"Przełamanie zaklętego kręgu"


Niegdyś uważano go króla muzyki dance, z czasem zaczął tworzyć utwory o bardziej popowym charakterze. Te dwa oblicza Jacka Łaszczoka, zwanego Stachurskym, łączy jedno - jego nagrania cieszą się wielkim powodzeniem i podbijają listy przebojów. Nie inaczej było z wydaną w maju 2005 roku płytą "Trwam". Album przyniósł przeboje "Taki raj", "Jesteś moim przeznaczeniem" czy "Żyłem jak chciałem". Ostatniego dnia lipca 2006 roku ukazała się dwupłytowa reedycja "Trwam", poszerzona o premierowy utwór "Z każdym twym oddechem". Z tą piosenką Stachursky wziął udział w konkursie o Bursztynowego Słowika podczas Sopot Festival 2006. Reedycja zawiera również niepublikowane wcześniej nagrania koncertowe, remiksy oraz teledysk do najnowszego singla, a także znany jedynie ze składanki "Piłkarskie hity" utwór "Polska Gola 2006".

Reklama

Z tej okazji wznowienia płyty "Trwam" Michał Boroń spotkał się ze Stachurskym, by porozmawiać o najdroższym teledysku w historii polskiego show-biznesu, udziale w Sopot Festival i planowanej przeróbce przeboju grupy U2.

Właśnie ukazała się reedycja płyty "Trwam". Album promuje piosenka "Z każdym twym oddechem" do której powstał niezwykle ciekawy teledysk. Możesz coś więcej o tym opowiedzieć?

Kręciliśmy ten teledysk w miejscowości Bellagio, we Włoszech, w willi Serbelloni. To są takie miejsca, które być może niektórzy z was znają z takich filmów, jak "Ocean's Twelve", "Ocean's Eleven" czy nowych epizodów "Gwiezdnych wojen".

Jest to dosyć droga produkcja, wydaje mi się, że jedna z najdroższych w Polsce. Nie mówię tego, by się tym chwalić, ale po prostu chcieliśmy przełamać taką barierę "wytaniania" polskiej produkcji teledyskowej tylko ze względu na to, że są słabe budżety i ludzie stają na głowie wymyślając nieprawdopodobne sytuacje, by się tylko zmieścić w tym budżecie. Z tego powodu wideoklipy w Polsce kuleją.

Ja chciałem to zmienić. Poza tym sam utwór "Z każdym twym oddechem" nobilituje do tego, by go okrasić czymś wyjątkowym, co się będzie oglądało z zapartym tchem, co będzie nietuzinkowe. W związku z tym postawiliśmy wszystko na jedną kartę i stworzyliśmy - mam nadzieję - dosyć nietypowy teledysk, co automatycznie uwarunkowało dalsze nasze działania. Jest to bowiem początek pewnego rodzaju serialu teledyskowego - pierwsza część, a tych części mam nadzieję, że będzie kilka.

Mieliśmy wyjątkowe szczęście podczas pracy nad tym teledyskiem. Praca zagranicą jest trudna ? i to jeszcze we Włoszech, gdzie z solidnością i porozumieniem jest dość ciężko ? ale los i opatrzność czuwały nad nami, bo ta produkcja nam się wyjątkowo udała. Dla mnie osobiście nie była to ciężka produkcja, bo moje epizody, które zagrałem, nie wymagały ode mnie specjalnego wysiłku.

Podczas tych trzech dni pracy powstało bardzo dużo materiału i do tego teledysku, i do kolejnych klipów, do remiksów. Powstał też "making of", czyli filmik o tym, jak robiliśmy ten wideoklip, co jest bardzo ciekawym i osobliwym dokumentem filmowym, równie dobrym jak sam teledysk.

Historia zaczyna się od tego, że mój przyjaciel zostanie wplątany w bardzo poważną historię, która będzie miała dla niego tragiczne skutki. To jest pierwsza część tego, co się tam dzieje. Więcej nie opowiem, ale jedno jest pewne: panowie, nie wierzcie nigdy kobiecie, bo nie wiadomo co was może spotkać.

Jest to naprawdę udana i wyjątkowa pozycja w polskiej powojennej historii wideoklipów i cieszę się, że to właśnie ja ją spowodowałem i występowałem w tej produkcji.

Mówisz o pomyśle na pewien serial teledyskowy. Czy wiadomo już, czy to będą klipy do nowych utworów, czy też do nagrań z płyty "Trwam"?

Dalsze części tego serialu wideoklipów powstaną do nowych utworów, ale niekoniecznie muszą się one pojawić na płycie. Mam pewną wizję i strategię pracy na dzisiejszym rynku muzycznym i zawsze, od dawien dawna, raczej serwowałem ludziom piosenki, które miały charakter komercyjny i przebojowy.

Dowiedz się więcej na temat: dance | Sopot | utwory | U2 | utwór

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje