Jamala: Ukraina jest dla mnie wszystkim (wywiad)

Jamala wygrała Eurowizję 2016 /fot. Vladimir Shtanko/Anadolu Agency /Getty Images

Jamala to ukraińska wokalistka z kilkoma płytami na koncie. Już kilka lat temu zgłosiła się do przesłuchań do udziału w Eurowizji. Udało się jednak dopiero w tym roku - Jamala reprezentowała swój kraj z piosenką "1944". Chociaż Rosja żądała zdyskwalifikowania ukraińskiej kandydatki, za prezentowanie zbyt politycznego utworu, komisja Eurowizji nie dopatrzyła się złamania regulaminu.

Reklama

Jamala wystąpiła więc w Sztokholmie - w morzu cekinów, uśmiechów i piosenek o miłości - w ciemnym stroju, falującym na scenicznym wietrze, na tle czarnego drzewa, ekspresyjnie wykonując utwór o tragicznych losach krymskich Tatarów. "1944" zachwyciło publiczność nie tylko emocjonalnym wyrazem, ale też elementami tradycyjnymi - brzmieniem krymskich instrumentów, stylem śpiewu. Jamala wygrała Eurowizję, otrzymując wysokie noty zarówno od jury Eurowizji, jak i telewidzów. Czy wygrała przepiękna piosenka, Jamala, czy Ukraina?

Jadwiga Marchwica, Interia: Twój występ na Eurowizji był bardzo intensywny, emocjonalny i nowoczesny zarazem. Co jest dla ciebie najważniejsze w muzyce?

Reklama

Jamala: - Myślę, że nie tylko dla mnie, ale dla wielu ludzi na całym świecie, najważniejszą rzeczą w muzyce, są uczucia. Piosenka, ma przede wszystkim odzwierciedlać nasz stan emocjonalny. Jeżeli wierzysz w to, o czym śpiewasz, jeśli jesteś w tym szczery i prawdziwy, ludzie poczują to i uwierzą ci w twoje słowa, zaufają ci. Podczas trwania utworu, zarówno wykonawca, jak i odbiorca powinni odczuwać podobne emocje. Oczywiście to nie wszystko - muzyka ma dla mnie wiele znaczeń. Liczy się jakość wykonania, aranżacja muzyczna, brzmienie głosu wokalnego, znaczenie tekstu, a nawet to, jaki kształt został nadany wszystkim tym elementom. Ale tak - uczucia. To uczucia są kręgosłupem muzyki.

Te uczucia zdominowały piosenkę "1944", ale jest ona wyjątkiem, rodzynkiem w twoich nagraniach. To twoja nowa ścieżka, czy planujesz wrócić do jazzującego repertuaru?

- Od 2011 roku wydałam w sumie cztery płyty. Każda z nich była ważnym krokiem, etapem w moim życiu - zawodowym, prywatnym. "1944" to kontynuacja ścieżki, jaką obrałam w 2013 roku. Jeśli wsłuchasz się w EP-kę "Thank You" z 2014 roku, zauważysz, że stylistycznie jest ona zbliżona do "1944", zarówno pod względem brzmienia, jak i samej aranżacji muzycznej. Więc tak - odpowiadając na twoje pytanie - będę kontynuować tę drogę, którą otworzyło dla mnie "1944" i zobaczymy co będzie dalej... Muzyka jest tak zróżnicowana, nikt nie powinien ograniczać się do jednego stylu i jednego brzmienia.

Na Eurowizji reprezentowałaś Ukrainę, ale twoje korzenie sięgają daleko poza granice tego kraju. Gdzie jest więc twoja ojczyzna?

- Moją ziemią ojczystą jest oczywiście Krym. To tam dorastałam, stamtąd pochodzą moi pradziadkowie, tam mój dziadek uprawiał ogród figowy, tam mój pradziadek kopał studnie, żeby nawodnić swoje pola uprawne. Moja rodzina wiele wycierpiała, żeby móc żyć w swojej ojczyźnie.

Poza krymskimi, masz też korzenie tatarskie, ormiańskie. Co jest dla ciebie fascynujące, piękne w tych kulturach, które cię ukształtowały?

- Każda kultura jest fascynująca na swój własny sposób i właśnie ich unikatowość mnie tak urzeka. Każda z nich ma swoje instrumenty, dźwięki, harmonie, melodie, charakter, który mnie porusza. Mam to szczęście, że urodziłam się w rodzinie, w której muzyka tradycyjna była zawsze silnie obecna, wszyscy ją wykonywali. W moim domu rozbrzmiewała więc muzyka różnych kultur - krymskich Tatarów, ukraińska, ormiańska, ale też z Azerbejdżanu, Turcji, a nawet Grecji. Wchłaniałam te wszystkie dźwięki od małego, uczyłam się pieśni w różnych językach. Miłość do poznawania kultur pozostała we mnie do dziś. Gdziekolwiek pojadę, zawsze pytam, jak się w tym kraju mówi "Dzień dobry", "Dziękuję" i uczę się innych krótkich zwrotów, słów, nazw - dzięki temu czuję, że jestem bliżej z danym krajem, kulturą.

Dzieciństwo spędziłaś w Kirgistanie...

- Nie do końca. Wyprowadziliśmy się z Kirgistanu, gdy miałam osiem miesięcy. Wczesne dzieciństwo spędziłam w Melitopolu, na południu Ukrainy. Do szkoły poszłam już na Krymie.

Słuchając o twoich korzeniach z różnych kultur i krajów zastanawiam się - jak ty odbierasz Ukrainę?

- Jak już mówiłam, całe swoje świadome dorosłe życie spędziłam na Ukrainie, więc nie czuję jakiegoś dylematu - ten kraj jet dla mnie wszystkim. Jestem ogromną patriotką, zawsze byłam już od wczesnej młodości! Życiowym celem mojego taty był zawsze powrót na Krym. Moją mamę poznał w Oshy, w Kirgistanie. Któregoś dnia powiedział jej szczerze "Galina, my tu nie zostaniemy, nie będziemy tu żyć. Wracamy na Krym". Nawet sobie nie wyobrażasz, jakie trudne to było wtedy do zrealizowania. W latach 80. ubiegłego wieku, Sowieci wciąż nie pozwalali na sprzedaż domów krymskim Tatarom. Moja mama udała się więc do rodzinnej wioski naszych przodków, do Maloreczenskoje, gdzie cała nasza rodzina żyła po deportacji. Tam znalazła pracę, tam żyła, ukrywając swojego męża i dzieci przed Sowietami, aż wreszcie mogła kupić mały domek, który zburzyła i wybudowała nowy, na już swojej ziemi. Kiedy poprzednia właścicielka dowiedziała się, że sprzedała swoją posiadłość krymskim Tatarom, wpadła w histerię. Takich historii w mojej rodzinie jest mnóstwo, a to tylko krótki fragment tego, co przeszli moi rodzice, żeby móc żyć na Ukrainie.

Jak w tym kontekście myślisz o swojej wygranej na Eurowizji? Publiczność głosowała bardziej na utwór, czy na Ukrainę?

- Jestem pewna, że większość osób głosowała na mnie, ponieważ utwór ich poruszył. Dostaję mnóstwo wiadomości z całego świata, w których ludzie dziękują mi za wykonanie tego właśnie utworu. Bo "1944" nie mówi tylko o deportacji krymskich Tatarów. To utwór o wszystkich tragicznych ludzkich historiach, o okrucieństwie prześladowania i ludobójstwa narodu, takim okrucieństwie, jakim był chociażby Holokaust.

Co jest twoją inspiracją na co dzień?

- Absolutnie wszystko. Życie samo w sobie, osobiste przeżycia, miłość, poznawanie nowych ludzi, nowej muzyki, filmy, podróże, zagłębianie się w nowe kultury.... Wszystko!

Na twojej płycie słychać te różnorodne inspiracje i zainteresowania - jaką muzykę lubisz najbardziej?

- Gdybym zaczęła wyliczać nazwy zespołu, nazwiska artystów, lista zajęłaby chyba całą przestrzeń tego wywiadu [śmiech]. Uwielbiam muzykę! Muzyka wypełnia mi każdą minutę życia już od wczesnego dzieciństwa. Mogę się chyba przyznać, że ostatnio największe wrażenie wywarła na mnie nowa płyta Radiohead "Moon Shaped Pool". Jest po prostu genialna. Niedawno byłam w Londynie i właśnie kupiłam ją w wersji winylowej, dokładnie w dniu premiery! Nigdy natomiast nie miałam ulubionego gatunku muzycznego. Od zawsze słucham zarówno muzyki klasycznej i jazzu, jak folku, soulu, funku, popu. Nieco później zaczęłam interesować się rockiem i muzyką elektroniczną. Cieszę się, że granice pomiędzy stylami i gatunkami muzycznymi się zacierają. Posłuchaj chociażby młodych brytyjskich artystów indie - takiej muzyki słucham ostatnio bardzo dużo - James Blake, Paolo Nutini, Honne.

Czy dla publiczności Wschodu Kultury w Rzeszowie masz jakąś specjalną wiadomość?

- Po pierwsze chciałam ogromnie podziękować i wyrazić swoją wdzięczność polskiej publiczności, za głosy oddane na mnie podczas Eurowizji. To było bardzo miłe, mocno czułam wasze wsparcie! Wiem, że jesteście muzykalnym narodem, macie wspaniałe tradycje w muzyce jazzowej - tym bardziej doceniam wasze uznanie dla mnie! Ogromnie cieszę się więc na spotkanie w Rzeszowie - do zobaczenia!

Dowiedz się więcej na temat: Jamala | wywiady

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje