"Konkretna erupcja reggae energii"


Zespół Vavamuffin powstał w lutym 2003 roku w Warszawie. W jego skład weszli przedstawiciele kilku pokoleń reggae- i raggamaniaków. Za obsługę mikrofonów odpowiedzialni są Gorg (eks-Transmisja), Mr. Reggaenerator (wcześniej w O.K. System, Zjednoczenie Sound System) i Pablopavo (Magara, Zjednoczenie Sound System). Sekcja rytmiczna to: Primo Rebel i Jahcob Junior (Magara). Na gitarze gra Raffi Kazan (Ztvorki, El Dupa, Poker Face), na klawiszach Mista Olo Bwoy (różne zespoły, których policzyć nie sposób), a sampler i gramofony obsługuje Dubbist. Koncerty Vavamuffin to niesamowita energia skierowana do publiczności, doskonała zabawa i przede wszystkim przekaz, który prawdziwa muzyka reggae niesie ze sobą. W marcu 2005 zakończyły się prace nad debiutancką płytą Vavamuffin. "Vabang!" to album, na którym znajdują się autorskie kompozycje Vava-załogi, remiksy zmajstrowane przez Activatora Mario Dziurexa i Toma Horna, a wszystko okraszone scratchami DJ-a Feel-X'a, sekcją dętą legendarnego Daabu, czyli Fryton-Korzeń-Struś, wokalami zmysłowego żeńskiego trio z krakowskiego Dubermana, śpiewem Kosmicznej Kobiety i głosem Johno (DubDadda). Premiera płyty odbyła się 6 kwietnia 2005 r. w warszawskim klubie CDQ i zaraz potem Vavamuffin ruszył w trasę promującą album.

Reklama

Z okazji premiery "Vabang!" z Vavamuffin rozmawiał Matess.

Na samym początku powiedzcie skąd u was siła i inspiracja na tworzenie takiej muzyki?

Jeśli czujesz, że kochasz robić to, co robisz, to siła sama przychodzi i wcale nie trzeba jej jakoś specjalnie szukać... A inspiracja z pewnością bierze się z szeroko pojętej jamajskiej muzy i okolic... Gdy słuchasz muzyki i patrzysz na to, co się dzieje dookoła ciebie, zaczynasz dostrzegać różne "myczki" i potem to się samo niemal przekłada na język muzyczny.

Skąd nazwa Vavamuffin? Co ona ma oznaczać? Jaki to ma związek z Warszawą?

Nazwę wymyślił Pablo i pojawiła się już wtedy, gdy pierwszy raz rozmawialiśmy o tym, by zmontować kumpelski squad raggamuffin. Nie zastanawialiśmy się nigdy nad obczajeniem innej nazwy, ta nazwa była z nami od początku, a nawet jeszcze wcześniej. Vavamuffin to gra słów, a grają w niej w sumie dwie nutki: Raggamuffin i Warszawa. Pablo wymyślił nazwę, która jest akordem tych dwóch słów właśnie i jeśli ktoś jest uważny, to słowo Vavamuffin wiele mu powie o zespole np. jaką muzykę gramy i skąd jesteśmy. Związek z Warszawą jest prosty, chyba czytelny i bez większej "napinki". Warszawa to miasto, w którym przyszło nam żyć i tyle....

Czym dla was jest muzyka, którą tworzycie?

Prawdopodobnie dla każdego z nas jest czymś innym, ale myślę, że nasze drogi zbiegają się gdzieś przy czerpaniu z niej radości oraz dawaniu tej radości innym ludziom.

Opowiedzcie najzabawniejszą sytuację, jaka się wam przydarzyła podczas koncertu lub dojazdu na koncert.

Było sporo śmiesznych sytuacji, ale śmiesznymi często stawały się dopiero wtedy, gdy się okazywało, że możemy się z nich spokojnie pośmiać. Takie sytuacje to np. pęknięta struna w gitarze basowej lub piec gitarowy, który postanowił dostać "padaczki" i dziesięć minut improwizki na scenie, tak by ciśnienie nikomu nie spadło. Albo krążenie przez prawie dwie godziny po rozkopanym Berlinie, co spowodowało, że nie zdążyliśmy dotrzeć na miejsce koncertu na czas i okazało się, że niechcący jesteśmy bezpośrednim supportem dla The Selecter, żywej legendy w temacie ska i rocksteady.

Albo na maksa śmieszna akcja, gdy węgierska publika usłyszała w swoim języku ojczystym tekst pod tytułem "Polak i Polak to dwa bratanki"... No cóż, węgierska języka trudna jest (śmiech).

Jak oceniacie polską scenę reggae'ową? Czy można ją porównywać z innymi scenami w Europie? Jak na ich tle wypada Polska?

Polska scena reggae rozwija się z ekspresowym tempie od mniej więcej dwóch-trzech lat, ale to nie znaczy, że wcześniej nic się tu nie działo. Reggae w Polsce gości od wczesnych lat 80. i miało swoje lepsze i gorsze dni. Teraz mamy do czynienia z konkretną erupcją reggae energii, co pozwoliło zrobić potężny krok naprzód. Niemiecka, francuska czy angielska szeroko pojęta scena reggae powinna być dla nas wzorem do naśladowania, bo tam od dawna wiadomo "jak to się robi".

Wydaje nam się, że jesteśmy na dobrej drodze, by z tych wzorów czerpać to co najlepsze, bo granice między Polską a wymienionymi krajami zaczynają się zacierać i polscy artyści mogą poczuć, że "nie ma rzeczy niemożliwych". Że na reggae gruncie można przeskoczyć sobie za miedzę, jeśli ktoś tego bardzo chce. Poza tym mamy polskie produkcje, które ukazały się na winylach zarówno 12" jak i 7", co też jest nie bez znaczenia dla rozwoju sceny.

Krótko mówiąc dajemy radę i byłoby miło, gdyby tak się dalej działo. Wszystko tak naprawdę zależy od tego, czy polskie produkcje, polskie zespoły czy soundsystemy, będą trzymały wysoki poziom... Poza tym granice są otwarte jednakowo dla wszystkich.

Dowiedz się więcej na temat: uśmiech | muzyka | Warszawa | erupcja

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje