"Jesteśmy niedokochanym narodem"

Robert Friedrich, znany również jako Lica, to wyjątkowa postać na rodzimej scenie muzycznej. Jeden z najbardziej cenionych gitarzystów w Polsce, niegdyś podpora heavy-metalowego zespołu Acid Drinkers, dziś szefuje wieloosobowemu przedsięwzięciu o nazwie Arka Noego. Choć większość członków tego zespołu to dzieci, nagrania Arki brzmią całkiem profesjonalnie, dzięki muzycznej oprawie w wykonaniu znanych muzyków. Niedawno ukazał się czwarty w dyskografii grupy album, zatytułowany "Daj na zgodę". Mimo, że - jak zwykle w przypadku Arki Noego - płyta znajduje mnóstwo nabywców, Friedrich, w rozmowie z Krzysztofem Czają, przekonuje, że nie ma tu mowy o jakimkolwiek sukcesie, zaś zespół istnieje wyłącznie po to, aby pomagać ludziom. Mówi też m.in. o stosunku do tzw. show-biznesu w Polsce, o poziomie rodzimego dziennikarstwa muzycznego i wyprowadza z błędu tych, którzy sądzą, że kilka lat temu się nawrócił.

Na tydzień przed premierą najnowszej płyty Arki Noego, "Daj na zgodę", sklepy zamówiły sto tysięcy sztuk. Jak zareagowałeś na taką wieść?

Reklama

Byłem zaskoczony i zadowolony.

Muzyka z płyty "Daj na zgodę" jest ostrzejsza od wcześniejszych dokonań Arki Noego. Czyżby zaczęło ci brakować ostrego grania?

Nie brakuje mi ostrego grania. Chodzi o to, aby szukać nowych rozwiązań, żeby dzieciom się nie nudziło. W sumie to one zdecydowały o ostatecznym brzmieniu tej płyty.

Na wkładce wymienione są nazwiska aż 24 dzieci. Czy Arka Noego cały czas się rozrasta?

Tu nie ma stałego składu, jest dużo różnych gości. Wymieniliśmy wszystkich, którzy brali udział w nagraniu tej płyty. Na koncertach występuje 15-16 dzieci - głównie naszych, ale goście też się zdarzają.

A czy te dzieci, które w sumie odniosły spory sukces, nie zdradzają jakichś oznak gwiazdorstwa?

Nie, ponieważ nie odniosły żadnego sukcesu.

Ale sprzedaż dużej ilości płyt i liczne koncerty teoretycznie mogłyby im zawrócić w głowach.

Nie, dlatego że tutaj na pierwszym miejscu są piosenki, nie zespół. Twoje pytanie pokazuje pewną rzeczywistość, w jakiej żyjemy. Ludzie zajmujący się muzyką traktują ją w kategoriach towaru i sprzedaży. Ja osobiście wierzę, że są jeszcze twórcy, którzy nie myślą wyłącznie w tych kategoriach. Najważniejsza jest piosenka, jej funkcja, intencja jej powstania. Gdybyśmy chcieli robić z tego biznes, to nie rozdalibyśmy kilku milionów płyt, tylko byśmy je sprzedali. Nam zależy na jak najlepszej dystrybucji, na dotarciu do człowieka, który chce usłyszeć nasze piosenki - bo wierzę w to, że są one potrzebne. Nie każdy wstaje w sobotę o 8:45 i ogląda "Ziarno".

W wywiadach bardzo często wychodzi, że ludzie kompletnie nie są zorientowani w tym, jak działa Arka Noego. To jest zespół, który towarzyszy katechetyczno-edukacyjnemu programowi dziecięcemu "Ziarno". Mało ludzi, z którymi rozmawiam, ogląda ten program i w związku z tym oni kompletnie nie rozumieją o co chodzi. To, co my robimy, jest formą pomocy. To się dosyć rozrosło, ludzie śpiewają te piosenki nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Ale ja to traktuję cały czas w kategoriach pomocy ludziom.

Gdybym chciał podchodzić do tego, jako do produktu muzycznego, to brałbym za to tantiemy. Ja tego nie robię od samego początku. Nie chce mi się już o tym mówić kolejny raz. Ci, którzy przeprowadzają wywiady, zwykle nie są w temacie, a często w ogóle nie wiedzą, o co pytać. Miałem takie doświadczenia już kiedy grałem w Acid Drinkers. Nagrywaliśmy świetną płytę, po czym przychodził pan redaktor i pytał, czemu Lica kiedyś pisało się przez "tz", a teraz jest przez "c". To w pewnym stopniu pokazuje, jaka jest dziś kondycja mediów.

Powiem ci, że ograniczyłem czytanie do lektury magazynów technicznych, typu "Studio i muzyka", bo muzycznej prasy nie da się dzisiaj czytać. Jest ona na tak słabym poziomie, że czasami aż się wstydzę za tych ludzi, którzy tam piszą. Ja pochodzę z takiego rocznika, który jeszcze stara się rzetelnie wykonywać swoją robotę. Dziś pojawiło się mnóstwo ludzi, którzy nie mają pracy i szukają czegokolwiek - robią wszystko średnio i boją się ryzykować, oddać całe swoje życie dla jakiejś sprawy. To się bardzo rzuca w oczy.

Pojawił się jakiś promyk nadziei - kupiłem wczoraj gazetę "Muza" i widzę, że piszący tam ludzie robią to dobrze. Ale ogólnie obecna kondycja tego całego show-biznesu, od którego ja się od dawna odcinam, jest fatalna. Moim zdaniem tu tkwi przyczyna niskiej sprzedaży płyt. Młodzi ludzie nie ufają temu, co się ukazuje, więc wolą przegrywać płyty, ryzykując 1,20 zł, a nie 60 zł wydanych na legalną płytę.

Dowiedz się więcej na temat: studio | muzycy | Biznes | ziemie | ITD | kondycja | robert | piosenki | Bóg | show | Acid Drinkers | arka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje