Andrzej Stasiuk: Złapał Kozak Mickiewicza

Andrzej Stasiuk (drugi z prawej) z grupą Haydamaky /Cai Caslavinieri /

"Bez trudu można sobie wyobrazić pana Adama, jak improwizuje na scenie wsłuchany we własne słowa, a zarazem w puls basu bębnów i gitary jakiego zespołu, który udało mu się zebrać, tam gdzie aktualnie przebywa, czyli najpewniej w niebie. A dobrych muzyków jest tam wielu" - napisał Andrzej Stasiuk w książeczce do płyty "Mickiewicz-Stasiuk-Haydamaky". Ostatnie zdanie, to co najwyżej pobożne życzenie autora. Nie od dziś wiadomo, że każdy szanujący się muzyk siedzi w piekle. Do reszty, trudno się przyczepić.

Reklama

26 stycznia do sklepów trafiła zapowiadana już przez nas płyta projektu "Mickiewicz-Stasiuk-Haydamaky", na której ciesząca się sporym uznaniem w Polsce ukraińska ethno-rockowa formacja Haydamaky wraz z pisarzem Andrzejem Stasiukiem sięgnęła do poezji Adama Mickiewicza.

Grupa Haydamaky na stałe zagościła na polskiej scenie muzycznej. W dorobku mają wspólne nagrania z m.in. Voo Voo (nominowana do Fryderyka płyta "Voo Voo i Haydamaky"), Rootwater, Pudelsami, Pablopavo i Reggaeneratorem (Vavamuffin) i Grabażem (Strachy Na Lachy). W utworze "Please Call Me Later" promującym płytę "No More Peace!" (2013) gościnnie pojawił się Kamil Bednarek.

Reklama

Na płycie "Mickiewicz-Stasiuk-Haydamaky" znalazło się 10 kompozycji inspirowanych twórczością wieszcza Adama Mickiewicza. Są to w większości sonety pochodzące ze zbioru "Sonety krymskie", otwierające płytę "Stepy akermańskie", ale jest też "Reduta Ordona", fragmenty z "Dziadów" czy "Konrada Wallenroda" oraz "Liryki lozańskie".

Adam Drygalski, Interia: Czy oglądał pan może "Akademię Policyjną"?

Andrzej Stasiuk: - Nie, od trzydziestu lat nie mam telewizora.

Ale to był film kinowy! Mógł być pan na nim w kinie!

- Szczerze mówiąc przegapiłem.

Tak mi się skojarzyło z wizerunkiem wokalisty Haydamaków. W tym filmie dwóch zauszników porucznika Harrisa zostało wysłanych przez sierżanta Mahoneya do Błękitnej Ostrygi. I w tym klubie wszyscy wyglądali, jak facet z okładki.

- Przyszła kobieta z dwiema wielkimi torbami ciuchów i ich przebrała. Nawet mnie uprzedzili, że oni tak tylko na chwilę i zaraz to zdejmują. Zresztą Saszko [Jarmola], wokalista, na scenie występuje półnago. Kiedyś był nawet wyżyłowany, ale teraz się opuścił. Przestał chodzić na treningi ze sportów walki i trochę mu przybyło.

Chce pan powiedzieć, że się rozpił.

- A gdzie tam. Wyszedł z założenia, że w kraju w którym trwa wojna i każdy facet ma pistolet, machanie rękami i nogami nie ma sensu.

No i co tam oni o tej wojnie sądzą?

- Trochę żeśmy na ten temat pogadali, bo na płycie jest przecież "Reduta Ordona", więc nadarzyła się okazja. Taki wojenny, antyrosyjski kawałek. Zresztą, moim zdaniem, najlepszy na tej płycie.

Czyli szukaliście punktów wspólnych a nie zapalników. Rosjanie Rosjanami, ale Polak z Ukraińcami to powinien pogadać sobie o Banderze. Od razu zrobi się ciekawiej.

- Ale jak rozmawiać? Dla nich jest bohaterem, dla nas przestępcą. Bronił tej swojej ukraińskości, my broniliśmy polskości. Nie da się tego pogodzić. Co zrobić w sytuacji kiedy są dwie historie? Czas musi to załatwić. Sto, sto pięćdziesiąt lat. Wtedy jak ktoś go wyciągnie, to reszta machnie ręką, albo popuka się w czoło. Bandera jeszcze nie przeszedł do historii.

Tak łatwo to on nie odejdzie! Filmy o nim kręcą.

- Puściłem Saszce "Wołyń" Wojtka Smarzowskiego. Do połowy oglądaliśmy razem. Ale w pewnym momencie powiedział: "Przepraszam cię, to jest za mocne. Dokończę sam, później". Nie powiedział że to nieprawda, ale że chce przetrawić to na osobności. Z wieloma Ukraińcami, myślę, że z większością, da się normalnie rozmawiać. A inni też go traktują, jak bandytę, szczególnie na wschodzie. Taki spadek sowieckości. No i są jeszcze ci, którzy się nim nie przejmują.

A wie pan, ja mam z Mickiewiczem gorsze wspomnienia z dzieciństwa niż z Banderą? Trzeba się go było uczyć na pamięć a o Banderze nie mówili.

- Wspomnienia z Mickiewiczem to są, proszę pana, potworne! Kuć na blachę kazali! A potem wszyscy chcieli te jego poezje, jak najszybciej zapomnieć. Mickiewicz jest dla ludzi, którzy są zainteresowani literaturą i którzy są dojrzali. Nie można zmuszać do niego dzieci. Niektórych nie obchodzi literatura, trzeba to zaakceptować.

Gorsze od niego były tylko tangensy i cotangensy!

- To był czarny sen! Matematyka, fizyka. Cała szkoła to czarny sen. No ale przecież, ten Mickiewicz na płycie, to nie jest Mickiewicz ze szkoły. To dwaj różni ludzie. I mam nadzieje, że coś z tego pozytywnego wyniknie. I dla Mickiewicza i politycznie.

Dla Mickiewicza? Ma swój pomnik, po co mu więcej?

- Ależ to był szaleniec! Miał dobrą posadę we francuskiej bibliotece, ale tam rzygał z nudów. Przestał nawet pisać. No i w końcu pojechał w delegację do Stambułu i tam odżył! Spotkał tam Sadyka - Paszę, vel Czajkowskiego i zaczęli formować wojsko polskie złożone z Polaków, Kozaków, Albańczyków, Wołochów i kogo tam jeszcze. Siedział z nimi w obozach, polował a miał już 57 lat na karku, mołojecką sławę w dziedzinie poezji i proszę - spanie w namiocie, mięso z ogniska i zaciąg do wyjątkowo barwnej formacji.

To tak jak pan! Jest pan pisarzem a zaraz pewnie pojedzie pan w trasę z ukraińskimi rockmanami! I ma pan 57 lat!

- Nigdy nie miałem kumpli pisarzy. Przeważnie, jeszcze mieszkając w Warszawie, otaczałem się muzykami i to był jakiś tam mój kompleks. Chciałem wyjść na scenę, zagrać, żeby dziewczyny piszczały. Zawsze było tak, ze jakiś konus z gitarą był ważniejszy od reszty. Przychodził, brzdąkał a wszystkie panny były wpatrzone w niego, jak w obraz. Więc jak dostałem propozycję od Haydamaków, to mi mocniej serce zabiło! Jak pojechałem do Kijowa i zobaczyłem tę bandę w garażu, to oniemiałem. Dzielnica przemysłowa, dookoła stolarnie i zakłady ślusarskie i gdzieś w tym wszystkim oni ze swoją muzyką.

Właśnie miałem zapytać, po co szukać muzyków na Ukrainie, jak w Polsce jest ich od cholery.

- Ja się z Ukraińcami bardzo dobrze dogaduję. Od lat wydajemy książki ukraińskich pisarzy. Nawet niektórzy na prawicy przypięli mi łatkę banderowca. Ale mniejsza z tym, gdyby Rammstein chciał ze mną nagrać płytę, to bym z nimi zaśpiewał. Zna pan Rammstein? Poza ty, wie pan, Ukraińcy są muzykalniejsi od nas.

Tak, oni są jeszcze dziwniej ubrani. Niech już pan zostanie przy Haydamakach.

- Z sąsiadami trzeba współpracować. Im więcej się z nimi tworzy i handluje, tym trudniej się potem kłócić. Lubię Ukraińców, dobrze się między nimi czuję. Dlatego bratobójcze wojny są najgorsze. Tak samo było na Bałkanach. Serbowie, Chorwaci - wspólny język i cała masa okrucieństwa. Przecież ten cały Wołyń nie wziął się z kosmosu. Jego historia sięga trzystu, czterystu lat wstecz. Tu były wieki opresji, krwi i niewolnictwa. Aż w końcu pękło. Spyta pan Polaka z Kresów, jak to było przed rzezią, to odpowie, że pięknie i wspaniale i super się dogadywaliśmy. Tak, dogadywaliśmy się, jak pan z niewolnikiem. Ale widzi pan, znów odbiegamy w stronę polityki.

A pan przecież jedzie w trasę.

- Jako pisarzowi trochę mi głupio. Mam swoje lata a oni wszyscy w okolicach trzydziestki. Duch by chciał, ale ciało słabe a ja wiem, jak wygląda życie muzyka na trasie. Jest wysiłek i stres na estradzie i potem trzeba odreagować. I to odreagowanie bardziej męczy niż sama praca. W kwietniu mamy popróbować, kiedy oni przyjadą do Polski i zobaczymy co z tego wyjdzie. Co innego studio a co innego koncert, gdzie zawsze jest napinka. Nie wiem czy nadążę.

E tam, fanki pod sceną nie zauważą!

- I te tysiące staników lecących w moim kierunku! Co powie żona? Co powie córka?

Posłuchaj pierwszego singla "Stepy Akermańskie":

Dowiedz się więcej na temat: Andrzej Stasiuk | Haydamaky | wywiady

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje