"Fruwający radośnie balon"

Absolutnie, niesamowicie, totalnie, cudownie - takich określeń Kasia Nosowska w rozmowie z Michałem Boroniem używała niemal co chwilę. Te przysłówki śmiało można także zastosować do "UniSexBlues", nowej solowej płyty wokalistki grupy Hey (premiera 28 maja 2007 roku). Absolutnie nieprzewidywalne, niesamowicie różnorodna, totalnie ekspresyjna i cudownie zwariowana - listę można ciągnąć w nieskończoność.

Tuż przed premierą Kasia opowiedziała nam o współpracy z producentem Marcinem Macukiem z Pogodno, o wierszach Emily Dickinson, erotycznych fantazjach realizatora Marcina Borsa, zwykłych piosenkach i obawach związanych z upływającym czasem.

Reklama

"UniSexBlues" to niezły miszmasz i poważny zgryz dla recenzenta. To był twój i Marcina [Macuka, producenta "UniSexBlues"] świadomy wybór czy po prostu tak wyszło?

Na samym wstępie naszej współpracy z Marcinem postanowiliśmy, że nie będziemy absolutnie stosować żadnych ograniczeń. Jesteśmy osobami, które bardzo lubią dźwięk, muzykę i współpracując, bawiąc się w muzykowanie, chcemy sobie totalnie pofolgować.

Czyli absolutnie swobodnie, bez lęku, bez obaw, bez myślenia o tym, jakiego rodzaju trudności w ten sposób nastręczymy słuchaczowi czy recenzentowi po prostu podążać za czystym, nieskrępowanym pragnieniem obcowania z dźwiękiem w takiej, a nie innej formie.

No to spróbujmy podsumować - czytałem o r'n'b, disco, rocku i bluesie, reggae i techno... Co byś do tego dorzuciła?

W tej chwili stwierdzam, że nie do końca jestem w stanie świadomie używać definicji. Nie za bardzo znam się na muzyce, traktując ją w kategoriach jakiś definiowanych pojęć. Dla mnie to po prostu piosenki. Ja nie wiem do końca co to r'n'b.

Być może wytrawny znawca gatunków może poczuć się urażony kiedy posłucha naszej płyty. Podejrzewam, że techno też tam nie ma, tak jak i rocka i bluesa. Z drugiej strony pewnie jest tam wszystko, każda z tych rzeczy w jakimś stopniu zawarta.

Sama nie wiem jak ten materiał określać, nie wiem do jakiej kategorii przypisać te piosenki, ale uważam, że to cudowne. Biorąc pod uwagę to, jak wiele definicji musimy respektować jako ludzie na przestrzeni życia, wydaje mi się, że stosowanie ich w sztuce, czymś co się powinno odbierać emocjonalnie, to jest nastręczanie sobie kłopotów niepotrzebnych.

Sama jednak pewnie przyznasz, że te piosenki to nie są takie zwyczajne, typowe piosenki...

Dla mnie to są zwykłe piosenki.

Padło takie twoje stwierdzenie, że "ściśle elektroniczna formuła to temat zamknięty"...

Zamknięty, dlatego, że miałam przyjemność penetrować świat muzyki elektronicznej z najlepszym - moim zdaniem - czyli Andrzejem Smolikiem. Wydaje mi się, że dwie płyty, które popełniłam wespół z nim zaspokoiły po tysiąckroć mój apetyt na obcowanie z tą konkretną stylistyką.

Na dobrą sprawę wydaje mi się, że temat został wyczerpany ostatecznie. Ewentualnie mogę wykorzystywać w sposób subtelny, delikatny i absolutnie kontrolowany jakieś wtręty elektroniczne - zresztą na tej nowej płycie tak się właśnie dzieje. Elektronika musi być na usługach, a nie rządzić. Jej czas zdecydowanie minął.

Dowiedz się więcej na temat: Kasia Nosowska | studia | rzeczy | utwór | balon | śmiech | piosenki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje