"Jazz o zmroku"

Pamiętacie Sfond Sqnksa? Jeżeli tak, to z pewnością nie macie żadnych zastrzeżeń do tego, że Lu miał ogromny wpływ na rozwój wrocławskiej awangardy hiphopowej. Bez wątpienia jest także jednym z niewielu polskich producentów, którzy w pełni potrafią wykorzystać cały potencjał, jaki niesie ze sobą jazz i funk. Jeżeli natomiast słyszycie o tym artyście po raz pierwszy, to macie niepowtarzalną okazję, aby dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Tym bardziej, że niedawno na półki sklepowe trafiła jego najnowsza płyta zatytułowana "Night Moves", nad którą artysta, z którym rozmawiał Diabeł ("Magazyn Hip Hop"), ciężko pracował przez trzy lata.

O ile dobrze pamiętam, twoją ostatnią poważną produkcją był Sfond Sqnksa i płyta "Obawa przed potem". To było w 2002 roku... Dlaczego kazałeś nam tak długo czekać na kolejną produkcję? Co cię absorbowało przez taki kawał czasu?

Reklama

Chciałem nagrać płytę inną niż poprzednie. Spędziłem sporo czasu nad albumem również dlatego, że nie czerpałem satysfakcji z formy, jaką przybierał po drodze. Miałem sporo koncepcji, które próbowałem realizować, szukałem przez ten czas najlepszego rozwiązania dla siebie. Do tego inne obowiązki i różne kłopoty techniczne, jak na przykład spalony dysk sprawiły, że tyle to trwało.

Wraz z Roszją, Sinym, Tymonem i Magierą tworzyliście muzykę wręcz awangardową - bardzo odmienną od tego, co wychodziło w Polsce w tamtym czasie. Magiera brnie teraz w stronę prostych "west coastów", o Sinym i Roszji już całkiem przycichło, a Tymon wpada sobie od czasu do czasu na jakieś produkcje... Powiedz mi, jako twórca i obserwator, dlaczego ta awangarda, którą tak konsekwentnie tworzyliście, ostatecznie umarła?

Myślę, że ostatecznie nie umarła, wręcz przeciwnie. Awangarda ładuje teraz swoje akumulatory po to, by wrócić do was z kosmiczną siłą i dać wam trochę dobrych wibracji. Z tego, co wiem Siny występuje sporadycznie, ale jak już wyjdzie na scenę to buda płonie, Tymon i Magiera zaczęli prace nad albumem i jestem pewien, że nie będzie to powtórka z rozrywki. Roszji kończy się atrament w piórze, co znaczy, że niebawem coś się wydarzy...

Z wcześniej wspomnianych raperów na krążku znalazł się tylko Roszja. Nie miałeś takich myśli, aby zebrać tą starą wrocławską gwardię na płytę, chociażby na jeden kawałek i przypomnieć Polsce, że "oni nadal tu są"?

Jeśli będą chcieli o sobie przypomnieć, to z pewnością zrobią to sami w swoim czasie. Nie wykluczam tym samym współpracy z którymkolwiek z nich. Po za tym Wrocław to miasto charakterów, ciężko tutaj o zespół (śmiech).

Masz rację, większość z waszych artystów to indywidualiści i chyba jedynym dobrze znanym zespołem z Wrocławia jest obecnie Kanał Audytywny. Co sądzisz o ich muzyce? Wasza twórczość ma sporo wspólnych mianowników, byłbyś w stanie podjąć z nimi współpracę, gdybyś miał taką możliwość?

Z tego, co wiem Kanał mocno pracuje nad swoją popularnością. Cieszę się, że jest w mieście taki zespół, który sięga właśnie takich obszarów jak oni. Nie wiem, o jakich wspólnych mianownikach mówisz...

Takim mianownikiem może być chociażby fakt, iż waszą muzykę łączy jazz i trip hop...

Nie widzę przeszkód w spreparowaniu z nimi jakiegoś wspólnego potwora.

Dowiedz się więcej na temat: hip hop | zjawa | jazz | śmiech

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje