powiedzieć, że się znamy. Jednak bardzo szybko zaimponowała mi swoją błyskotliwością i refleksem. Jest też bardzo sympatyczna. W programie widzimy ją nie tylko jako artystkę i gwiazdę, ale też matkę. I to bardzo oddaną. Interesujące jest obserwowanie, jak przenikają się te dwie różne Edyty.

W jednej z notek biograficznych na twój temat znalazłem skrót GNWiŚ. Czy możesz go rozszyfrować?

- Ten skrót pojawił po raz pierwszy w mojej biografii na stronie Filharmonii Dowcipu Waldemara Malickiego, z którym współpracowałam. Tam każdy ma śmieszną notkę. Zabawne jest to, że ten skrót jest często wykorzystywany w poważnych biogramach, ich autorzy nie są świadomi, że ten skrót jest żartem. GNWIŚ to Granie Na Wszystkich Instrumentach Świata. Chodzi o to, że od dziecka mam dylemat, któremu instrumentowi oddać się bez reszty. Zaczynałam od skrzypiec, później zakochałam się w gitarze basowej, nauczyłam się też grać na wielu innych instrumentach. Teraz najbardziej poświęcam się śpiewaniu.

Czy zgromadziłaś pokaźną kolekcję instrumentów? Który, jako przedmiot, jest najdroższy twojemu sercu?

- Tych instrumentów jest tak dużo, że mogłabym w mieszkaniu urządzić muzeum muzyki. Mam problem ze sprzedawaniem instrumentów. Śmieje się, że w trudnej sytuacji można sprzedać samochód, dom, wszystko, ale nie instrument. Największy sentyment mam do skrzypiec z początku XX wieku, które dostałam w prezencie od całej mojej rodziny na 18. urodziny. Potrzebowałam wtedy lepszego instrumentu ze względu na konkursy i by dalej się rozwijać. Poza tym te skrzypce są dowodem miłości mojej rodziny.

Ważnym elementem twojego wizerunku są tatuaże.

- Nie powiedziałabym tak. Traktuję tatuaże przede wszystkim jako ozdoby, które są na stałe. Oczywiście do każdego malunku można dorobić jakąś symbolikę. Jeden z moich największych tatuaży - zegar, oznacza, że bardzo lubię patrzeć w przeszłość, interesuje się historią, tą muzyczną w szczególności. Z kolei róża to symbol wieczności i piękna, coś ponadczasowego. Oczywiście często spotykam się z bardzo kąśliwymi uwagami na temat moich tatuaży. Gdy ktoś mi mówi: "Pomyśl, jak to będzie wyglądało, kiedy będziesz babcią", zawsze odpowiadam, że kiedy będę stara, to tatuaże będą najładniejszą częścią mojego ciała.

Twoją kolejną pasją są motocykle.

- Tego bakcyla zaszczepił mi mój ojciec, a jemu z kolei jego ojciec. Wszyscy w mojej rodzinie mają motocykl, nawet mama. W tej chwili jeżdżę Yamahą Virago 750. Przypomina Harleya, tylko że jest japońska, czyli bardziej niezawodna. Kręcą mnie klasyczne motocykle, ale samochody wolę sportowe (śmiech). Mam też rozpadający się rower z lat 60. polskiej produkcji - Romet Bajka. Tylko raz w życiu widziałam drugi taki rower.

Trudno cię sklasyfikować - raz podczas występów wydajesz się być romantyczną nimfą, kiedy indziej buntowniczką.

- To całkiem możliwa sytuacja, że ktoś jednego dnia widzi, jak przyjeżdżam na koncert motocyklem, gram rocka, odsłaniam tatuaże. A następnego dnia jest w szoku, że śpiewam madrygał średniowieczny, ubrana w długą suknię, w Pałacu w Wilanowie. W obydwu wcieleniach czuje się znakomicie.

W konkursie Debiuty na Festiwalu w Opolu zaprezentowałaś piosenkę "Skrzydła". Czy masz w swoich planach wydanie płyty?

- Właśnie wspólnie z zespołem i producentem, Krzyśkiem Pacanem, pracujemy nad moją debiutancką płytą. Nagraliśmy już większość materiału. Oczywiście na albumie znajdzie się też utwór "Skrzydła". "Hit Hit Hurra!" przydarzył mi się w trakcie realizacji tego projektu, więc teraz muszę dzielić dobę, która i tak jest za krótka, pomiędzy obie aktywności.

Rozmawiał Andrzej Grabarczuk (PAP Life)

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: marta zalewska | 'Hit Hit Hurra!'

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje