"Bądźcie otwarci na różne rzeczy"

Sokół i Pono dużo ryzykowali nagrywając "Teraz Pieniądz W Cenie" - nie da się ukryć, że konserwatywni fani Zip Składu, Zipery czy też WWO mogą mieć spore problemy z przełknięciem ich nowego klimatu. Miłośnicy nowych brzmień i niekonwencjonalnych patentów chyba nie mają prawa narzekać. A co ze zwolennikami klasycznego brzmienia, charakteryzującego pierwsze płyty Sokoła i Pono? Czy oni także znajdą coś interesującego na nowym "TPWC"? No i dlaczego członkowie Zip Składu zdecydowali się na obrót o 180 stopni? Przekonajcie się... Z Sokołem i Pono rozmawiał Filip Rauczyński ("Magazyn Hip Hop").

Pierwsze TPWC powstało około 11 lat temu - jak wspominacie tamte czasy, co najbardziej zapadło wam w pamięć ze wspólnych nagrywek w studio Indigo? Słyszałem, że to studio znajdowało się na tyłach sklepu muzycznego...

Reklama

Pono: Słuchaj, każde wspomnienia z czasem są coraz cenniejsze. Tak że te wspomnienia są dla nas bardzo cenne, ponieważ było to naprawdę bardzo dawno temu. To były początki - tak naprawdę to był początek przyjaźni, wszystkich Zipów. To był moment, że spędzaliśmy całą ekipą dużo czasu i ten rap wychodził spontanicznie z tego wszystkiego, co robiliśmy razem, bo i graliśmy w piłkę czy puszko-nogę, czy piliśmy wódkę. Cały czas było rapowanie i to było zajebiste, bo to był pełen spontan. To były naprawdę podwórkowe klimaty, gdzie każda ekipa miała swoje podwórko. Było podwórko Molesty, my mieliśmy swój Zip Skład... To była szkoła, gdzie się spotykaliśmy i po prostu ludzie, którzy tam notorycznie przychodzili, założyli w pewnym momencie Zip Skład - tak mniej więcej to wyglądało. Natomiast my z Sokołem mieliśmy możliwość wcześniej się przeciąć w szkole plastycznej. Akurat tak się złożyło, że mnie przyjmowali, a jego wywalali...

Sokół: Jego wywalili chwilę później... (śmiech)

Pono: Ale dwa lata przechodziłem (śmiech). Zaczęliśmy coś tam tworzyć i wtedy właśnie zaistniało TPWC. Zaraziliśmy tym chłopaków i całą resztę - i powstał Zip Skład, po czym do Zip Składu dołączyli Koras i Fu, których poznaliśmy w trakcie balu i których też świetnie rozumieliśmy... I się zaczęło.

Pierwsze nagrania TPWC są absolutnie nie do zdobycia... Czy możecie powiedzieć, jak wyglądał wasz pierwszy materiał, nagrywany jeszcze - z tego, co wiem - na kasety?

Pono: Nie, nie - ten materiał jest gdzieś w internecie...

Ja osobiście, przeglądając liczne fora, torrenty i tym podobne - nigdy się na nie niego natknąłem, a naprawdę intensywnie szukałem (śmiech).

Pono: Dla chcącego nic trudnego (śmiech).

Nie wątpię, na pewno jeszcze poszukam (śmiech). Zanim jednak znajdę chciałbym abyście przybliżyli mi mniej więcej jak wyglądały pierwsze nagrywki jako TPWC. Przyznam, że bardzo mnie to ciekawi, szczególnie w kontekście nowej płyty...

Sokół: Pierwsze nasze kawałki były chyba trzy tak naprawdę.

Pono: "Hołd" to był pierwszy utwór, który napisaliśmy tak naprawdę w życiu...

Sokół: I od razu zagraliśmy to przed Run DMC.

Pono: Bo od razu to nagraliśmy, Bogusz to wtedy wysłał na jakiś konkurs na support przed DMC - wysłał ten utwór bez naszej wiedzy. Tam się zajarali, ale trzeba było dać dwa kawałki i napisaliśmy na szybko drugi, a oni: "O jejku, jeszcze lepszy" (śmiech). I chwyciło...

To można śmiało powiedzieć, że mieliście dużo szczęścia...

Sokół: No, tylko wiesz - poziom był wtedy taki, że chwytało prawie wszystko.

Pono: Poziomu wtedy nie było, ponieważ wszystko się dopiero wtedy rodziło. To, co zrobiłeś, to było coś nowego, nie miałeś porównań, że coś jest dobre, coś jest złe. Wszystko, co wychodziło po polsku, było wtedy dla nas zajebiste.

To teraz zacytuję Pona. W tytułowym kawałku "TPWC" na nowej płycie wspominasz o starych czasach, mówisz, że "rap wypełnił brak tego, co znika". A czym teraz jest dla was rap, po tych jedenastu latach istnienia TPWC? Sami chyba przyznacie, że wiele zmieniło się zarówno w samym rapie jak i w waszym życiu...

Pono: Wiesz, nie chcę być jakiś nieszczery, ale tak naprawdę - wiesz - rap jest ciągle tym samym, może nie jaram się nim w takim stopniu - w sensie nie wkręcam tak, jak kiedyś, bo kiedyś to było cały czas odkrywanie czegoś, poznawanie. Teraz jest to poniekąd odkryte, natomiast nie ma już takiego zapału. Dla mnie rap jest ciągle tym samym, to jest forma wyrazu i zawsze siadam do pisania, kiedy mam coś do powiedzenia - i będę to robił do końca życia, bo taką formę wyrażania siebie sobie wybrałem. I to wychodzi całkiem spontanicznie - jak coś mnie wk**wia, to siadam do zeszytu i piszę o tym. Ewentualnie Sokół mi poddaje jakiś pomysł, czymś mnie zainspiruje i siadam, piszę. Wszystko to jest kwestią inspiracji i dopóki będę miał coś do powiedzenia, to będę wyrażał się poprzez rap. Wiesz, mam jakieś tam pomysły na starość... Mówiłem, że zaczynałem w szkole plastycznej - może zostawię sobie to na starość (śmiech). Ogólnie jestem człowiekiem, który cały czas szuka jakichś sposobów i zasadniczo dopóki będę aktywny w jakiś sposób, będę tworzył.

Sokół: Słuchaj, zmieniło się dużo. Przede wszystkim my się zmieniamy, siłą rzeczy zmienia się też wiele rzeczy dookoła nas, stosunek do pewnych spraw... Ale tak naprawdę ja nie podchodziłem nigdy do hip hopu jak do jakiegoś ruchu, do jakiejś idei. Każdy ma swoje idee, które przekazuje w hip hopie, tu nie ma jakiegoś uniwersalnego przekazu i idei, bo nawet faszyści mogą sobie rapować o jakichś faszystowskich jazdach. Nie obchodzi mnie to w sumie za bardzo (śmiech). W każdym razie w moim podejściu niewiele się zmieniło, bo tak naprawdę jak już zrobię płytę, to trochę bardziej zależy mi na tym, by ją dobrze sprzedać, w sensie - chciałbym z niej wyciągnąć parę złotych. Nie myślę o tym w trakcie pisania, tylko jak już płyta powstanie...

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje