Artur Rojek: Do muzyki podchodzę bardzo idealistycznie i emocjonalnie

Tegoroczna edycja OFF Festivalu odbędzie się w dniach 4-6 sierpnia. Na kilka dni przed rozpoczęciem katowickiej imprezy rozmawiamy z jej dyrektorem artystycznym, Arturem Rojkiem.

- Jako dyrektor artystyczny tej imprezy dbam o to, żeby każdy z koncertów był istotny dla całości - mówi Artur Rojek

Justyna Grochal, Interia: - Zacznijmy od kwestii związanych z bezpieczeństwem na festiwalu. Sporo dzieje się teraz wokół Przystanku Woodstock, który ponownie zyskał status imprezy o podwyższonym ryzyku. Czy sprawy dotyczące bezpieczeństwa podczas festiwalu uległy zmianie na fali niedawnych, tragicznych wydarzeń, które miały miejsce właśnie podczas imprez muzycznych?

Reklama

Artur Rojek: - Organizacja festiwalu odbywa się zgodnie z zaleceniami, jakie towarzyszą organizacji imprezy masowej. Podlegamy wszystkim kontrolom, zabezpieczamy imprezę zgodnie z ilością ludzi, jaką mamy przewidzianą na daną edycję. Każdego roku dbamy o bezpieczeństwo uczestników przy pomocy profesjonalnej firmy z najlepszym i największym doświadczeniem w tym kraju. Oni na festiwalu stacjonują od otwarcia do zamknięcia bram, każdego dnia.

Czy ty, jako organizator OFF Festivalu, dostrzegasz zmiany w postrzeganiu tego typu imprez kulturalnych przez społeczeństwo?

- Jesteśmy bombardowani masą informacji. Masz do tego dostęp w telefonie, komputerze i w zegarkach, a sytuacja na świecie jest taka jaka jest. Nie trudno odnieść wrażenie, że to się dzieje obok ciebie. Zmienia to nastawienie ludzi i ludzką świadomość, wzrasta poziom strachu. Impreza masowa to odpowiedzialność i należy ją chronić według obowiązującego ją prawa. Nie można przy tym popadać w paranoję. Wszystko, co jesteśmy w stanie zrobić i wszystko to, o czym mówi prawo, jest spełnione. Pod tym względem jesteśmy spokojni.

I oby tak pozostało. Zanim przejdziemy do kwestii związanej z programem tegorocznej edycji, chciałam zapytać o to, czy jest coś, co urzekło cię na zagranicznych festiwalach, ale czego z różnych powodów nie jesteś w stanie wprowadzić u siebie?

- Jednym z ważniejszych elementów w dzisiejszym świecie stało się opakowanie, co nie zawsze pokrywa się z rzeczywistością. Takie mamy czasy. Zanim zacząłem jeździć na zagraniczne festiwale, oglądałem je z perspektywy zdjęć albo relacji w różnych magazynach czy w internecie. Wydawało mi się, że organizacja, wygląd i funkcjonowanie festiwali w Polsce daleko odbiega od tego, jak są one organizowane na świecie. To nieprawda. Biorąc pod uwagę moje dzisiejsze doświadczenia i wiedzę, organizacja i zawartość OFF-a w niczym nie odbiegają od tego, jak to robi się na świecie. Wszystko jest kwestią budżetu i pomysłu. Myślę, że nieprzypadkowo znaleźliśmy się na liście najlepszych festiwali świata według magazynów "Time" czy "Guardian" - i jesteśmy z tego dumni.

- To nie znaczy, że przestałem się uczyć i uważam się za idealnego. Wręcz przeciwnie. Widzę, że mamy coraz więcej świetnie funkcjonujących imprez i wiele festiwali stanowi dla mnie inspirację. Za najlepszy festiwal na jakim byłem, uważam Primaverę. Ceniłem swego czasu ATP i przyglądam się również innym brytyjskim festiwalom, jak End Of The Road.

Których koncertów ty jako głównodowodzący festiwalem zalecasz nie przegapić podczas tegorocznej odsłony OFF-a?

- Jako dyrektor artystyczny tej imprezy dbam o to, żeby każdy z koncertów był istotny dla całości, więc mam nadzieję, że każdy znajdzie tam coś dla siebie, od momentu rozpoczęcia pierwszego koncertu do ostatniego, który będzie się kończył koło trzeciej nad ranem. Mogę zachęcić wszystkich do udziału w festiwalu nazwiskami znanych artystów takich jak PJ Harvey, jak Feist - kanadyjska piosenkarka, która będzie w Polsce chyba po raz pierwszy, jak Swans, który zagra jedyny koncert w Polsce w tym roku, właśnie na OFF Festivalu, i ostatni przed zmianą formuły działania, jak Shellac - długo wyczekiwany zespół z legendarnym producentem Steviem Albinim na czele. Jak Conor Oberst, bardzo znany i ceniony na świecie songwriter w kategorii folk & country, jak Talib Kweli, artysta dla wszystkich fanów hip hopu, jak też wielu artystów polskich, którzy pojawią się w tym roku na OFF Festivalu. Po kilku latach przerwy reaktywowana jest trójmiejska yassowa legenda Łoskot, pojawi się zespół Mitch & Mitch, pojawi się zespół Pro8l3m, pojawię się też ja z zespołem Kwadrofonik, z którym wspólnie zagramy muzykę do "Symfonii przemysłowej nr 1" Davida Lyncha.

A jak zrodził się pomysł, byś wystąpił razem z Kwadrofonik?

- Poznaliśmy się w 2015 roku na imprezie rozdania Gwarancji Kultury w TVP Kultura. Pierwszy kontakt nastąpił między mną a Bartkiem Wąskiem, jednym z członków zespołu Kwadrofonik. Bardzo szybko załapaliśmy podobną energię i zaczęliśmy szukać możliwości współpracy. Taka pierwsza możliwość pojawiła się przy okazji Paszportów Polityki, gdzie wspólnie zagraliśmy dwa zinterpretowane muzycznie przez nich utwory, pochodzące z mojej solowej płyty. A potem spotkaliśmy się w 2016 roku na ich festiwalu. To oni zaproponowali mi współpracę przy projekcie "Symfonia przemysłowa nr 1", który po raz pierwszy prezentowany był w grudniu, w Teatrze Nowym w Warszawie. A teraz pokażemy go po raz drugi, w przestrzeni trochę innego, większego festiwalu.

Czyli są w planach kolejne wasze wspólne koncerty?

- Tak, we wrześniu gramy na festiwalu w Genewie, w Szwajcarii, a potem - na przełomie listopada i grudnia - zagramy w kilku wyjątkowych salach koncertowych.

Ten występ to takie połączenie dwóch twoich pasji - muzyki i filmu. Podkreślasz swoją fascynację kinem, które potrafi cię pochłonąć, które cię inspiruje, uczy. Nie myślałeś o tym, żeby to swoje życie, zamiast w książce "Inaczej", zamknąć w kadrach filmu dokumentalnego?

- Ja tej książki sam nie napisałem, to jest książka, która jest wywiadem. Filmu też sam nie nakręcę. (śmiech) Jeżeli pojawi się taka propozycja i będzie ciekawa, to nie wykluczam tego.

W przywołanej biografii wspomniałeś o modzie, która zapanowała wśród wielu młodych ludzi na robienie muzyki nie ze szczerości i z wewnętrznej potrzeby przekazania czegoś wartościowego, a dla splendoru, popularności, sławy, połechtania ego itd. Czy myślisz, że słuchacz jest w stanie wykryć ten fałsz i powierzchowność?

- Nie chciałbym odpowiadać za wszystkich. Ja to czuję, ale może to wynika z tego, że ja do muzyki podchodzę bardzo idealistycznie i bardzo emocjonalnie. Dla mnie muzyka nigdy nie jest muzyką tła. Rzadko bywa, żebym muzykę tak traktował. Muzyka zawsze jest dla mnie czymś takim, czemu się oddaję. Dlatego też robię ten festiwal w taki, a nie inny sposób. OFF Festival w całej swojej okazałości przedstawia muzykę, która ma być dla naszego odbiorcy istotna, ma prowadzić do jego zmian, ma prowadzić do jego edukowania, do odkrywania, do poruszania nim, do wytwarzania w nim emocji. Czy to są emocje smutku czy radości, czy grymasu niezadowolenia, czy zadowolenia, najważniejsze jest to, żeby ta muzyka nie była dla odbiorcy obojętna.

Podczas spotkania na Spring Break opowiadałeś anegdotę o poszukiwaniach foniatry dla Anohni, która ostatecznie odwołała swój koncert na zeszłorocznej edycji. Czy w tym roku, na tym etapie przygotowań do festiwalu, wydarzyło się coś, co może stać się taką off festiwalową anegdotą?

- Nie przychodzi mi teraz nic do głowy (śmiech). Anegdoty to mi przychodzą do głowy, jak już jest po wszystkim (śmiech).

Przygotowując zapowiedź tegorocznej edycji, zapytałam ludzi z branży o to, za co można lubić OFF Festival. Gdybyś ty mógł wejść w buty takiego "zwykłego" uczestnika festiwalu i miał odpowiedzieć na to pytanie, to co byś powiedział? Co według ciebie jest wyjątkowe, za co można lubić OFF-a?

- Ja lubię OFF za muzykę, za ludzi i atmosferę. I za to, że jak na nim jestem, to czuję się dobrze.

Dowiedz się więcej na temat: Artur Rojek | OFF Festival

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama