Jan Pietrzak przed Festiwalem w Opolu: Śpiewanie piosenek jest czynnością apolityczną

"Jan Pietrzak. Z PRL-u do Polski" to tytuł jubileuszowego koncertu twórcy Kabaretu pod Egidą, który odbędzie się drugiego dnia 54. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu (sobota 16 września).

Jan Pietrzak będzie świętować swój jubileusz na Festiwalu w Opolu

Jan Pietrzak na scenę do współpracy zaprosił młodych wykonawców, którzy razem z nim wykonają jego najsłynniejsze utwory.

Reklama

W koncercie wezmą udział m.in. Paulina Grochowska, Zespół Zayazd, Julia Heichel, Bartek Kurowski, Natalia Sikora (laureatka "The Voice of Poland"), Projekt Patrioci, Adam Kaczmarek, Grupa Świt, Nula Stankiewicz, Kasia Nova, Stanisław Klawe, Marlena Drozdowska (największą popularność przyniósł jej wykonywany z Markiem Kondratem utwór "Mydełko Fa"; piosenka będąca parodią muzyki chodnikowej zdobyła jednak status przeboju disco polo) i Ryszard Makowski (niegdyś członek Kabaretu OT.TO, w ostatnim czasie współtwórca wykpionego przez internautów programu "Studio YaYo").

W Kabarecie pod Egidą przez 50 lat istnienia występowały takie gwiazdy jak: Jonasz Kofta, Barbara Kraftówna, Ewa Błaszczyk czy Edyta Geppert.

Pieśń Pietrzaka "Żeby Polska była Polską" stała się w latach 80. spontanicznym hymnem Solidarności. Powiedzonka, refreny, myślowe skróty Pietrzaka zapadły w pamięć milionom słuchaczy, a hasła: "Jest śmiesznie, będzie jeszcze śmieszniej!", "Nie ma wolności, bez wesołości" czy "Życie jest za krótkie, by żyć byle jak!" przeszły na stałe do potocznej mowy.

Anna Popek, PAP Life: Właśnie wyjeżdża pan do Opola. Czy po zawirowaniach ten festiwal może być jedynie wydarzeniem artystycznym?

Jan Pietrzak: - Powinien być świętem i przeglądem branży zwanej show-biznesem, rozrywką, estradą, kabaretem itp. To bardzo ważna, bo powszechna część dziedzictwa kulturowego, a także codzienna potrzeba milionów ludzi. W zasadzie każdy codziennie słucha jakiejś muzyki. Istotne jest w dużym uproszczeniu, czy to anglosaska sieczka, czy mazurki Chopina.

Czy sądzi pan, że przyjęcie zaproszenia do Opola to dla twórców deklaracja polityczna. Niektórzy tak chcieliby to widzieć.

- Śpiewanie piosenek jest czynnością apolityczną i tak powinno zostać. Choć, oczywiście, nie powinno się rugować twórczości oddającej zdecydowane, wyraźne poglądy. Po to mamy wolność, by mogli z niej korzystać również szansoniści niepoprawni.

Co pan czuł kiedy pana zaproszono do Opola, czy wróciły wspomnienia?

- Opole to jest szczególne miejsce, zwłaszcza w moim losie, ja zawsze w takiej niszy pracowałem, robiłem rzeczy mało akceptowalne przez władze PRL-u, a potem przez Trzecią Rzeczpospolitą. Opole to miejsce, gdzie można było się z tą twórczością pojawić i poddać się pod ogląd szerszej publiczności. Wyjść z tych piwnicznych izb, z tych półlegalnych salek i pojawić się właśnie w Opolu. To było dla nas dosyć istotne, dla mojego środowiska i stąd duży sentyment do tego miejsca. Tam zresztą otrzymałem swoje pierwsze nagrody.

A widownia?

- Publiczność jest zawsze ta sama, jest doskonała. Artyści się starzeją, publiczność się nie zmienia. Ja występuję już blisko 60 lat, i zawsze mam dla kogo, więc w ogóle nie mogę narzekać.

Pamięta pan jakiś szczególny występ?

- Istotny dla mnie był kabareton trwający 6 godzin. Odbył się on w karnawale Solidarności 1981 roku z pieśnią "Żeby Polska była Polską", śpiewaliśmy wtedy do 6 rano, w promieniach wschodzącego słońca, bisowaliśmy trzy razy. Zaczęliśmy śpiewać dopiero o północy i trwało to do samego rana. Było to zupełnie niezwykłe, ponieważ nasz występ nałożył się z rewolucją szaloną, polską rewolucją Solidarności. Wygadywaliśmy tam rzeczy od Warszawy do Władywostoku niesłyszane nigdy wcześniej.

A co działo się później z kabaretem?

- Później był stan wojenny i oczywiście przestaliśmy występować. Pod koniec lat 80. miałem serie takich nocy kabaretowych nawiązujących do tamtego kabaretonu, i to były też znaczące wydarzenia. Kabaret nazywał się "Imieniny pana Janka". Te wielogodzinne maratony kabaretowe zaczęły cieszyć się ogromnym powodzeniem, jednak z początkiem lat 90. już mnie wyrzucono stamtąd.

Kiedy demokratycznie wybrany rząd zorientował się, że może być pan troszkę niewygodny?

- Nie tylko troszkę. "Nasze" władze szybko mnie znienawidziły, bo mówiłem rzeczy niepopularne o towarzystwie, które wtedy zaczęło rządzić Polską. Początek lat 90. to był pewien fałsz, a ja w swoich tekstach, być może intuicyjnie, zwracałem uwagę na to, co nam w uchu brzmiało fałszywie w tekstach polityków. Jednym słowem, opisywaliśmy początki demokracji piętnując to, co było fałszywe.

Jak się pan wtedy czuł?

- W Warszawie nie miałem gdzie grać przez prawie 10 lat, to były lata 90. Byłem zakazany we wszystkich mediach kompletnie. Wtedy eliminowali tych ludzi, którzy mówili swoim głosem, to była szeroko pojęta michnikowszczyzna, to oni rządzili światem kultury.

Przychodził pan do właściciela kawiarni z propozycją występu kabaretu i...?

- Właściciel odpowiadał: "to ja sprawdzę" i potem sprawdzał, gdy władze samorządowe dowiadywały się, o moim występie, mówiono, że z tym Pietrzakiem to raczej nie, bo będziemy musieli podnieść czynsz albo koncesji pan nie dostaniesz, ale to są szczegóły do innego wywiadu.

Opowie nam pan o "wątku bytomskim"? Stworzył pan ważne miejsce na Śląsku.

- Jak wyrzucono mnie z Warszawy, to szukałem swojego miejsca w Polsce i tak znalazłem się w Bytomiu. Grałem tam kilkanaście lat z dużym sukcesem, to było bardzo dobre miejsce dla nas. Sala, w której graliśmy, mieściła jakieś 150 osób i było tak zrobione, żeby wszyscy siedzieli blisko siebie, byli razem. Była tam szczególna atmosfera, która w kabarecie odgrywa kluczową rolę.

Jak pan uważa, co decyduje o sukcesie kabaretu?

- W kabarecie liczy się przede wszystkim budowa nastroju, reszta to tylko dodatek. To musi być spotkanie towarzyskie ludzi, którzy dobrze się ze sobą czują, niezależnie od tego, z jakiej opcji politycznej są. To jest cechą dominująca w moim kabarecie - wspólnota śmiechu, dlatego ja jestem dumny z tego, że na moje kabarety przychodzą ludzie o różnych poglądach politycznych.

Do Opola zaprosił pan kapitalnych ludzi.

- To prawda, mam bardzo dobry zespół, mój program nazywa się "Z PRL-u do Polski". Jest to też tytuł piosenki, ona oddaje istotę mojej pracy, bo mniej więcej 30 lat pracowałem w PRL-u i mniej więcej 30 lat pracowałem w wolnej Polsce. Wystąpili ze mną m.in.: Ryszard Makowski, Stanisław Klawe i Bartłomiej Kurowski. To są ludzie, z którymi gram teraz kabaret.

Czy "Urodziny Pana Janka" się odbędą?

- No, bez przesady, ja nie mogę tylko świętować, data urodzin zresztą już przeleciała.

Rozmawiała Anna Popek (PAP Life)

***Zobacz materiały o podobnej tematyce***

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Jan Pietrzak | Festiwal w Opolu

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje