Król: Chodzę sobie, podjadam, podglądam i czasami jak nie wiem, to zapytam

"Coś rośnie we mnie ze mną, pęcznieje. Zbiera się i musi znaleźć ujście. I to ujście znajduje w postaci piosenek" - opowiada Interii o tworzeniu swojej muzyki Błażej Król, który obecnie promuje swój najnowszy materiał "Przewijanie na podglądzie".

Król

Błażej Król to jeden z najzdolniejszych muzyków młodego pokolenia. Kompozytor, instrumentalista i autor tekstów zaczynał w zespole Kawałek Kulki, a następnie uznanie zdobył dzięki projektowi UL/KR (wraz z Maurycym Kiebzakiem-Górskim). W 2014 roku ukazał się jego pierwszy solowy album "Nielot". Do tej pory pod szyldem KRÓL ukazały się cztery płyty, a ostatnia z nich - "Przewijanie na podglądzie" - trafiła do sprzedaży 16 marca. Ponadto Król jest współtwórcą projektów Lauda (stworzony wraz z żoną Iwoną) oraz Kobieta z Wydm (wsparli go Iwona Król i Marcin Rychlicki).

Reklama

Daniel Kiełbasa, Interia: Mało rzeczy jest tak pewnych na świecie, jak śmierć, podatki oraz to, że Błażej Król wyda płytę na wiosnę. Twoje regularność jest godna podziwu, zwłaszcza, że każdy album stoi na wysokim poziomie i różni się od poprzednika. Jak udaje ci się ta sztuka?

Król: - Jest maj, kilkanaście tygodni po wydaniu albumu "Przewijanie na podglądzie". Gramy koncerty i na nich skupiam się teraz najbardziej, ale już z tyłu głowy, w folderze o nazwie "KRÓL2019", w notatniku w telefonie, gromadzi się coś nowego. Nie mam recepty, ale na tym przykładzie można łatwo zauważyć, w jaki sposób pracuję. Jeśli zdrowie i inne czynniki pozwolą to na początku jesieni zacznę nagrywać.

Ile jest w tym regularnym wydawaniu chęci stworzenia pewnej powtarzalności swoich działań?

- Lubię moją codzienność. Uwielbiam pozorną cykliczność. Oczywiście przepadam też za łamaniem rutyny, za cięciem, krojeniem i wyskakiwaniem poza nawias. Ale ramy dobowe, czy roczne, chcąc nie chcąc, rozpisują mój plan. Nie ma w tym działania. Coś rośnie we mnie ze mną, pęcznieje. Zbiera się i musi znaleźć ujście. I to ujście znajduje w postaci piosenek.

"Nie lubi odpoczywać" - takie zdanie można przeczytać na oficjalnej stronie Kayaxu. Nazwałbyś się muzycznym pracoholikiem?

- Uwielbiam odpoczywać i marnować czas. Wbrew pozorom mało czasu poświęcam na warsztacie czy w studiu. Wolę poczytać albo zamulić w internecie. Wymyślam, piszę i komponuję, ale to są strzały, które trzeba zapamiętać, zapisać czy nagrać. Nie siedzę i czekam. Kiedy czuję przyjemny zapach szukam źródła i gdy znajdę, wącham aż przestanie pachnieć i wracam do oglądania Netflixa z Iwoną.

Po epizodzie z Kobietami z Wydm wróciłeś pod szyld Króla. Twój poprzedni projekt wpłynął na działalność stricte solową i na nowy album?

- Pośrednio każdy wcześniejszy byt około muzyczny ma kontynuacje w następnym. W Kobiecie z Wydm grałem na gitarze basowej i to ciut zmieniło podejście do wykorzystania owego instrumentu na albumie "Przewijanie na podglądzie".

Powrót z "Przewijaniem na podglądzie" okazał się małą rewolucją, przynajmniej dla niektórych. Zwróciłeś się w stronę bardziej tanecznych i lżejszych melodii. Skąd taka zmiana?

- Nie potrafię powiedzieć, skąd ta zmiana, ale najbliżej odpowiedzi będzie kiedy zacytuje tekst pana Cygana: "...Rytm i melodia / Rytm i melodia / On taki mocny / Ona łagodna / Nie przechodź obok nich / Bez podania ręki / Cóż warte życie jest bez piosenki?...".

Ta płyta nasycona jest też latami 80. Pamiętasz swoje pierwsze swoje muzyczne wspomnienia dotyczące tamtych czasów?

- Urodziłem się 1984 więc nie bardzo pamiętam tamten czas, ale jednym z muzycznych wspomnień była przesłuchiwana dość często kaseta zespołu TOP ONE, ale to były już lata 90. Jest bardzo szczęśliwy ponieważ ostatnio udało mi się kupić owy album i słuchamy go z Iwoną w samochodzie.

Jak to się stało, że te nawiązania i ta sympatia do muzyki lat 80. tak mocno przebiła się na "Przewijaniu"?

- Nie mam pojęcia. Nie jest to zamierzony ruch. Nie staram się być specjalnie retro. Lubię brzmienie tamtych lat, ale komponując czy później aranżując i nagrywając, nie próbuje naśladować czy odtworzyć ichni sound. Lubie stare maszyny perkusyjne, syntezatory i gitary na chorusie...

Masz wrażenie, że twój album trafił w najlepsze możliwe czasy? W końcu bum na lata 80. wybuchł ze zdwojoną siłą.

- Nie lubię pastiszu, a jeszcze bardziej nie lubię wzorowania się na czasach i modach. Lubię reverby, chorusy, flangery i lubię je wykorzystywać w taki sposób, jak to robiono kiedyś. Jeśli ktoś usłyszy na moim albumie coś więcej niż tylko sound lat 80. to zapraszam na herbatę. Stawiam.

Czytając recenzje twojej ostatniej płyty można dojść do wniosku, że ukształtowały się dwa obozy. Jeden twierdzi, że album jest dla wszystkich, drugi mówi, ze nie każdemu przypasuje. Po której stronie sam byś się umieścił?

- Ja to już nawet nie to, że jestem nie obiektywny. Ja mam zakaz słuchania tego albumu. Zrobiłem swoje i lecę dalej. Gram dla wszystkich bez wyjątku, a komu to się spodoba to już nie moja sprawa. Oczywiście chciałbym się podobać, bo kto nie chce, ale z lodówki wyskakiwać nie zamierzam.

W rozmowie z Anną Gacek wspomniałeś, że jako twórca bardzo chciałbyś, aby twoje piosenki rozchodziły się jak najszerzej. Myślisz, że hasło "Król w szerokim mainstreamie" ma sens? Widzisz się na przykład na Festiwalu w Opolu czy zadowala cię miejsce, w którym jesteś teraz?

- Widzę siebie na Festiwalu w Opolu i nawet będę tam występował. Zagram tam swoje utwory ze swoimi ludźmi. Nigdy nie grałem w Opolu i chcę spróbować. Oczywiście ja też nalezę do grona, które skanduje, że dzisiejsze Opole to nie to samo, co kiedyś, ale czasu nie cofniemy. Grałem na większości polskich festiwali. Widziałem i słyszałem różne głupoty z ust inteligentnych i awangardowych organizatorów i artystów i nie cykam się zagrać np. w Opolu.

"Przewijanie na podglądzie" stało się tytułem, który dał pole do interpretacji słuchaczom i recenzentom. Któreś tłumaczenie tego tytułu przypadło Ci do gustu najbardziej?

- Najmniej podoba mi się interpretacja najbardziej oczywista.

"Skrócony opis życia 30-latków" - w taki nieco hasłowy sposób podsumowałbym teksty na twojej płycie. Jednak nie starasz się w nich dawać nikomu rad. Na "Przewijaniu" jest więc znaków zapytania niż kropek lub wykrzykników.

- To jest też takie moje chodzenie na łatwiznę. Nie jestem Wujkiem Dobra Rada. Nie przeżyłem też melodramatycznych historii, którymi mógłbym się podzielić. Chodzę sobie, podjadam, podglądam i czasami jak nie wiem, to zapytam.

Z nowym materiałem ruszyłeś w trasę koncertową po Polsce. Czy występy związane z "Przewijaniem" różnią się czymś od występów z poprzednich lat?

- Materiał będzie podzielony na utwory wykonywanie prawie jeden do jednego i na takie, w których pozwoliliśmy sobie na odejście od pierwowzoru. Koncerty są stosunkowo krótkie, ale bardzo esencjonalne. Nie będzie fajerwerków i laserów, ale będzie ucisk i metaliczny posmak.

Dowiedz się więcej na temat: Błażej Król | KRÓL

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje