"Religia jest mitem"

W natłoku powrotów, reaktywacji, wskrzeszeń i przebudzeń, niezachwiana postawa długodystansowców z Napalm Death wydaje się być niczym ostoja, dzięki której odnajdujemy resztki zdrowego rozsądku i niezawodności. Antenaci grindcore'owego rodu z Birmingham skierowali tym razem karzący młot ludu w stronę piewców źle pojętej moralności. - Jak mamy iść naprzód, jako ludzkość, skoro żyjemy podług nauk wywodzących się z mitów? Gdzie tu logika? - zastanawia się w rozmowie z Bartoszem Donarskim wokalista Mark "Barney" Greenway, którego wiedza o naszym kraju wzburza szacunek. Odpowiedzi na te i wiele innych pytań warto poszukać na "Smear Campaign", kolejnej udanej płycie Brytyjczyków, wydanej przez Century Media Records w połowie września 2006 roku.

Nie wiem, czy przyznasz mi rację, ale wygląda na to, że niezwykle sprawnie uwinęliście się z nowym albumem. "The Code..." ukazał się zaledwie rok temu, a my już dostajemy jego następcę. Słowem, działacie, tak jak gracie - bez owijania w bawełnę, prosto do celu.

Reklama

Jasne, choć jak weźmie się pod uwagę wszystkie okoliczności i rzeczywiste terminy, to zajęło nam to około półtora roku. I to wcale nie jest aż tak mało czasu.

Pozostają jeszcze na chwilę przy "The Code...". Tamta płyta okazała się być duży sukcesem. Album uplasował się na czołowych miejscach w podsumowaniach 2005 roku w wielu magazynach. Zaskoczyło was to?

Prawdę mówiąc nie, bo już podczas nagrań w studiu panowała fantastyczna atmosfera i wiedzieliśmy, że ten album jest naprawdę dobry. Jako Napalm Death tworzymy muzykę już do 17 lat i doskonale uczujemy, gdy coś jest wyjątkowe, choć np. na próbach wcale się na to nie zanosiło. Dlatego w tym sensie nie było to zaskoczenie.

Oczywiście, kiedy robiliśmy nową płytę, zastanawialiśmy się w głębi siebie, jak przebijemy poprzedni materiał. Myślę jednak, że daliśmy radę. Zdecydowanie! Mimo wszystko, trzeba jasno powiedzieć, że nigdy nie głowimy się nad jakąś specjalną strategią, jak nagrać lepszy album. Jak coś powstanie, tak już zostanie. Uważam, że największy wpływ na jakość ma przede wszystkim kreatywne myślenie i entuzjazm. To jest najważniejsze.

Można powiedzieć, że "Smear Campaign" zaczyna się tam, gdzie kończy się "The Code...". Warto jednak zauważyć, że nowa płyta jest nieco bardziej zróżnicowana. Jest tam zarówno krańcowa brutalność, ekstremalnie bujające średnie tempa, jak i industrialno-rockowe nawiedzenie.

Ja mam wrażenie, że jest to po prostu bardzo dobrze skomponowany album. Wciąż ekstremalny, a jednocześnie porywający, choć oczywiście nie w tradycyjnym pojęciu melodyjności czy chwytliwości. Wszystkie utwory są naprawdę dobre. Mamy tam wszystko, co może kojarzyć się z Napalm Death, niemniej nigdy do końca nie wiadomo, co może nam strzelić do głowy (śmiech).

Wokale na "Smear Campaign" to istny obłęd. Już pierwszy, regularny utwór z tej płyty "Sink Fast, Let Go" potwierdza twoją klasę. Trudno wyobrazić sobie, że nagrywasz to wszystko stojąc spokojnie w studiu. Podejrzewam, że do wydobycia tej intensywności wykorzystujesz raczej koncertowy, ręczny mikrofon.

Trafne spostrzeżenie! Nie śpiewam w studiu w tradycyjnie pojęty sposób. Nie stoję - biegam po całym studiu z koncertowym mikrofonem w ręce, tak samo jak na scenie. Jeśli widzisz mnie na koncercie, od razu zauważysz, że nie skupiam się tylko na jednej rzeczy. Cały czas jestem w ruchu.

Ostatnie dwa, trzy albumy rejestrowałem na koncertowym mikrofonie i uważam, że rezultaty są o wiele bardziej intensywne.

Dowiedz się więcej na temat: religie | śmiech | wokalista | religia

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje