Dawid Podsiadło: W muzyce nie ma dla mnie kompromisów

Na nowej płycie Dawid Podsiadło zmierzył się z pisaniem tekstów po polsku /Łukasz Ziętek /materiały prasowe

Od momentu kiedy wygrał drugą edycję "X Factora" minęły już prawie cztery lata. W tym czasie ukazały się trzy płyty z jego udziałem - dwie solowe i jedna z grupą Curly Heads. Nie sposób jednak zliczyć doświadczeń, przygód, ważnych decyzji, wyzwań, wzlotów i upadków, które wypełniły mu ten czas. Dawid Podsiadło wydał swój drugi album i znów pokazał, że nie jest tylko chłopakiem-marionetką z talent show, a asertywnym i świadomym swoich muzycznych potrzeb artystą.

Reklama

W rozmowie z nami Dawid nie tylko obszernie opowiedział o pracy nad swoją najnowszą płytą "Annoyance & Disappoinment", ale też wrócił do czasów nagrywania debiutu. Jak wiele się zmieniło w jego życiu, czy kiedyś porzuci muzykę dla aktorstwa oraz dlaczego wystraszył swoją rodzinę klipem "W dobrą stronę". O tym wszystkim przeczytacie poniżej.

Justyna Grochal, Interia: Tyle już opowiedziałeś o nowej płycie, że chyba powinniśmy teraz porozmawiać o twojej karierze w kabarecie. Fragment "Roastu Kuby Wojewódzkiego" z twoim udziałem podbił sieć...

Reklama

Dawid Podsiadło: - Tak, dość popularny jest ten filmik z moim wystąpieniem. Przyjemne to uczucie, chociaż wydaje mi się, że wyrwane z kontekstu nie jest tak zabawne, jak w całej formule odcinka. To jednak dlatego miało taką siłę, że było kontrastem i wyłamaniem się z konwencji klasycznego roastu, gdzie nie używałem takich niskich, brutalnych, niecenzuralnych określeń w stosunku do gości i gwiazdy wieczoru, a po prostu starałem się być trochę miły, trochę niemiły.

Od kabaretu niedaleko do aktorstwa. Ciebie kręci odgrywanie ról, prawda? Grasz w swoich teledyskach. W nowym klipie, do singla "Forest", też się pojawiasz.

- Tak, dlatego się obciąłem i zgoliłem wąsa, bo właśnie kręciliśmy nowy teledysk. Trochę chcieliśmy Forresta Gumpa, więc chcieliśmy się nieco do niego upodobnić. Ja chciałem. Reżyser powiedział, żebym tego nie robił, że nie trzeba, a ja mówię: "będzie super, golę wszystko".

Aktorstwo pełną parą i mocne zaangażowanie?

- Tak, liczę na Oscary! (śmiech)

Ale ty tak serio z tym aktorstwem?

- Tak, bardzo. Czuję, że mam potencjał, mimo że nie mam żadnego doświadczenia i żadnych umiejętności.

Ale muzyki nigdy na rzecz X muzy nie porzucisz?

- Na pewno nie! Ze wszystkich rzeczy, które robię, muzyka jest rzeczą, którą robię najlepiej. No może równie dobrze gram w gry (śmiech). Bardzo lubię kamerę, bardzo lubię odgrywać różnego rodzaju role. Wydaje mi się, że byłbym w tym dobry, jeśli miałbym okazję poćwiczyć i posłuchać jakichś rad i wskazówek. Jak ktoś mi powie, co mam zrobić, to wydaje mi się, że jestem w stanie to przedstawić wiarygodnie. Moi znajomi raczej by mi w to nie wierzyli, bo mnie znają, ale ludzie, którzy mnie nie znają, mogą w to uwierzyć. Zresztą przykładem i dowodem na to jest to, że bardzo wiele osób pytało mnie, czy w klipie "W dobrą stronę" pokazuję swój dzień, czy to jest bohater. Ja mówię "To jest bohater! Ja nie robię takich rzeczy codziennie". Zresztą jak kręciliśmy ten teledysk, to psychicznie było to dla mnie ciężkie przeżycie, bo cztery dni nagrywaliśmy tę drugą część, w tle w której leci "Projekt 19". Mimo że był to teledysk, czyli forma sztuki rejestrowanej, źle się czułem, plując z wiaduktu na samochody, gdzie kierowca samochodu nie wiedział, że ja kręcę sobie teledysk.

Podobno ten materiał zaskoczył też twoją rodzinę...

- No jasne, dla nich było szokujące, że to jest tak inne od tego, jakim mnie znają. Mówili, że to jest odważne. Co ciekawe, najbardziej traumatycznym przeżyciem w odbiorze było to właśnie dla moich najbliższych. Długoletni znajomi, których cenię, byli tym rozbawieni, śmiali się z tych tekstów, a moja rodzina odebrała to bardzo poważnie, dla nich to było mocne. Zwłaszcza, że w pierwszej wersji teledysku, cała druga część nie była wyciszona, czyli nie było tak, że kilka razy pojawia się dźwięk z otoczenia, a tak generalnie to jest piosenka, tylko tam właśnie piosenka była cały czas w tle, a wszystkie dźwięki i dialogi były słyszalne. Dla dobrego smaku i poprawności politycznej stwierdziliśmy, że jednak wyciszymy większość teledysku. Wtedy to było mocniejsze i w dużej mierze kwestie, które tam padają, były kontrowersyjne. Ale też taki był zamysł, żeby pokazać dzień z życia człowieka, z którym nie mam nic wspólnego na co dzień. Ale właśnie dlatego bardzo lubię takie zadania.

Sprawdź tekst utworu "W dobrą stronę" w serwisie Tekściory.pl!

A jak wspominasz zadania aktorskie w nowym klipie do utworu "Forest"?

- W nowym teledysku te zadania aktorskie były dość ograniczone, bo w całym klipie po prostu biegnę w różne strony. Biegam, są psy, które też biegają. To nie było takie łatwe, jak myśleliśmy - żeby w odpowiednim momencie zaczęły, skończyły, żeby wszystkie tego chciały. Był to jeden z cięższych klipów, które kręciliśmy, m.in. przez warunki pogodowe, bo to było kilka godzin biegania w bluzie. Psychicznie i fizycznie bardzo męczące, chociaż bardziej fizycznie.

- Mnie się bardzo podoba. Jest to jest trochę inna konwencja robienia teledysku. Bo w teledysku "W dobrą stronę" mamy całą historię, całą przemianę, dwie części. Jest o tym, co się działo przed, dlaczego jest tak, jest jakiś dramat, może nawet tragedia.  A tutaj naszym zamysłem było to, żeby było estetycznie atrakcyjne. Żeby była przestrzeń taka, jaka jest w piosence "Forest" - masz czas, żeby pomyśleć, pooglądać piękne zwierzaki w slow motion. Nie ma trzech zwrotów akcji, a jest jedna, moim zdaniem piękna, impresja.

Sprawdź tekst utworu "Forest" w serwisie Tekściory.pl!

Powiedziałeś kiedyś w wywiadzie, że nagrywając z Curly Heads "odzyskałeś kontrolę nad swoim muzycznym życiem". Czy to znaczy, że w przypadku debiutanckiej solowej płyty ta kontrola nie była tak duża?

- Chodziło mi chyba o to, że wróciłem do korzeni. Tam tak naprawdę powstało moje muzyczne "ja". Oczywiście robiłem utwory wcześniej, ale raczej nie chciałbym, żeby ktoś je usłyszał (śmiech). W Curly Heads każdy z nas tak na serio uwierzył, że muzyka jest naszym powołaniem i, że powinniśmy to robić, bo w tym czujemy się najbardziej spełnieni.

- Z Bogdanem Kondrackim, z którym w duecie zrobiliśmy całą pierwszą płytę, czułem się bardzo pewien tego, co robię. Miałem ogromną kontrolę nad tym, co się dzieje. Zresztą zawsze mówiłem Bogdanowi, że jestem mu wdzięczny za to, że pozwolił mi na tyle. To jest producent, który spędził bardzo dużą część swojego życia w muzie i stoi za sukcesem wielkich nazwisk w naszym kraju. No więc, jak przyszedł do niego taki chłopak jak ja, z talent show, to mógł ze mną tak naprawdę zrobić, co chciał. Mógł powiedzieć: "Stary, twoje pomysły są spoko, ale ja mam takie pomysły i zróbmy coś z tym". I ja pewnie bym to zrobił.  A tak naprawdę z demo, które wysłałem do wytwórni i do niego, wzięliśmy chyba sześć utworów. Serio, wzięliśmy pomysły, które nagrywałem mikrofonem używanym na co dzień do rozmów na Skype’ie i, który przyklejałem taśmą do, delikatnie mówiąc, tandetnego klawisza. I wzięliśmy takie rzeczy i zrobiliśmy z tego piosenki, które później okazały się bardzo przyjemnie przyjmowane. Tak więc miałem kontrolę i czuję się dobrze z tamtą płytą.

Sprawdź tekst utworu "Tu i teraz" w serwisie Tekściory.pl!

Taki obrót spraw był twoim zdaniem raczej kwestią zdrowego podejścia Bogdana, czy twojego charakteru, uporu i asertywności? 

- Myślę, że trochę tego, trochę tego. W muzyce jestem asertywny. W życiu nie. W muzyce nie ma dla mnie kompromisów. Jak coś mi się nie podoba, to nie boję się powiedzieć, że to jest słabe. To jest od kilku lat najważniejsza sfera w moim życiu. Tu nie ma miejsca na udawanie, że coś jest w porządku. Tego się musiałem nauczyć, bo przecież brałem udział w powstawaniu utworu "Tu i teraz" nagranego z Tatianą Okupnik. Z dzisiejszej perspektywy myślę, że nie zrobiłbym takiego utworu. To był wynik wdzięczności za to, jakim wsparciem Tatiana dla mnie była. Ale ten utwór jest zdecydowanie za prosty, jest po prostu przebojem. Chociaż "Tu i teraz" chyba nawet nie było popularne...

Szczerze? Przygotowując się do tego wywiadu, przypomniałam sobie ten utwór, o którym zupełnie zapomniałam w kontekście twojej kariery. Moim zdaniem on raczej przeszedł bez echa.

- To ekstra! Czyli był robiony na przebój, ale nie stał się przebojem. To mi daje dużą nadzieję i przeświadczenie, że muszę robić rzeczy, w które ja wierzę i które ja czuję. Tatianę oczywiście ogromnie szanuję i jestem jej bardzo wdzięczny za to, co razem przeżyliśmy w programie. Zresztą sam wyjazd do Londynu był wielkim wydarzeniem. To był mój pierwszy wylot w tamte strony, współpraca z zagranicznym producentem, rozmawianie w obcym języku na temat muzyki. To wszystko było takim ciekawym doświadczeniem. Spotkanie z Troy’em Millerem, który grał jako perkusista z m.in. Amy Winehouse, było wielkim wydarzeniem dla mnie, jarałem się tym. Ale też pamiętam, że przed wyjazdem zastanawiałem się, czy chcę to robić i teraz kiedy mam w ogóle taką myśl - czy robić coś czy nie - to po prostu tego nie robię. Bo jeżeli wątpię, że to może być dobre, to raczej czuję, że nie. Nie będzie dobre, jeżeli się zastanawiam. Zawsze się zastanawiasz, bo nigdy nie wiesz, czy to jest OK, czy nie. Ale czujesz..

Gdzie rozwiewasz te wątpliwości, jeśli się już pojawiają?

- Mam spore grono osób, którym ufam i których zdanie zawsze jest dla mnie istotne. Wiem, że ich zdanie nie jest motywowane jakimś interesem czy czymkolwiek. Oni, bazując na swoim filtrze osobowości, zastanawiają się, czy to jest spoko, czy nie. Ostatecznie ich zdanie ma ogromny wpływ, ale ja też chyba intuicyjnie czuję. Od początku wiem, co powinienem zrobić, ale ich zdanie pomaga mi się zdecydować.

Sprawdź tekst utworu "No" w serwisie Tekściory.pl!

Gdyby zastanowić się, co może wyróżnić polską muzykę na arenie międzynarodowej, to jednym z czynników jest na pewno nasz ojczysty język, który według mnie jest bardzo plastyczny i daje mnóstwo możliwości. Na swojej drugiej płycie postanowiłeś mieć tych polskich piosenek więcej, a dodatkowo zdecydowałeś się samodzielnie ulepić kilka tekstów po polsku. Dlaczego?

- Wcześniej chyba nie czułem, że to co próbowałem pisać po polsku, było dobre. Tym razem impulsem był film o Amy Winehouse, w którym powiedziała, że artysta ma pisać i śpiewać sam, a nie korzystać z pomocy, bo jak można ocenić kogoś, kto śpiewa cudzy tekst.

Ale mogłeś pisać po angielsku, z szansą na zakładaną przecież wcześniej zagraniczną karierę, a mimo to zdecydowałeś się na pisanie w naszym języku...

- Wydawało mi się, że to będzie jeszcze bardziej autentyczne. Zawsze pisałem po angielsku. Te teksty, które śpiewam po angielsku są moje. Ale też wiedziałem, że u nas teksty angielskie trafiają tylko do części osób.  Procentowo powiedziałbym, że maksimum 10% wszystkich ludzi, którzy kupili moją płytę, mocno analizuje to, co piszę. Na zasadzie wyzwania postanowiłem, że spróbuję napisać jak najwięcej utworów po polsku. Były też oczywiście utwory, które miały predyspozycje do tego, żeby być polskimi utworami. Wybraliśmy takie cztery: "Pastempomat", "Bela", "W dobrą stronę" i "Where Did Your Love Go?", który nazywał się "Co tu się stało?".

- Jakoś mi się dobrze napisało te polskie teksty. Najpierw napisałem "Belę", zaraz po filmie o Winehouse. Spodobało mi się to i mówię: "OK, jeśli jestem w stanie napisać jeden tekst, który po kilku dniach mi się nie nudzi i nie uważam, że jest tandetny i żenujący, to znaczy, że muszę umieć napisać więcej".

Dowiedz się więcej na temat: Dawid Podsiadło | wywiady

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje