Bayer Full o 25-leciu disco polo: Dołek już chyba za nami

Ponad 2,5 mln widzów przyciągnęła gala z okazji 25-lecia disco polo, pokazana przez TVP2 w niedzielę (25 czerwca). Na stadionie Polonii Warszawa wystąpiły największe gwiazdy gatunku, jak m.in. Akcent z Zenkiem Martyniukiem, Bayer Full, Boys, Weekend czy Shazza.

Sławomir Świerzyński stoi na czele grupy Bayer Full

Bayer Full powstał w 1984 roku z inicjatywy Sławomira Świerzyńskiego. W czasach PRL-u formacja grała głównie na festynach i weselach. Prawdziwy bum na muzykę grupy przyszedł wraz z rozkwitem w Polsce gatunku disco polo.

Reklama

Popularność przyniosły grupie znane przez wszystkich przeboje takie jak: "Majteczki w kropeczki", "Blondyneczka", "Wszyscy Polacy", "Cyganka Janeczka", "Serca dwa", "Kochany kraj" oraz "Żono moja".

PAP Life: Wystąpiliście na gali niczym grupa z Las Vegas, kolorowe smokingi, tancerki z piórami, wcześniej woleliście swojskie klimaty...

Sławomir Świerzyński (Bayer Full): - (śmiech) Ciągle lubimy, ale wszystko zależy od okoliczności. Na gali taki był zamysł: chciałem pokazać młodszym kolegom, że jeszcze sporo nauki i pracy przed nimi.

Udało się. Ale wróćmy do początków: jak to było z disco polo?

- Pierwsze 5-7 lat to było takie zachłyśnięcie się - koncerty, pieniądze, sława... Następne dziesięć było tak sobie, ale od 2005 zaczęło nabierać rozpędu, dołek jest już chyba za nami.

Co pomogło?

- Choćby Biesiady w Węgrowie, które pokazywała telewizja. W ogóle dzięki TVP funkcjonujemy w mediach...

Też dzięki polityce - braliście udział w kampaniach PSL.

- Celowo, chcieliśmy się pokazać, chcieliśmy, żeby o nas mówiono, to o to szło.

Skutecznie. "Wszyscy Polacy to jedna rodzina" stało się hitem. Ale tak jak wizerunek, zmieniliście też miejsce koncertów - gracie częściej w miastach.

- Bo tam są pieniądze, a disco polo przestało być "obciachem". Słucha nas tu coraz więcej ludzi, często młodych. A w małych miejscowościach ludzi i samorządy nie stać na organizowanie imprez.

Wcześniej było ich stać?

- Wcześniej było więcej miejsca. Gdy w 2000-latach na rynku pojawili się Ich Troje czy Golec uOrkiestra dla nas pieniędzy już nie starczało. Oni grali w podobnych klimatach, a za występy sporo sobie życzyli, dla innych zostawało niewiele...

Jak jest teraz?

- Różnie, ale generalnie lepiej. My np. utrzymujemy się z grania tylko dwóch koncertów dziennie, choć moglibyśmy jeździć od dyskoteki do dyskoteki i grać kilka imprez. Ale mamy już swoje lata, już nam się tak nie chce, chociaż kiedyś tak właśnie graliśmy. Ale nie tylko my - Maryla Rodowicz i inni też tak grali...

Wy chyba nie musicie - całe Chiny stoją przed wami otworem, ponoć zarabiacie tam kokosy...

- Tak, słyszałem, że kupiłem 100 ha ziemi... Zarabiamy, ale to niej jest tak, że płyta wydana w kilku milionach, a my mamy z tego procent. Zarabiamy "digitalowo", to trwa, ale inaczej tam się nie da. Jeździmy oczywiście też na koncerty. Jesteśmy chyba jedynym zespołem na świecie, który gra półtoragodzinny program po chińsku. Dla nich to sensacja. Ba, śpiewam też ich ludowe piosenki, a to już jest szaleństwo... Kiedy wchodzę tam do sklepu i robię zakupy, nie muszę za nic płacić...

Jadę z panem na zakupy! A tak serio - jaką macie tam publiczność?

- Bardzo różną, ale jeździmy nawet do małych miejscowości, gdzie nie słyszeli o takich "białasach", co po chińsku śpiewają...

Da się pogadać?

- Da się nawet wódki napić.

Wódki?!

- Wódki, piją taką 67 proc. Kiedy odwiedzają mnie w Polsce i częstuję ich słabszą, kolorową to popijają jak wodę... Chociaż, gdy siadają ze mną, to śmieję się, że trzech musi ich być, bo jeden nie da rady...

To ostatnie pytanie: "Majteczki w kropeczki" po chińsku?

- "Chłachłuda szajneiku".

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Bayer Full

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama