"Pielęgniarka na falach krótkich"


W maju 2004 roku ukazała się kolejna studyjna płyta popularnej u nas brytyjskiej grupy Marillion, zatytułowana "Marbles". W wersji dla fanów jest to dwupłytowe wydawnictwo, zaś w sklepach muzycznych rozprowadzana była jako jedna płyta. Wcześniej członkowie zespołu wielokrotnie podkreślali, że nie chcą nagrywać czegoś, co już kiedyś nagrali, aby się nie powtarzać. Na przestrzeni lat Marillion przeszedł więc od rocka progresywnego i art rocka z okresu, kiedy wokalistą był jeszcze Fish, aż po brzmienia bliższe pop-rockowi, a nawet muzyce elektronicznej. Ich eksperymenty spotykały się z różnymi reakcjami - od zachwytów ("Brave"), po totalną krytykę ("marillion.com"). "Marbles" dowodzi, że muzycy nie zaniechali poszukiwań - obok prostych piosenek, bliskich popowej wręcz stylistyce (jak przebojowy "You're Gone"), na "Marbles" znalazło się także miejsce dla monumentalnych utworów w rodzaju "The Invisible Man".

Reklama

Promocyjno-koncertowa wizyta Marillion w Polsce była okazją do rozmowy ze Stevem Hogarthem, wokalistą Marillion. Frontman grupy, oprócz uwag na temat "Marbles", opowiedział również o tym, jak widzi przyszłość świata muzyki. W jego rozmowie z Michałem Maziarzem pojawił się też wątek Księgi Rekordów Guinessa.


Powiedz na początek, o czym jest płyta "Marbles"? Słyszałem, że nie do końca zgadzasz się z opinią, że jest to koncepcyjny album, którego tematem przewodnim jest szaleństwo i różne stany ludzkiego umysłu.

(patrząc na wielką roślinę w donicy obok nas) Jaka wielka roślina!...

Nie zmieniaj tematu...

Nie, naprawdę jest ogromna (śmiech). Historia "Marbles" zaczęła się od krótkiego wiersza, który napisałem, opowiadającego o szaleństwie. W Anglii mamy takie powiedzenie - "If lose your marbles it means you're going to be crazy" ("jeśli zgubisz swoje kulki, oszalejesz"). Kiedy byłem dzieckiem, całymi dniami grałem w kulki z moim najlepszym kumplem. Nie było wtedy gier komputerowych. Używaliśmy do zabawy prawdziwych przedmiotów, nie wirtualnych.

"Marbles" to spojrzenie ze siebie, do czasów kiedy byłem dzieckiem, a świat wydawał się mieć w sobie więcej sensu. Ta płyta opowiada też o specyficznym zdarzeniu z mojego dzieciństwa, kiedy mój tata zabrał mi wszystkie moje kulki - miałem ich prawie czterysta. Im więcej kulek wtedy miałeś, tym większy był twój szacunek do samego siebie, bo wszystkie musiałeś wygrać. Tata zabrał mi je i dał jakiemuś dzieciakowi z mojej ulicy. Zrobił to, żeby mnie ukarać, ponieważ pewnego dnia ja i mój przyjaciel odkryliśmy, że "jeśli uderzasz kulki rakietą tenisową, lecą wysoko, wysoko w powietrze" ["if you hit marbles with a tennis racket they go up a very long way into the air" - fragment utworu "Marbles" - przyp. red.]...

Piszesz o tym w swoich tekstach.

Tak, to wszystko tam jest. Nie pomyśleliśmy tylko, że kulki będą przecież spadać w dół. A spadały na dachy, wpadały przez okna do domów, zabijały koty. Na naszej ulicy zrobiła się wielka awantura. Właśnie wtedy zabrano mi moje kulki.

O tym był ten wiersz: "Did anyone see my last marble? Sometimes I think I should go see a shrink in case he can find me some more" ["Czy ktoś widział moją ostatnią kulkę? Czasem myślę, że powinienem odwiedzić psychiatrę, żeby znalazł mi jakieś kulki (wyleczył mnie z szaleństwa) - fragment tekstu "Marbles I" - przyp. red]. Pracowaliśmy nad nim razem z Davem Meeganem, naszym producentem. To on podsunął pomysł, żeby utwór podzielić "Marbles" na cztery oddzielne części, które będą się pojawiać w różnych miejscach albumu. Myślę, że to nadało tej płycie swego rodzaju jedność. Ale to nie jest koncepcyjny album w większym stopniu niż chociażby "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje