"Jestem jednostką dość nerwową"

Czy to, co smutne, może być piękne? Może, jeśli jest to na przykład album szwedzkiej Katatonii. Zespół istnieje już kilkanaście lat, zaś jego trzon wciąż tworzą wokalista Jonas Renkse oraz gitarzysta Anders Nyström, również członkowie deathmetalowego projektu Bloodbath. Ktoś może psioczyć, że sześć albumów wydanych w tak długim czasie to stanowczo za mało, ale czy nie lepiej dostawać mniej, ale za to lepszej jakości? Wszyscy zastanawiali się zapewne, w którą stronę będzie zmierzać muzyka Katatonii na następcy wydanego w 2001 roku znakomitego albumu "Last Fair Deal Gone Down". Nowa propozycja szwedzkiego kwintetu, zatytułowana "Viva Emptiness", to delikatny krok w stronę ostrzejszego grania. Nie ma mowy o sztucznych bębnach, czy dominującej roli klawiszy. Dlaczego płyta brzmi tak a nie inaczej, jak wygląda współpraca z Travisem Smithem i czemu w muzyce i tekstach Katatonii jest tyle smutku? Jonas Renkse próbował to wyjaśnić Lesławowi Dutkowskiemu.

Tym razem postanowiliście nie nagrywać w Sunlight Studio z Tomasem Skoksbergiem. Dlaczego?

Reklama

Zapewne dlatego, iż uznaliśmy, że już wykorzystaliśmy wszystkie możliwości tego miejsca. Chcieliśmy iść do przodu i spróbować nowy sposób nagrywania. Sunlight to całkowicie analogowe studio i możesz tam nagrywać tylko na 24 ślady. To w pewnym sensie nas ograniczało. Nie mogliśmy tam zrobić wszystkiego, co zamierzaliśmy.

Jesteście więc zadowoleni z ostatecznego rezultatu, z brzmienia "Viva Emptiness"?

Tak. Wydaje mi się, że płyta wyszła mniej więcej tak, jak chcieliśmy, żeby wyszła. Ma bardziej czysty i ostrzejszy dźwięk. Coś takiego chcieliśmy osiągnąć, ponieważ dzięki temu muzyka jest lepiej słyszalna.

Nagrywaliście w Soundtrade Studio w Sztokholmie. Czy w tym studiu jest lepszy sprzęt niż w Sunglight?

O tak. Wiesz, Sunlight to takie piwniczne studio z mnóstwem starego sprzętu. Soundtrade Studio to zupełne przeciwieństwo, bardzo ekskluzywne i drogie miejsce. Nagrywanie tam było miłym doświadczeniem. Myślę, że udało nam się uzyskać coś nowoczesnego, coś, co idealnie pasuje do naszej szóstej płyty. Nadszedł najwyższy czas na zrobienie albumu w taki właśnie sposób.

Dzieliłeś obowiązki producenta z Andersem Nyströmem. Czujecie się już na tyle pewni w kwestiach produkcyjnych, by zrobić album taki, o jakim marzycie?

Tak mi się przynajmniej wydaje. Po tych wszystkich latach grania, zarówno ja, jak i Anders wiemy, co należy zrobić, aby nasza muzyka zabrzmiała jak najlepiej. Produkowanie płyt Katatonii jest czymś, co umiemy robić. Poza tym ten zespół istnieje przecież już tyle lat.

Wiem, że twój dobry przyjaciel Dan Swanö też miał swój udział w produkcji "Viva Emptiness". Co on właściwie zrobił?

Nie tak wiele. Zdaje mi się, że skontaktowaliśmy się z nim po to, aby nadał takie ekstra brzmienie bębnom. Zrobił to w swoim domowym studiu, a potem efekt przesłał tam, gdzie miksowaliśmy album.

Jonas, w twoich tekstach jest pełno smutku, strachu, niepewności. Do jakiego stopnia to odbicie prawdziwego życia autora, a do jakiego to jego fantazja?

Mogę powiedzieć, że teksty są w znacznym stopniu odzwierciedleniem tego, jaką jestem osobą. Może nie wszystkie i nie przez cały czas. Jako człowiek jestem jednostką dość nerwową i paranoiczną. (śmiech) To dotyczy większości spraw.

Dowiedz się więcej na temat: jak wygląda | Down | śmiech | studio | muzyka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje