Marcelina (nie) czeka na "Koniec wakacji"

- Jest dużo humorystycznych tekstów - mówi Marcelina o swojej nowej płycie /Weronika Kosińska /materiały prasowe

Mówi się, że "No risk, no fun". Marcelina zaryzykowała, prezentując publiczności na Orange Warsaw Festival całkiem nowy materiał z szykowanej na jesień płyty. Ale jak się okazało, ani funu, ani fanów nie zabrakło pod sceną. - Chciałam, żeby ten materiał był jednak bardziej "pod nóżkę". Żeby to było mocno energetyczne - powiedziała mi wokalistka jeszcze przed koncertem.

Reklama

Jej serdeczny uśmiech na przywitanie nie zdradzał, że mocno stresuje się przed koncertem, który kilka godzin później miała dać w namiocie Orange Warsaw Festival. "Ale to ten stres-mobilizator" - mówię jej ku pokrzepieniu, na co słyszę krótkie, acz przeciągłe "no mam nadzieję...".

Choć Marcelina to już wytrawny gracz sceny alternatywnej mający na koncie trzy płyty, przy nagrywaniu czwartej postanowiła zaryzykować. Zmienić współpracowników, a co za tym idzie, zmienić nieco stylistykę i odświeżyć brzmienie.

Reklama

Z pomocą przyszedł jej Kuba Karaś z The Dumplings, z którym Marcelina poznała się przy okazji prac nad utworem "Lato". Piosenka trafiła na EP-kę z remiksami jej piosenek.

- Była między nami fajna chemia, dużo rozmawialiśmy, wysyłaliśmy sobie dużo inspiracji. Ja mu opowiadałam o tym, co bym chciała osiągnąć na tej nowej płycie. Głównie zależało mi na takim syntetycznym bębnie. Chciałam więcej elektroniki, ale pomieszanej z brudną gitarą, co było zawsze dla mnie charakterystyczne. I tak od słowa do słowa wyszło: "Zróbmy to razem!" - wspomina z rozbawieniem Marcelina.

Sprawdź tekst utworu "Lato" w serwisie Teksciory.pl!

Gdy decyzja została już podjęta, pozostało znaleźć kogoś od tych rzeczonych "brudnych gitar". - Szukając gitarzysty, który powinien zająć się tą stroną gitarową, wpadliśmy na Kamila (Kamila "Holdena" Kryszaka - przyp. jg). Jest to młody chłopak, niewyeksploatowany. On też bardzo chętnie się zgodził - dodaje filigranowa wokalistka.

Mając już głowę pełną pomysłów na to, jak ma wyglądać, czy raczej brzmieć, jej materiał, Marcelina chciała jeszcze jednego. Chciała wyjechać poza miasto. Wyciszyć się i odciąć od wszelkich "przeszkadzajek", jakie serwuje nam dziś życie.

- Nie chcieliśmy siedzieć tak standardowo w Warszawie, w studiu od ósmej do piętnastej, między innymi zajęciami, tylko chcieliśmy się zamknąć ze sobą, żeby przesiąknąć tym klimatem, lepiej się poznać, zgrać. I tak wyjechaliśmy do Szklarskiej Poręby, do domku w górach - mówi mi Marcelina, która czas spędzony tam wspomina jako okres "totalnie na luzie".

Solidne przygotowanie i skonkretyzowane oczekiwania sprawiły, że pobyt w górach okazał się bardzo owocny. Jak wyglądały te ich dni spędzone "poza cywilizacją"?

- Byliśmy już osłuchani z inspiracjami. Zaczynaliśmy sobie zawsze od tych bębnów, które były wyjściowe. Chciałam, żeby ten materiał był jednak bardziej "pod nóżkę". Żeby to było mocno energetyczne. Z Kamilem siedzieliśmy bardzo długo nad brzmieniami gitar, przesterami. Gdy już był jakiś zarys piosenki, wymyślałam sobie linie melodyczne. Po prostu mieliśmy całe dni dla siebie, byliśmy daleko od cywilizacji, od znajomych i dzwoniących telefonów, więc mogliśmy się naprawdę na tym skupić - opowiada wokalistka.

Ale jak przyznaje, wyjazd do Szklarskiej Poręby i praca nad płytą przyniosły jej coś jeszcze. - Fajna przyjaźń się nawiązała - mówi z błyskiem w oku, wspominając wspólne nagrywanie z Kubą i Kamilem.

No ale poza muzyką są jeszcze słowa. W tym zakresie Marcelina również zapowiada zmiany. - Myślę, że to zmierza ku takiemu bardziej "przymrużeniu oka". Jest dużo humorystycznych tekstów. Mniej już śpiewam o sobie. Teraz bardziej obserwuję to, co się dzieje wokół mnie i z humorem opisuję to wszystko - zdradza mi wokalistka.

Wiemy już trochę o procesie twórczym, znamy współpracowników, czujemy bardziej klimat płyty, więc zostało nam spoić to wszystko tytułem albumu. W rozmowie zażartowałam, że Marcelina wybrała go chyba nieco przezornie, by mieć swego rodzaju deadline. Jej album, który według planu i zamierzeń ma ukazać się we wrześniu, nosi nazwę... "Koniec wakacji".

Zanim jednak czwarta płyta Marceliny wyląduje na sklepowych półkach i w serwisach streamingowych, wokalistka zapoznała ze swoim nowym materiałem uczestników tegorocznej edycji Orange Warsaw Festival. I choć posunięcie to nazwać można ryzykownym, to myślę sobie, że ktoś kto twórczości Marceliny nie znał, mógł przypuszczać, że publiczność zna te piosenki bardzo dobrze. Świadczyć o tym może choćby fakt, jak szybko fani podłapali tekst wybranego na singel utworu "Tańcz" i pod koniec razem z wokalistką śpiewali głośno jego refren. Dla artysty to sytuacja-marzenie.

Wspomniany na początku stres chyba jednak był li tylko mobilizatorem, bo eksperyment "Orange Warsaw Festival" Marcelina może spokojnie zaliczyć do udanych i z niecierpliwością - jak ja - wypatrywać "Końca wakacji"...


Dowiedz się więcej na temat: Marcelina

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje