Reklama

"Mieszanka stylistyczna"

Gdański zespół Mess Age rozpoczął działalność niewiele ponad pięć lat temu, w marcu 1998 roku. Na początku partie wokalne wykonywali Joanna Paszke i Rafał Kawalerowski. Dwa lata później Joanna opuściła szeregi Mess Age i Rafał (Raaf) został samodzielnym wokalistą. Mess Age dość regularnie wydawał demówki, a jedną z nich - "Reborn" - nagrał w studiu RED należącym do Piotra Łukaszewskiego, byłego muzyka grup IRA i Karmacoma. Jak się okazało nie była to ostatnia współpraca Mess Age z tym producentem. W RED Studio w styczniu 2002 roku nagrany został materiał na debiutancki album Mess Age - "Self-Convicted". Kilka miesięcy później zespół podpisał kontrakt z wytwórnią Conquer Records, która pod koniec 2002 roku wydała materiał. Z Dominikiem Kołodziejczakiem, perkusistą Mess Age, który we wkładce do albumu figuruje pod pseudonimem Otwieracz, o debiutanckiej płycie, zagranicznych koncertach, współpracy z Nergalem i nieoczekiwanej zmianie w składzie zespołu rozmawiał Lesław Dutkowski.

Po prawie pięciu latach istnienia ukazał się debiut Mess Age, album "Self-Convicted". Czy to dlatego, że Mess Age preferuje metodę drobnych, ale pewnie stawianych kroków, czy były też inne, nazwijmy to obiektywne przyczyny? Demówki pojawiały się przecież w dość regularnych odstępach czasowych.

Reklama

Demówki trzaskaliśmy, bo sami za to odpowiadaliśmy, sami płaciliśmy, sami sobie ustalaliśmy terminy. Dlatego też pojawiały się powiedzmy regularnie. Natomiast już jak podpisaliśmy kontrakt, to musieliśmy się dostosować do wytwórni która miała swoje terminy, jakieś tam swoje plany i choć płytę nagraliśmy w styczniu 2002, to potem przez pół roku czekaliśmy aż ona się ukaże. W zasadzie to Conquer Rec. spowodowała taką obsuwę, ale nie jest to dla nas powód do jakichkolwiek pretensji.

Trochę czasu od premiery już minęło. Jak dziś patrzycie na "Self-Convicted"? Czy wszystko jest tak, jak chcieliście przed wejściem do studia, czy teraz czasem kręcicie nosem, że tu czy tam można było jednak zrobić coś inaczej, coś zmienić, a coś zrobić lepiej?

Na płycie na pewno znajdujemy rzeczy, które można by poprawić, ale jakoś specjalnie tym sobie głowy nie zaprzątamy, bo chyba nie ma sensu się cofać do tego, co było. Pewne jest to, że błędy, które gdzieś tam popełniliśmy przy nagraniu pierwszej płyty, zostały przez nas już obgadane i drugi raz już ich nie popełnimy.

Podjęliście się odpowiedzialnego zadania produkcji płyty. Wiem, że Piotr Łukaszewski wspomagał was jako inżynier dźwięku i osoba odpowiedzialna za miks i mastering. No i nagrywaliście u niego w RED Studio. Nie pierwszy raz z nim pracowaliście. Czy jego rady, wskazówki, miały wpływ na to, że postanowiliście produkować własny album? Już czujecie się pewni w studiu?

To obecność Piotra wzbudza w nas taką pewność. (śmiech) Piotr jest bardzo pomocny i dlatego zdecydowaliśmy tak, że nikt inny nie będzie się w to angażował, że jego rady i nasze pomysły złożą się na całą produkcję.

Dowiedz się więcej na temat: studio | plany | wyjazd | sceny | studia | śmiech

Reklama

Wasze komentarze (0)

Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.

Reklama