Marek Piekarczyk: Nie dać się ogłupiać

Marek Piekarczyk, wokalista zespołu TSA, w rozmowie z PAP Life przyznaje, że chce jak najdłużej śpiewać i nie wyobraża sobie swojej emerytury. "Bo mężczyzna musi tyrać i chronić swoją rodzinę, żeby miała swój bezpieczny i dobry dom, w dobrym kraju" - podkreśla.

Marek Piekarczyk pracuje nad wieloma projektami

Marek Piekarczyk uznawany jest za legendę polskiego rocka. Od 1981 r. jest wokalistą grupy TSA. Ma też w dorobku solową płytę "Źródło" (2009), na której znalazły się jego wersje utworów m.in. Skaldów, Klanu, Niebiesko-Czarnych, Testu i Trzech Koron.

Reklama

Sprawdź tekst piosenki "Nie zawrócę" w serwisie Teksciory.pl!

Popularność telewizyjną dał mu program "The Voice of Poland" - był jurorem show TVP2 od drugiej do piątej edycji.

PAP Life: Co z przyszłością TSA?

Marek Piekarczyk: - Na razie sam blask - udane koncerty i tłumy fanów, ale chyba będzie cienko, jak nie wejdziemy do studia. Moi koledzy twierdzą, że nie mamy żadnych piosenek, a ja mam tymczasem gotowe utwory, które czekają na nagranie. Zobaczymy. Nie będę znęcał się nad tym tematem, bo to jest raczej delikatna sprawa.

Pracuję ciężko solowo, bo śpiewam około 20 koncertów miesięcznie, ale zawsze znajdę czas na granie i nagrywanie z TSA. Na każdy koncert TSA przyjadę zawsze i zaśpiewam, bo to moja miłość. W tym, co się kryje pod tą nazwą, jest wielka część mnie - włożyłem w TSA wiele pracy, serca i talentu, i nie pozwolę tego zmarnować nikomu.

Sprawdź tekst piosenki "51" w serwisie Teksciory.pl!

PAP Life: Jakie obecnie realizuje pan projekty muzyczne?

- To jest na przykład "Marek Piekarczyk Akustycznie" - występuję tam z gitarzystą akustycznym (Tadeusz Apryjas) i perkusistą (Jacek Borowiecki), który gra na cajonie, wszyscy są z Bochni. Czasem gra też ze mną trio smyczkowe: wiolonczela, skrzypce i altówka. W repertuarze są piosenki mojego autorstwa lub współautorstwa oraz klasyczne utwory z historii polskiego rocka, takich wykonawców jak: Tadeusz Nalepa, Klan, Test, Skaldowie ("Nie widzę ciebie w swych marzeniach"), Niebiesko-Czarni, Krzysztof Klenczon, Michaj Burano z płyty "Źródło" oraz piosenki z płyty Yugopolis. Koncert ma formę stand up - piosenki są przeplatane opowieściami na ich temat.

Drugi z moich projektów to "Marek Piekarczyk Symfonicznie", w którym występuję z orkiestrą symfoniczną i zaproszonymi przeze mnie gośćmi. Do tej pory zaśpiewali ze mną m.in.: Edyta Bartosiewicz, Małgorzata Ostrowska, Ania Rusowicz, Dorota Osińska, Mateusz Ziółko i Damian Ukeje.

Realizuję także spektakl pn. "Klenczon Poemat Rockowy", oparty na wspomnieniach żony Krzysztofa Klenczona - Bibi, której głos jest narratorką i przeplatany jest piosenkami Klenczona przy akompaniamencie zespołu instrumentalnego. Śpiewają i wykonują scenki krakowscy aktorzy oraz wokaliści z "The Voice of Poland": Kinga Kutrzuba i Barbara Janyga. Ja śpiewam tam kilka jego piosenek.

Mówi się, że spektakl słowno-muzyczny "Kazania Świętokrzyskie" to wyjątkowy i jedyny taki projekt w Polsce.

- Do oryginalnego tekstu muzykę napisał Józef Skrzek. Premiera odbyła się w Klasztorze na Świętym Krzyżu. Wśród wykonawców poza mną i Józefem Skrzekiem są Apostolis Anthimos, Włodzimierz "Kinior" Kiniorski, Marcin Brykczyński, chór męski OKTOICH przy Cerkwi Prawosławnej św.św. Cyryla i Metodego we Wrocławiu oraz Prawosławnego Ordynariatu WP Garnizonu Wrocław. Dyrygentem jest ksiądz protodiakon Grzegorz Cebulski.

Ciekawy jest także projekt "U2 symfonicznie", realizowany w największych polskich salach koncertowych. Wersje symfoniczne największych przebojów zespołu U2 wykonuję wraz z orkiestrą symfoniczną oraz m.in. Małgorzatą Ostrowską, Kasią Dereń, Rafałem Brzozowskim i Mateuszem Ziółko.

Czy wróci pan do "The Voice of Poland"?

- Nie. Zrobiłem, tam to, co miałem zrobić, a teraz czas na coś innego. Ten program wciąż trzyma wysoki poziom i ma swoją interesującą kontynuację, ale już beze mnie. Poza tym, mam bogate plany i mnóstwo koncertów, a telewizja zabiera mnóstwo czasu.

Jakie są pana cele życiowe i pragnienia?

- Niedawno występowałem na Jasnej Górze z okazji 300-lecia koronacji obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Moja żona Kasia napisała SMS, żebym poszedł do obrazu Matki Boskiej i wypowiedział jakieś prośby, bo ona je spełnia. No to poszedłem, o 2 w nocy. Uklęknąłem i zapytałem w myślach: "Powiedz mi coś, czego nie wiem, czego się nie spodziewam, coś co wyprostuje mi drogę życiową". I wtedy pojawiła się taka myśl w mojej głowie - ludzie zbyt długo i często rozpamiętują straty, żałują i narzekają, a nie zauważają tego, co dostają w zamian. Bóg nigdy nie zabierze wszystkiego, zawsze wtedy, kiedy zabiera część, to w zamian daje coś innego, może nawet cenniejszego. Trzeba to tylko zauważyć.

Co śpiewał pan w Częstochowie?

- Raczej recytowałem w duecie z warszawską aktorką Małgorzatą Regent, w specjalny rytmiczny sposób tekst komentujący oblężenie Jasnej Góry przez Szwedów wg oryginalnego tekstu o. Augustyna Kordeckiego. To było wielkie wydarzenie i bardzo trudna, ale piękna rola, w znakomitym towarzystwie wspaniałych artystów. Jestem dumny, że choć ułamek tego wielkiego dzieła był także moim udziałem. Czułem się tym bardzo wyróżniony.

Pana ojciec był oficerem Wojska Polskiego. Zaczynał karierę w jednej jednostce z Wojciechem Jaruzelskim, a służbę skończył w stopniu kapitańskim. Jego koledzy awansowali do stopni generalskich, a on jeden nie. Czy gdyby żył, odebrano by mu dzisiaj emeryturę?

- Nie, bo nie należał do partii. Nie zrobił kariery w wojsku, bo nie był komunistą i nie spotykał się z kolegami na wódce. Kochał rodzinę.

Co pan sądzi o ustawie dezubekizacyjnej?

- Chodzi pani o tych "biednych" emerytów byłej władzy, którzy protestują, bo ustawa chce im odebrać część wysokich emerytur? Mówią, że niby takie czasy były i inaczej się nie dało żyć, jak tylko służąc władzy komunistycznej. Znam wielu wspaniałych ludzi, którzy nie współpracowali z władzą, byli biedni, ale uczciwi i żyli w zgodzie z tym, w co wierzyli. Teraz wegetują z powodu symbolicznych emerytur, a ci, którzy ich prześladowali i odbierali szansy na sukcesy zawodowe, teraz żyją w dobrobycie, na który nie zasłużyli. Ci uczciwi, ale biedni mogli sprzedać swoją wiarę i honor, ale tego nie zrobili.

Jest coś w każdym człowieku, co w dawnej polszczyźnie nazywało się "sąmnienie", pierwszy raz to słowo pojawiło się właśnie we wspomnianych wcześniej kazaniach świętokrzyskich. Każdy człowiek ma swoją godność i honor, i może sam wybrać drogę, którą pójdzie przez życie. Mam takie hasło - "Wolność albo szybkość - wybór należy do ciebie". Jedni wybierają szybką drogę do kariery donosząc na kumpli, knując i zdradzając, a inni długą, ale uczciwą, własną. Na końcu okazuje się, kto i jak przeżył życie. Nie ma co tu dyskutować - nie wolno nagradzać zdrajców i poniżać tym ludzi uczciwych.

Czy pana zdaniem Program 500 plus jest potrzebny?

- Nie korzystam z tego programu, bo dobrze zarabiam, ale myślę, że wielu ludziom to pomogło. Największym skarbem Polski są ludzie, a jeszcze większym skarbem są ich dzieci. Całe społeczeństwo powinno ciężko pracować, żeby nasze dzieci były zdrowe, mądre, wykształcone i żeby rozwijały swoje liczne talenty. Każdy program, który pomaga dzieciom lub wielodzietnym rodzinom jest dobry dla wszystkich. Inwestowanie w nasze dzieci może nas uchronić w przyszłości od upadku i zależności od finansjery światowej.

To znaczy?

- Ten kraj jest zawładnięty przez banki zagraniczne, które drenują kieszenie wszystkich, także emerytów. Poza tym, ciągle jest tu więcej handlarzy i finansistów, niż producentów czy rzemieślników. Zlikwidowano przecież większość zakładów produkcyjnych. W moim mieście, w Bochni, skasowano piękną wiekową garncarnię - jedyną na świecie produkcję makutry - i zrobiono market, w którym jest "szwarc, mydło i powidło". Inny przykład - produkcja instrumentów to dzisiaj przyszłość świata, a w Kaliszu zniszczono piękny zakład "Calisia", gdzie produkowano fortepiany i pianina, gdzie pracowali mistrzowie tego fachu. Teraz powstaje tam hotel. Ci, którzy niszczą polski przemysł, rzemiosło, rękodzieło i kulturę są przestępcami, to wrogowie narodu. Nasze dzieci, kiedyś (mam nadzieję) odbudują to, co ich rodzice zniszczyli.

Czyli przyszłość w wykształceniu naszych pokoleń, ale co teraz robić, żeby się bronić przed upadkiem?

- Nie dać się manipulować i ogłupiać. Mieć swoje zdanie i bronić tego, w co się wierzy.

A jakie jest pana zdanie na temat reformy sądownictwa, która wywołuje spory i konflikty społeczne?

- Nie znam się na tym zbytnio, jestem jednak pewien, że nie chcę, by wyroki ferowali ci, którzy kiedyś skazywali niewinnych ludzi na poniewierkę i więzienie na rozkaz prosowieckiej władzy.

Kiedy odejdzie pan na emeryturę?

- Chcę jak najdłużej śpiewać, nie wyobrażam sobie mojej emerytury, bo mężczyzna musi tyrać i chronić swoją rodzinę, żeby miała swój bezpieczny i dobry dom, w dobrym kraju. Mam też bardzo dużo nowych pomysłów. Może postawię w kilku miastach w parkach moje "ławeczki pokoju", które będą wyposażone w tzw. beacony. Taka ławeczka będzie opowiadała zmęczonym ludziom o marzeniach, których nie można spełnić, ale są piękne. Marzenia są bardzo potrzebne "Ławeczki pokoju" są na etapie opracowania projektu i poszukiwania możliwości realizacji, a także funduszy i mecenasów. Może uda się go zrealizować, ale nic na siłę. To ma być pozytywne przesłanie z dobrą energią.

Rozmawiała Ewa Bąkowska (PAP Life)

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Marek Piekarczyk

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje